[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Sztych miecza zostawił napiersi drwala głębokiego rozcięcie.Mężczyzna poczuł ból, try-snęła krew i przez te pół sekundy, kiedy był w szoku, demonodebrał mu topór.Bywał już rozbrajany w przeszłości, ale jeszcze nigdy niezdarzyło mu się, żeby przeciwnik wyjął mu broń prosto z ręki.Rab wciąż się nad tym głowił, gdy stało się coś jeszcze dziw-niejszego: mroczny elf ciął demona mieczem przez plecy, natyle głęboko, że z rany trysnęła krew, a stwór zaryczał.Drowpowiedział coś w języku, którego Rab nawet nie rozpoznawał,nie mówiąc już o rozumieniu.Na twarzy drowa nie było złości,jej wyraz nie zdradzał żadnych emocji, ale zdecydowanie pró-bował zabić demona.Ogromny stwór obrócił się w stronę znacznie niższegomrocznego elfa i Rab cofnął się.Zdążył zrobić ledwie krok,gdy demon sięgnął ręką w tył i złapał go za koszulę, zrywającmu przy tym skórę z pleców.Potwór bez żadnych oznak wy-siłku podniósł Raba, który ważył sporo ponad dwieście funtów,z podłogi.Rab złapał masywną, zakończoną pazurami łapę stwora, aleskóra demona przypominała stal pokrytą szorstkim futrem.Rabmógł się tylko zastanawiać, co zamierza z nim zrobić.Demonobrócił się w stronę mrocznego elfa, który trzymał miecz unie-siony ku górze.Demon wciąż dzierżył topór Raba w j ednej dłoni,ale zachowywał się tak, jak gdyby zupełnie o nim zapomniał. Demon cisnął Rabem w mrocznego elfa.Mężczyzna wydałnieskładny, wystraszony odgłos, który mógł być^okrzykiem.Na-wet tego nie był pewny.Był to dzwięk, jaki wydaje człowiek,który wie, że została mu już tylko sekunda życia i nie może nato nic poradzić.Rab nadział się na wielki miecz mrocznego elfa.Czuł każdycal zimnego żelaza, gdy wbijało mu się w pierś.To dziwne, alenie czuł bólu.Ryld trzymał miecz z nadzianym na klingę człowiekiem i pa-trzył na draeglotha.Mężczyzna skonał, usiłując nawiązać znim kontakt wzrokowy Ryld nigdy nie potrafił zrozumieć,dlaczego ludzie tak się przy tym upierali.Skierował mieczsztychem w dół, w nadziei, że mężczyzna się z niego zsunie,ale musiał szybko odskoczyć w tył, gdy żelezce topora, któryJeggred wyrwał mężczyznie, opadło w dół.Wielki topór przeciął Rozpruwacza na pół.Ryld wytrzeszczyłoczy, a krew najpierw się w nim zagotowała, a potem ścięła w ży-łach.Rozpruwacz był złamany.Jego miecz.Broń, dla której żył,dla której przez lata doskonalił umiejętności, została zniszczona.Ludzki topór musiał być jednak magiczny.Mężczyzna spadł na ziemię razem z końcem klingi i nagłautrata ciężaru sprawiła, że Ryld zatoczył się do tyłu.Upuściłzłamany miecz, który z brzękiem upadł na podłogę.Fechmistrz sięgnął po krótki miecz i już dotykał palcami gło-wicy, gdy żelezce topora opadło ponownie, rozpłatało jego kra-snoludzki napierśnik z mithraiu jak pergamin i wbiło mu się wpierś.Ryld czuł jego ciężar nie tylko na sobie, ale w sobie.Nieczuł bólu, tylko ciężki, równomierny nacisk.Draegloth stał nad nim, z obnażonych kłów zwisały mu dłu-gie, lśniące nitki śliny, oczy żarzyły mu się w pomarańczowymblasku pochodni.Ryld próbował odetchnąć, ale nie mógł.Powietrze nie do-cierało do jego płuc.Chciał coś powiedzieć, ale nie był w sta- nie.Poza tym nie wiedział, co powiedzieć.Odwrócił się odwszystkiego, co znał, dla kobiety, której wcale nie znał, kobie-ty, która wybrała ścieżkę, która doprowadzi ją do zagłady rów-nie niechybnie, jak doprowadziła jego.Z jednej strony żałował,że nie zabił go ktoś inny niż ohydny półdemon, a z drugiej byłzadowolony, że trzeba było aż draeglotha, by go pokonać.Miałprawie ochotę podziękować Jeggredowi za to, że z nim wal-czył.Nie zasługiwał na tak wiele.Jeggred przysunął się bliżej i Ryld cieszył się, że nie możeoddychać.Nie czuł oddechu półdemona.Jeggred nacisnął na ostrze topora i otworzył klatkę piersio-wą fechmistrza.To, co poczuł Ryld, wykraczało poza ból - takdojmującemu cierpieniu kres mogła położyć tylko śmierć.Patrzył, jak draegloth wkłada mu łapę do klatki piersiowej.Ciało Rylda zaczęło dygotać, a on nie był w stanie nad tym za-panować.Na przemian tracił i odzyskiwał wzrok, gdy draeglothgrzebał mu w piersi łapą.Kiedy Jeggred wyjął rękę, Ryld Argith, mistrz Melee-Mag-there, odzyskał wzrok na dość długo, żeby zobaczyć, iż jegoserce wciąż biło, kiedy draegloth zaczął je zjadać.Serce fechmistrza było silne i Jeggred delektował się zarów-no jego strukturą, jak i smakiem.Ryld Argith był godnymprzeciwnikiem, dobrą zdobyczą i draegloth żałował, że niemoże zostać dłużej i pożreć czegoś więcej.Drow skonał, zanimJeggred skończył zjadać jego serce, a draegloth wiedział, żeDani-fae oraz pozostali czekają na niego.Nie zadawszy sobie trudu, żeby wytrzeć się z krwi, szlamu isoku pnączy, draegloth dotknął pierścienia otrzymanego odDanifae i powrócił do Sschindylrynu. 21- Ryld Argith nie żyje- oznajmiła Danifae Qucnthel, zerkając na Pharauna.Mag siedział w milczeniu, ze skrzyżowanymi nogami, na-przeciw grota.Nic spojrzał na nią, w ogóle nic zareagował.Danifae przygryzła dolną wargę, wodząc wzrokiem od Pharau-na do Quenthel.- I?-ponagliła ją mistrzyni Arach-Tinilith.- Ja go zabiłem - warknął Jeggred [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •