[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Eleonora przerwała na moment i spojrzała zukosa.- Chyba że się mylę, naturalnie, a ty w sekrecie się w niejpodkochiwałeś.Kit uśmiechnął się.- To pomówienie.W sercu miałem miejsce tylko na jednąsekretną namiętność.Zapadło osobliwe milczenie.Patrzyli na siebie.Eleonora nieodzywała się, niemal nieświadoma tłumu, przepływającego obok. Nagle odczuła obecność Kita w najdrobniejszych szczegółach: połyskjego skóry w słońcu, płowozłote włosy, gładki materiał rękawasurduta pod palcami, a pod nim muskularne męskie ramię, zapachświeżego powietrza na jego skórze i ciepło uśmiechu, które zakradałosię do tych błękitnych oczu, kiedy tak na nią spoglądał.- Eleonora! I Kit! Jakże się cieszę, że was widzę.Zamierzałamwkrótce was odwiedzić.Eleonora drgnęła i oderwała wzrok od męża, instynktowniewyczuwając, że on także został wyrwany z przedziwnej, głębokiejzadumy, która ogarnęła ich oboje.Zamrugała powiekami, jakby jąsłońce raziło.- Beth! Markus! Jak to miło, jesteście.- Urwała w pół zdania.Brat uśmiechnął się do niej przelotnie, kiedy jednak Kit wyciągnąłrękę, Markus zignorował ją, zupełnie jakby szwagier nie istniał.Pochwili zwrócił się do Beth ostrym tonem:- Jeśli jesteś gotowa, moja droga.Na policzki Eleonory wystąpiły ciemne rumieńce.Choć Markusją pozdrowił, była tak oburzona, jakby ją zignorował.Jak śmiał takpotraktować Kita, i to na oczach wszystkich! Poczuła, że mięśniemęża tężeją i zerknęła na niego dyskretnie.Był najwyrazniej bardzorozgniewany.Miał zaciśnięte usta, spojrzenie niebieskich oczustwardniało.Opuścił dłoń, a Markus spojrzał na niego z bezbrzeżnąniechęcią.Eleonora była poruszona, bo ten afront spotkał Kita z jejpowodu, i nie była w stanie tego znieść.Zadrżała, myśląc, że zachwilę mąż wyzwie Markusa na pojedynek i zostaną wplątani wnajokropniejszy skandal, jaki można sobie wyobrazić.To Beth uratowała sytuację, podczas gdy wszyscy stali niczymfigury woskowe.Wspięła się na palce i pocałowała Kita w policzek,po czym odwróciła się do szwagierki, zagadując, jakby nic się niestało:- Miałam nadzieję, że uda nam się umówić na dłuższąpogawędkę, moja kochana.Wracacie do domu? My również byliśmyna zakupach i jestem wykończona!- O, tak - powiedziała Eleonora pospiesznie, nie ośmielając sięspojrzeć na Kita.- Chodzmy na Montague Street.Kit, mój drogi.-Położyła dłoń na ramieniu męża.- Nie będziesz miał nic przeciwkotemu, że wrócę do domu z Beth? Wiem, że masz coś do załatwienia urusznikarza. - Naturalnie.- Kit nakrył jej dłoń swoją i Eleonora poczułaniewysłowioną ulgę.Uśmiechnął się do niej blado.- Zobaczymy siępózniej, kochanie.Dobrego dnia, kuzynko.- Skłonił się kobietom,ostentacyjnie zignorował Markusa i oddalił się wielkimi krokami.- Markus! - zaczęła oburzona Beth, ale on skłonił się im obydwu,obrócił się na pięcie i odszedł, w przeciwnym kierunku niż Kit.- Mężczyzni! - skomentowała Beth ze złością.- Ze wszystkichgłupich, dziecinnych zachowań.- Musimy postarać się o powóz - zauważyła żałośnie Eleonora.-Jeden czy drugi mógłby to załatwić, zanim nas tak zostawili!- Oczywiście, to wszystko składa się na pewną całość -powiedziała Beth pół godziny pózniej, kiedy wraz z Eleonorąsiedziała w salonie na Montague Street, gdzie obydwie piły herbatę.-Wiesz równie dobrze jak ja, moja droga, że Markus potrafi być wprostnieznośnie uparty, jeśli coś postanowi.Bóg jeden wie, że kocham godo szaleństwa, czasem jednak.- Urwała i energicznie zamieszałacukier w filiżance.- Cóż, będę musiała z nim o tym porozmawiać!Eleonora wzdrygnęła się lekko.Skoro mowa o uporze, bratowarównież mogła ubiegać się na tym polu o główną nagrodę, Eleonorabyła więc pewna, że wynik starcia dwóch takich osobowości możeokazać się dramatyczny.- To wszystko jest dość trudne - zaczęła ostrożnie.- Nie miałampojęcia, że Markus tak potępia.- Potępianie czy aprobowanie to nie jego rzecz - weszła jej wsłowo Beth, sięgając po kawałek ciasta.- To sprawa między tobą aKitem i nikt nie ma prawa się wtrącać.Och, jaka jestem zła! I głodna!Zawsze jestem głodna!- Pewnie to z powodu twego stanu - zauważyła Eleonora zewspółczuciem.- Doprawdy, Beth, nie powinnaś pozwalać, by Markustak cię denerwował.To może zaszkodzić dziecku.Beth westchnęła i usiadła wygodniej.- Miejmy nadzieję, że dziecko nie będzie tak uparte jak jegoojciec.Ale dajmy temu spokój.Lepiej powiedz, co u ciebie, kochanie?- Utkwiła w szwagierce baczne spojrzenie srebrnoszarych oczu.-Byłam bardzo ciekawa, jak sobie radzisz, ale myślałam, że może niechcesz mnie widzieć. - Bo Kit jest twoim kuzynem i czułaś, że powinnaś go bronić? -spytała Eleonora, po czym zaśmiała się smutno.- Och, Beth, to stajesię coraz bardziej skomplikowane!Beth poklepała ją po ręku.- Nie musi tak być.Jesteśmy przyjaciółkami, Eleonoro, tak samojak powinowatymi, co wolisz.- Roześmiała się.- Jeśli masz chęć zemną porozmawiać, będzie mi bardzo miło, jeśli jednak wolałabyś,żebym zajęła się swoimi sprawami, proszę, powiedz mi to.Eleonora także się roześmiała.W głębi serca wiedziała, że Bethpozostanie jej przyjaciółką bez względu na okoliczności, ale miło byłousłyszeć potwierdzenie tych oczekiwań.- Szczerze mówiąc, chciałabym ci się zwierzyć - wyznała.- Tyleże mogłoby to postawić cię w niezręcznej sytuacji.Beth wzruszyła ramionami, rozsypując okruchy ciasta.- Och, nie przejmuj się.Wiem, że jestem gadatliwa i pcham siębez pardonu tam, gdzie sprawy wymagają wielkiej delikatności, jeślijednak poprosisz, bym nie zdradziła twoich sekretów, naturalniedochowam tajemnicy!Eleonora ledwie się powstrzymała przed uściśnięciemprzyjaciółki.- Wiem.Ufam ci, bo przecież już znasz mój największy sekret.Uśmiech Beth zgasł.- Czy to znaczy, że jeszcze nie powiedziałaś Kitowi? Możeistotnie za wcześnie na to.Eleonora splotła dłonie.Mimo ciepłego dnia zrobiło jej się zimno.Zawsze było tak samo, kiedy przypominała sobie te ponure miesiącew Devon.Uniosła głowę i napotkała spojrzenie Beth.- Nie zamierzam mówić o tym Kitowi [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •