[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Kuzynko, przecie\ nigdy nie miałem zamiaru cię skrzywdzić!- Ach tak, widocznie chciałeś jedynie asystować przy zamordowaniumojego narzeczonego.Czy sądzisz, \e cię to usprawiedliwia? - spytałalodowato.- Wątpię, czy sędzia się z tym zgodzi.- Kuzynko, błagam cię! Pomyśl, w jakim się znajdę poło\eniu!- Raczej ty sam pomyśl, jaką ulgę poczuję, jeśli cię ju\ więcej niebędę musiała oglądać! - Psyche nie dała się udobruchać.- Powinnaś chyba dać mu drugą szansę, Psyche - stwierdził Gabriel,pomagając jej postawić Percy'ego na nogi.- Co takiego? - zdumiała się.- Chyba nie mówisz tego powa\nie? Powszystkim, co zrobił?- Powinnaś okazać mu wielkoduszność - ciągnął Gabriel -jeśli jegoojciec zgodzi się, byś sama wybrała sobie mę\a -jakiegokolwiek mę\a -inatychmiast odda ci twój spadek.Zapadła cisza.Percy gapił się na nich z otwartymi ustami.Psyche zaśodparła ze śmiertelnie powa\ną twarzą:- Znakomicie.Owszem, myślę, \e tylko w ten sposób uda mu sięuniknąć szubienicy.Gabriel wolał nie ujawniać swego rozbawienia.Nie miał wcale pew-ności, czy ich oskar\enia mogłyby Percy'ego zaprowadzić na szubienicę,ale sam Percy był o tym najwyrazniej przekonany.- Kuzynko, przyrzekam, \e od razu pomówię z ojcem, tylko pozwólmi stąd odejść.- Masz na to dwadzieścia cztery godziny - wycedziła Psyche najbar-dziej lodowatym tonem, na jaki mogła się zdobyć.- A potem, jak sięspodziewam, mój prawnik otrzyma podpisane, jak nale\y, dokumenty,przekazujące wszystkie pieniądze pod moją kontrolę.- Zrobimy to, obie.obiecuję! - wystękał Percy, w którego wstąpiłanadzieja.- Niech pan wsiądzie na zdrowego konia z zaprzęgu i pojedzie donajbli\szej wsi.Tam zdoła pan sobie zapewnić powrót do Londynu - po-wiedział Gabriel.- A teraz lepiej stąd chodzmy, zanim zbiegnie się tureszta szajki Barretta.Psyche, wez sznur i zwią\ tego nędznika, któregowcią\ trzymam na muszce.320 Gdy to zrobiła, Gabriel kazał mu odejść w najdalszy kąt.- Siądz na podłodze plecami do nas - rozkazał mu.- A co z ogniem? - jęknął opryszek.- Upiekę się tu niczym kapłonna ro\nie!- Twoje zmartwienie - odparł Gabriel, choć dobrze wiedział, \e zło-czyńca natychmiast czmychnie, gdy tylko stamtąd wyjdą.- Nie ruszaj się,dopóki cię będę miał w polu widzenia.Twarzą do ściany! Chodzmy stąd- powtórzył.Czy\by zapachniało tu dymem?Skinęła głową, ale zachwiała się, osłabiona upływem krwi.Gabrielpodtrzymał ją i wyprowadził.Przywarła do niego i skierowali się powoliku drzewom.Percy wybiegł na zewnątrz pierwszy, nie dbając wcale oPsyche.Jak zwykle, myślał tylko o sobie.Wypadł za drzwi i wkrótcezniknął im z oczu.Znajdowali się ju\ na skraju holu, gdy jakiś słaby dzwięk z tyłu zanimi zaalarmował Gabriela, ale o chwilę za pózno.- Uwa\aj! - krzyknęła Psyche.Gabriel wcią\ podtrzymywał ją jednak i dlatego nie zdołał odwrócićsię w porę, a wtedy Barrett, który zdołał odzyskać przytomność, rzucił sięna niego.Gabriel zachwiał się pod jego naporem, a potem wykonał obrót,chcąc odeprzeć atak od przodu.Psyche usiłowała schwycić Barretta za rękę, ale odepchnął ją z takąsiłą, \e potknęła się, uderzając głową o podłogę, i padła na wznak wpół-przytomna.Barrett walczył jak ktoś, kto wie, \e jest o krok od śmierci.Z oczamipełnymi nienawiści za wszelką cenę chciał wydrzeć pistolet Gabrielowi,który próbował mu go odebrać, ale Barrett trzymał broń kurczowo i niechciał jej puścić.- Jake, przyjdz mi na pomoc! - wrzasnął Barrett do swego kompana,który wcią\ siedział w kącie.Jake obejrzał się przez ramię z lękiem, a widząc, \e obydwaj, splecenize sobą, walczą na śmierć i \ycie, podniósł się i, wcią\ ze związanymi rę-kami, zaczął się do nich chyłkiem zbli\ać.Gabriel musiałby więc zmagać się z dwoma napastnikami, gdybyszybko nie zakończył tej walki.Usiłował przewrócić Barretta na plecy, aleten przywarł do niego desperacko, chcąc mu odebrać pistolet.21 - Ukochany kłamca321 Teraz Gabriel nie miał ju\ wątpliwości, \e czuje dym.Krople drob-nego deszczu zabębniły nagle o szyby, a gdzieś w pobli\u zar\ał koń.CzyPercy uciekł, zostawiając ich na łasce Barretta? Ten nędznik był do tegozdolny.Psyche nie poruszała się.Jeśli była powa\nie ranna.Gabriel wymie-rzył Barrettowi cios prosto w twarz, ale jego wróg miał siłę szaleńca i led-wie to zauwa\ył.Udało mu się przekręcić pistolet, którego lufa wbiła sięGabrielowi w brzuch.Gdyby Barrett zdołał dosięgnąć spustu.Gabrielusiłował odwrócić pistolet w przeciwną stronę, ale Barrett zaciekle wal-czył o ka\dy ruch.Przez chwilę Gabriel myślał ju\, \e zdoła unieść lufęku górze, gdy.Błysk ognia i ból wybuchły równocześnie.Gabriel poczuł, \e nogi siępod nim uginają, i padł na ziemię.Sądził, \e stracił przytomność tylko na chwilę, ale potem usłyszał, \ektoś go woła po imieniu.Otworzył oczy, ale ujrzał tylko mnóstwoczerwonych i czarnych płatków.Powoli odzyskiwał wzrok.Nadal le\ałna podłodze, w ubraniu pełnym plam z prochu i krwi, a nad nim klęczałaPsyche.Cała i zdrowa.- Uciekaj stąd - wyszeptał - zostaw mnie.Chyba mnie zastrzelił.uciekaj, nim Barrett.- Barrett nie \yje - powiedziała z policzkami wilgotnymi od łez.-Zastrzelił siebie, a nie ciebie.Nie jesteś cię\ko ranny, choć z początku siętego bałam.Nastąpił wybuch prochu, który sam się zapalił i cię zranił, alepoza tym straciłeś tylko koszulę.A kula trafiła Barretta.Gabriel wstał, choć z najwy\szym wysiłkiem.Ujrzał Barretta rozcią-gniętego na podłodze w wielkiej kału\y krwi, z grymasem zdumienia natwarzy.- A ty.nic ci się nie stało?Przytaknęła.- Chodzmy stąd.Percy'ego ju\ od dawna nie ma.- A co z człowiekiem Barretta? - Gabriel rozejrzał się wokół siebie,chcąc ocenić swoje szanse w starciu z kolejnym niebezpieczeństwem, alezachwiał się na nogach.Psyche podtrzymała go.- Uciekł, choć ze związanymi rękami - powiedziała.- Wyglądało toniemal komicznie.A drugiego nigdzie nie widziałam.322 - W takim razie mo\e jeszcze gdzieś być w pobli\u.Wyjdzmy i zobaczmy, czy powóz ze stangretem wcią\ tu jeszcze stoi.Najwa\niejsze, \eby zdołali wyjść z tego domu i uciec przed kolej-nymi zabójcami.Gabriel \ył - cud nad cudami - a Psyche nie była cię\koranna.Podziękował w duchu losowi i pokuśtykał, z pomocą Psyche, wstronę korytarza.Odgłos kroków w holu kazał im gwałtownie się zatrzymać.Gabriel omało nie jęknął.Jak\e w swoim obecnym stanie zdoła odeprzeć atak? Alemusiał spróbować.- Schowaj się za mnie - nakazał Psyche.- Nie - odparła spokojnie.- Razem stawimy czoło ka\demu zagro-\eniu.Stali więc ramię w ramię, wyczerpani, lecz zdecydowani, ale na widokpostaci, która stanęła w drzwiach, obydwoje oniemieli.- A, tutaj jesteście - uradował się David [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •