[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zwykle starczało czasu na drinka czy dwa, pospieszny seks inic więcej.Konduktorzy w pociągu zaczęli go rozpoznawać.Uśmiechali się do niego znacząco,sprawdzając bilety, i życzyli mu dobrej nocy.Okłamywał matkę, mówiąc jej, że zjadł obiad wszkole i organizował zajęcia dla uczniów mieszkających w internacie.Była zdziwiona, ponie-waż zawsze twierdził, że jedzenie tam jest okropne.Czasami myślał, że powinni więcej rozmawiać zamiast tylko uprawiać seks.Chciał, byZoia opowiedziała mu o swoim malarstwie, o Foujicie, o tym, jak zrobić karierę.Rozmawialico prawda o jego rysunkach, Zoia je chwaliła.Ale jej priorytety były inne.Pragnęła od niegonamiętności, nie konwersacji, a dowód jego namiętności znajdowała w łóżku.SR Nadal coś przed nim ukrywała, do pewnych rzeczy go nie dopuszczała.Zawsze sądził, żeuprawianie seksu z kobietą to pewna droga do odkrycia jej sekretów.Ale z Zoią było inaczej.Ona była zdeterminowana, żeby żyć chwilą, tak mu oznajmiła.Podziwiała hazardzistów, ludzi,którzy ryzykowali wszystko, odwracając kartę, za siłę charakteru.Alain nie był co do tegoprzekonany.Cały ten hedonizm to ucieczka, narkotyk, jak proszki, które brała na sen.Jeśli ta-kie było jej credo, to po co codziennie chodziła na pocztę sprawdzić, czy są do niej jakieś listy?Dlaczego trzymała w walizce sterty listów po rosyjsku, francusku i szwedzku? Nie ufała mudość, żeby je pokazać.Czasami kochał się z nią tak, żeby bolało.Ale ona nigdy nie okazała, że ją boli.Jęczałajednocześnie z rozkoszy i bólu.Czasami zaciskał pięści, żeby nie dać jej w twarz.Znalazł inne sposoby, żeby ją ukarać.Dwa razy nie przyjechał, zostawił wiadomość wrecepcji, że jest zajęty.To się sprawdzało.Następnego wieczoru, kiedy wychodził, w jej oczachlśniły łzy.Pewnego weekendu oświadczyła, że chce go narysować.Usiadł na progu balkonu, owi-nięty prześcieradłem.Przyjął zadumaną pozę, podparł brodę pięścią, ale Zoi się to nie spodoba-ło.Posadziła go na skraju kanapy, kazała patrzeć przed siebie, ręce ułożyć po bokach i lekkopochylić głowę.Za jego plecami wybrzuszały się rozświetlone słońcem zasłony.- Czy tak pozują w twojej szkole sztuk pięknych? - spytała po chwili.- Z prześcieradłemzakrywającym lędzwia? Jakież to staroświeckie.- Nie, modele pozują nago.- Więc dlaczego nie ty?- Bo nie jestem modelem.Poza tym ktoś mógłby mnie rozpoznać.Rysowała długimiwdzięcznymi ruchami, nie tak szybko i nerwowo jak on.Być może był to wpływ Foujity.- Chcesz powiedzieć, że nie wstydzisz się malować aktów, ale wstydzisz się pozowaćnago?- To trudno wyjaśnić.Ja z tobą, nago.Ludzie by tego nie zrozumieli.- Ludzie?- Wiesz, o czym mówię.Zamilkła, zamieniła ołówek na pióro i tusz.Stalówka skrzypiała na papierze.Zobaczył,że ściągnęła usta zirytowana.- Szkoda - powiedziała.- To znaczy, że muszę rysować twój penis z pamięci.SR - Co? - Alain poderwał się na nogi.- Siadaj.Stanął przed nią.- %7łartowałam.Niechętnie wrócił na kanapę.Zoia zapaliła papierosa.- Chociaż to bardzo ładny penis.Powinien się tu znalezć moim zdaniem, jest o wiele cie-kawszy niż to płótno, nawet jeśli to egipska bawełna - egipska, prawda? Mam taką nadzieję.Alain przyjął poprzednią pozę.Snop światła padł na dym z papierosa Zoi, zasłaniając jejtwarz.- Myślałem, że to ma być portret - rzekł - a nie akt.Jeśli potrzebny ci model, mogę ci ja-kiegoś opłacić.Tutejsi chłopcy zrobią wszystko za pieniądze.- Nie pochwalasz tego.- To zależy.- Mogę ci zapłacić, jeśli poczujesz się lepiej.- Nie żartuj sobie.Rysując, ściągnęła wargi.- Podoba mi się ten pomysł.Wtedy i ty będziesz dziwką, prawda, nie tylko ja?Ciągnęła tak dalej, dokuczając mu i narzekając, póki praca tak jej nie pochłonęła, że za-milkła, skupiona w pełni na swoim zajęciu.Alain przyglądał się jej, zaczynał jej zazdrościć tejgłębokiej koncentracji, tej zdolności bycia gdzie indziej niż w miejscu, gdzie znajdowała sięfizycznie.On nigdy nie potrafił wejść na życzenie do tego alternatywnego świata.Dla niegosztuka była świadomym wysiłkiem, przemyślanym wykorzystaniem stylów i form.Tylko prze-lotnie doświadczył zawieszenia rzeczywistości, której ponoć doświadcza artysta, kiedy staje sięjednością ze swoją sztuką.To tam Zoia znikała nocami, gdy odwracała się twarzą do ściany.Chciał wiedzieć, jaktam jest.Chciał wiedzieć, kto jeszcze, jeśli ktokolwiek, tam bywał.Po jakiejś godzinie Zoia wstała bez słowa, odłożyła pióro i poszła do łazienki.Alain sły-szał wodę lecącą do umywalki, odgłosy mycia.Podniósł się i ujrzał odbicie Zoi w lustrze, po-chylonej nad umywalką.Podszedł zobaczyć, co narysowała.I przeżył szok.To wcale nie był on.Owszem, istniało pewne podobieństwo w twarzy, alenic poza tym.To nie był portret artysty, lecz atlety, żołnierza, żigolaka.Same mięśnie i nieru-chome skupione spojrzenie.Był zwierzęciem, może i pięknym, ale zdecydowanie samą czystąfizycznością [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •