[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przez chwilę mrugał w ciemności, próbując znalezć właściwykierunek, aż nagle dostrzegł w górze po prawej wyrazne światło lampy.Musiał iść w ciemność.175 Wstał i powlókł się dalej, oddalając się jak najszybciej od zbliżającego sięświatła.Nagle doznał olśnienia.W cudowny sposób przypomniał sobie, gdzie sięznajduje.Zamknąwszy oczy, widział to wyraznie.Tuż przed nim ścieżka skręcała wprawo i wspinała się w górę.Wychodziła na szeroki stopień skalny, a za nimrozpościerała się wąska przepaść, której krawędzie spinał mały sznurowy mostek.Gdyby udało mu się do niego dotrzeć, mógł mieć szansę.Może zdołałby zniszczyćmostek i uniemożliwić im dalszy pościg.Czując słaby powiew, Atrus stanął i odwrócił się.Po omacku znalazł wejście.Zgodnie z jego przewidywaniem, tunel piął się stromo w górę, musiał więc wspinaćsię na czworakach z opuszczoną głową.W oddali dostrzegł słabe światło, a kiedywypełzł z tunelu, zobaczył, że znajduje się dokładnie tam, gdzie chciał.Tyle że stopień oświetlała stojąca z boku lampa, a dalej&Atrus jęknął.Po raz kolejny ojciec go przechytrzył.Po raz kolejny Gehn śmiałsię ostatni.Mostek sznurowy zniknął, a ze skały sterczały cztery nagie metalowe sworznie.Podszedł do krawędzi i spojrzał w przepaść.Była zbyt głęboka i szeroka naskok.Ale czy na pewno?Atrus odwrócił się, słysząc hałas w głębi tunelu.Zwiatło nasilało się z każdąsekundą.Lada moment go dogonią.Odwrócił się i znowu spojrzał w przepaść.Teraz albo nigdy.Cofnął się, wziąłgłęboki wdech, rozpędził się i skoczył.- Atrusie!Uderzył piersią w krawędz skały, aż skurczył się z bólu.Zaczął się osuwać, alezdążył uchwycić się jednego ze sworzni.Okręcił się, uderzył ramieniem o skałę, czując, że ręka niemal wyrywa mu sięz barku.Siły opuszczały go; czuł, jak spocona dłoń powoli ześlizguje się po metalu.W tym momencie przemknął nad nim jakiś cień.Usłyszał ciche stęknięcie, apotem ktoś chwycił go za rękę i powoli zaczął wyciągać z przepaści.Zdziwiony siłą uchwytu, Atrus podniósł głowę, spodziewając się ujrzeć Rijusa,ale napotkał wzrok Gehna, w którego bladych oczach płonął posępny gniew.- Aaach, chłopcze!  powiedział, bezlitośnie wpijając palce w ciało Atrusa i calpo calu wyciągając go z otchłani. Czy naprawdę sądziłeś, że zdołasz mnieprzechytrzyć?176 17Po wyjściu ojca Atrus przez dłuższą chwilę wpatrywał się w ocienione drzwi.Był jeszcze w szoku.Wreszcie odwrócił się i spojrzał na biurko, stojące na środku wielkiego,wysokiego pokoju.Leżała tam księga piątego wieku.Pułapka  pomyślał. Liczy na to, że przejdę przez te drzwi.A kiedy tozrobię&Ponownie usłyszał trzaśnięcie drzwiami, za którymi zamknął go ojciec.Wyszedł spod wielkiego łuku, a różowe światło lampy nadawało jego twarzypozornie zdrowy wygląd.Posadzka pokoju była wyłożona czarnymi i białymi kaflami koła wpisane w kwadraty  a widniejąca na środku mozaika przedstawiałaRi nerefa, najsławniejszego z wielkich mistrzów cechu.Jego okolona siwą brodątwarz patrzyła posępnie, niemal melancholijnie z oddali wieków.Kamień, niegdyś wypolerowany i piękny, pokrywała teraz pajęczynapoczerniałych ze starości pęknięć.Więzienie  pomyślał Atrus, domyślając się prawdziwego charakteru tegopomieszczenia.Kamień, z którego zbudowano pokój, nie był czarnym kamieniemwulkanicznym, jaki występował w całym domu.Miał matowoszarą, metaliczną barwę,pokrywała go siatka misternych wzorów przypominająca koronkę; masywnesklepienie dachu podpierały potężne bulwiaste filary.Atrus widział ten sam gatunekkamienia w większości najbardziej wiekowych budowli w mieście i zdał sobie sprawę,że znajduje się przypuszczalnie w najstarszej części domu.Ile może mieć lat?  zastanawiał się. Dziesięć, dwadzieścia tysięcy? A możejeszcze więcej? Trudno było stwierdzić.D ni budowali z myślą o wieczności, niewiedząc, że ich dni są policzone.W północnym koncie komnaty, pod masywnym łukiem, widniały zamkniętedrzwi, a krwistoczerwone filary stały po obu stronach niczym strażnicy.177 Przypomniawszy sobie, co ojciec mówił o słabości D ni do tajemnych przejść,drzwi w ścianach i tuneli biegnących w skale, zaczął szukać.Powoli, cierpliwie, posuwał się od łuku do łuku, starannie przeszukiwałobszerne alkowy, badając palcami każdy cal kamienia.Strawił na tej czynności blisko dwie godziny i choć nie znalazł tajnych drzwiczy przejść, trud nie poszedł na marne.W podłodze w jednej z mrocznych wnękznalazł, do połowy tkwiącą w nie wykończonym kamieniu, przecinarkę do kamieni zczasów D ni.Duża, stara maszyna przypominała potężnego, przykulonego pająka ichociaż zródło napędu już dawno się wyczerpało, to jedno z ostrzy było jak nowe.Przecinarka mocno tkwiła w skale.Atrus sądził, że będzie musiał ją tamzostawić, ale po półgodzinnym kołysaniu zdołał ją uwolnić.Podniósł ciężką maszynę i pokiwał głową.Drzwi wykonano z litego metalu,więc próba wyważenia ich, nawet przecinarką, nie mogła się powieść [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •