[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Trzymałam się mocno ramienia księcia, o mało co nie zemdlawszy z bólu ismutku.Na szczęście powóz stał niedaleko.Książę i Tark pomogli mi wsiąść i wkrótcebyliśmy z powrotem w domu przy Dowry Square, gdzie ogień już palił się wkominku.Książę zmusił mnie do wypicia szklanki ciepłego wina.- Nie możesz go oskarżać, moje biedne dziecko.Rozmawiałem z jegodoktorem, który powiedział mi, że pan Sam cierpi z powodu reumatycznej chorobyserca i ramienia, nie wspominając już o szkodach, jakie wyrządziły ogromne ilościopium i brandy, które stale przyjmuje.To zadziwiające, że w takim stanie jestjeszcze zdolny do wygłaszania wykładów, zwłaszcza takich, jak dzisiejszy! Niechmu Bóg błogosławi! Cóż to był za wykład.Nieszczęsny człowiek! Nieszczęsny!Mówią, że rozpadł się na części.Nawet jego przyjaciel, pan Wordsworth, nie miałskrupułów, nazywając go zgniłym i nieznośnym pijakiem.Nie mogłam spać tej nocy, wierciłam się i przewracałam z boku na bok,płacząc rzewnymi łzami.Na śniadanie przyszłam z tak czerwonymi oczyma, że choć217SR planowaliśmy pozostać w Bristolu i wysłuchać dalszych siedmiu wykładów, książęsprzeciwił się temu.- Będziesz się męczyć, moje dziecko.- Wróć raczej do własnej biblioteki iprzeczytaj raz jeszcze wiersze pana Sama.Jego twórczość przetrwa, nawet gdy niebędzie go już na tym świecie.- Ma pan zupełną rację - powiedziałam słabym głosem.Wróciliśmy zatem doZoyland.Jak się potem dowiedzieliśmy, wykłady zostały odwołane z powoduchoroby pana Sama.- Nie wydaje mi się także, aby gorące zródła pomogły na moją podagrę -stwierdził książę.Niedługo potem sir John Middleton przyjechał do Zoyland, przywożąc ze sobąkuzynkę, starą panią Dashwood - coraz chudszą, słabszą, bledszą i bardziej oddalonąod rzeczywistości niż wtedy, gdy widziałam ją w Delaford.Wciąż jednak widaćbyło, że kurczowo trzyma się życia.- Niech Bóg ma ją w opiece, lubi krótkie wycieczki - powiedział sir John.Byłdobrze zbudowanym, radosnym mężczyzną o czerwonej twarzy.Zdawało się, iżlepiej się czuje przebywając wśród chłopów niż siedząc w salonie, popijając sherry ijedząc biszkopty.- Prawdę mówiąc, żona czasami ma dość jej towarzystwa.Mojamałżonka jest już bardzo bliska rozwiązania.Zaczynają ją denerwować drobiazgi,na które kiedyś nie zwróciłaby nawet uwagi.Niektóre z przyzwyczajeń starszejpani, jej zwyczaj rozmawiania z domami, o ptakach, sami wiecie.- Och tak.Pamiętam.- powiedziałam.- Kiedy była w Delaford.- Właśnie, właśnie!Pani Dashwood przechadzała się po pokoju, ignorując przygotowaną dla niejszklankę ratafii, podśpiewując sobie i od czasu do czasu mamrocząc jakieś słowa.- Słyszeliśmy radosne wieści od kuzynki Eleonory.- Sir John upewnił się, żejego krewna nie czyni żadnej szkody, po czym kontynuował: - Eleonora jak sięwydaje, wierzcie lub nie, napisała książkę! I znalazła wydawcę, który gotów jest ją218SR opublikować! Dostanie za to sto dziesięć funtów.Całkiem ładna sumka, czyż nie? Aci wydawcy gotowi są wydrukować jeszcze pięć innych książek, które przez cały tenczas ukrywała.Dlaczego, na mą biedną duszę, Eleonora zawsze była taka cicha iułożona? Nikt nie spodziewał się, że drzemią w niej takie pokłady wyobrazni?Gdyby chodziło o Mariannę, zawsze zadumaną, wiecznie o czymś myślącą.- tak,lecz Eleonora! O mało nie padłem trupem, gdy się dowiedziałem.A jeśli książkibędą miały wzięcie, a wydawcy uważają, że to całkiem możliwe, będzie tonajkorzystniejsza zmiana na plebanii w Delaford, która, śmiem twierdzić, znaj-dowała się ostatnio w opłakanym stanie.Kuzynka Eleonora napisała bardzo pięknylist do mojej żony, w którym zawiadamia, że jest szczęśliwa, iż wkrótce znówpowita matkę u siebie.Z tego, co wiem, panna Nell jest w domu.Westchnęłam, myśląc, że sprowadzenie pani Dashwood do domu będziedodatkowym obciążeniem dla Eleonory.Bez wątpienia jednak darzyła matkęogromnym przywiązaniem.- Czy mówiła, czy można było wywnioskować z jej listu, w jaki sposób panFerrars odebrał wiadomość o pisarskiej karierze żony? - zapytałam.Sir John uśmiechnął się do mnie konspiracyjnie. Napuszony, purytański,obrażalski i samolubny człowiek, jakiego nigdy wcześniej nie spotkałem",wyraziłem się kiedyś o panu Ferrarsie.- Z listu odczytałem, że zupełnie niespodobał mu się ten pomysł.Lecz to nie Eleonora, a ktoś z jej przyjaciół pokazałksiążkę wydawcy, tak więc nie mógł jej za to obwinić.Jednego jestem pewien: terazgdy Brandon i Marianna są za granicą, Bóg jeden wie gdzie, sukces Eleonory toprawdziwe zbawienie dla nich.- Moja podopieczna chciałaby wiedzieć, sir Johnie - powiedział książę - czywie pan, gdzie przebywa obecnie jej ojciec, Willoughby.- Och, tak, wiem! - odparł sir John.- Nie dalej jak dwa miesiące temudostałem od niego list.Nieszczęśnik! Biedny Willoughby! Był takim219SR sympatycznym, wesołym sąsiadem.Miał najlepszego pointera, jakiego w życiuwidziałem.- Cóż się z nim stało? - wykrzyknęłam.- Ach, widzi panienka, cudem uniknął tarapatów.Wpadł w długi, napisano onim w gazecie.Musiał sprzedać wszystko, co miał, lecz i to nie wystarczyło i gdybynie opuścił kraju tak szybko, z pewnością znalazłby się w Newgate.Pożyczył odemnie 250 funtów, lecz nie mam o to pretensji.Wątpię, czy kiedykolwiek jeszcze gozobaczę - dodał, zwracając się do księcia i zniżając głos.- Och, co za okropna historia! - wykrzyknęłam.- Cóż jednak stało się z pannąGrey, jego żoną?- Ach, umarła jakiś czas temu.Z tego, co mówią ludzie, niezbyt ją opłakiwał.Biedny człowiek, to był fałszywy trop.pościg w złym kierunku.jego serce, jegożałość [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •