[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Zachowywał się bez zarzutu - zapewniła go Hope.- I jest cudownymrozmówcą.Zna się dobrze na wielu rzeczach.Naprawdę żałowałam, że niemogłam zrobić mu tych zdjęć w Dublinie, gdzie czuje się u siebie, ale jestempewna, że i tak mamy ujęcia, które spodobają się wydawcy.Być może jest ichwięcej, niż oczekiwali, będą mieli kłopot z wyborem.Pracować z nim to samaprzyjemność.- Nie dodała, że O'Neill wygląda jak gwiazdor filmowy.- Jego domw Londynie jest wielkości znaczka pocztowego, więc trudno było nawet rozmieścić sprzęt, ale daliśmy sobie radę.A ten drugi, w Irlandii, to chyba coś wrodzaju pałacu Buckingham.Chętnie bym go kiedyś zobaczyła.- Dziękuję ci za to krótkie sprawozdanie.Jestem pewien, że jego wydawca niebędzie się posiadał ze szczęścia.A co robisz w weekend, Hope? Wciąż sięwybierasz na Cape Cod?W taką pogodę byłoby to niemądre i niebezpieczne.Więc miał nadzieję, żezmieniła zamiar.Uśmiechnęła się do siebie i wyjrzała przez okno.Znieg nie przestawał padać.Na chodnikach zalegał już przynajmniej czterdziestocentymetrową warstwą, awiatr gwizdał między murami, nawiewając wysokie zaspy.Prognozy głosiły, żeopady nie ustaną aż do rana.- W taką pogodę raczej nie - odparła.- Nie jestem szalona.Chociaż na pewnobyłoby tam pięknie, gdybym szczęśliwie dotarła na miejsce.Nie, na razie zostanęw domu.Wiele dróg zamknięto już po południu.Podróż na Cape Cod musiała byćprawdziwym koszmarem.Od Firma dostała jego ostatnią książkę i zamierzała ją przeczytać w ciąguweekendu.I przygotować trochę zdjęć dla pewnej galerii w San Francisco, któraplanowała wystawę jej prac.No i musiała zrobić odbitki zdjęć Finna.- Zadzwoń, jeśli poczujesz się samotna.Nie spodziewał się raczej, żeby zadzwoniła.Była bardzo niezależna, a samotneżycie prowadziła już od kilku lat.Po prostu chciał dać jej do zrozumienia, że niejest zupełnie sama, jest ktoś, kto się o nią troszczy.Czasem się o nią niepokoił,chociaż wiedział, że dobrze sobie radzi i zawsze ma zajęcie.Nie zdziwiłby się,gdyby w Wigilię wybrała się robić zdjęcia w Harlemie albo w barze dlakierowców ciężarówek w okolicach Dziesiątej Alei, na przykład o czwartej nadranem.Właśnie tak lubiła spędzać czas.Podziwiał ją za to.I pamiętał, że towłaśnie prace, które powstawały w podobny sposób, przyniosły jej sławę.- Na pewno będę się dobrze bawić - zapewniła go z przekonaniem.Kiedy się rozłączyli, zapaliła świece i wyłączyła elektryczne oświetlenie.Usiadła na kanapie i przez ogromne, nieosłonięte okno przyglądała się płatkomśniegu.Kochała światło, dlatego nie zawracała sobie głowy wieszaniem zasłon.Zwiatło lamp ulicznych mieszało się w jej pokoju ze światłem świec, gdy siedziałana wygodnej kanapie, obserwując zimowy pejzaż.Właśnie wtedy znowuzadzwonił telefon.Nie miała pojęcia, kto by to mógł być - dzień przed Wigilią.Telefon dzwonił głównie w godzinach pracy biur i instytucji, a rozmowy prawiezawsze dotyczyły spraw zawodowych.Kiedy odebrała telefon, głos w słuchawcewydał jej się w pierwszej chwili nieznajomy. - Hope?- Tak - odpowiedziała i spokojnie czekała na dalsze słowa, które wyjaśnią coświęcej.- Tu Finn.Zadzwoniłem, żeby się upewnić, czy wróciłaś cało do domu.Słyszałem, że w Nowym Jorku jest zamieć.Jego głęboki głos brzmiał przyjaznie i ciepło.Ten telefon był dla niejprzyjemną niespodzianką.- Tak, to prawda - potwierdziła, mając na myśli zamieć.- Przeszłamspacerkiem całą drogę z Metropolitan Museum do SoHo.Było cudownie.- Twarda z ciebie sztuka.- Roześmiał się.- Wzgórza pod Dublinem, na którychstoi mój dom, są jakby stworzone dla ciebie.Mogłabyś wędrować całymi dniami zjednej wioski do następnej.Ja tak często robię.Ale zamieć w Nowym Jorku to coinnego.Dzwoniłem dziś do mojego wydawcy.Jego biuro jest zamknięte.- O tej porze roku wszyscy wyjeżdżają na święta.Biura zamykają niezależnieod zamieci.- Co będziesz robiła w czasie świąt? - Dla niego było oczywiste, że Hope niepojedzie na Cape Cod, kiedy szaleją zamiecie.- Będę się pewnie wałęsać po mieście, zrobię trochę zdjęć.Mam kilka nowychpomysłów.I zajmę się odbitkami z naszej sesji zdjęciowej.- Nie ma nikogo, z kim chciałabyś spędzić święta? - zapytał z lekkim smutkiemw głosie.- Nie.Lubię być sama.- Nie było to prawdą w stu procentach, ale i tak czuła sięskazana na samotność.Pogodziła się z tym i nauczyła się akceptować życie, jakieprzypadło jej w udziale.- Dziś chyba miał przyjechać do ciebie syn - przypomniała sobie.- Jak się ma?- Doskonale.Wyszedł na kolację z przyjaciółmi.- Spojrzała na zegarek iuprzytomniła sobie, że w Londynie jest już jedenasta.To przypomniało jej ouroczym wieczorze, jaki spędzili razem.- A jutro wyjeżdża na dwa dni doSzwajcarii.Tym razem w ogóle nie ma dla mnie czasu.Ale nie mogę go o toobwiniać.Za młodu byłem taki sam.Za żadne pieniądze nie zgodziłbym sięspędzić weekendu z rodzicami.Muszę przyznać, że byłem chyba gorszy od niego.Jutro przylatuje do nas jego dziewczyna.Więc część świąt spędzę razem z nimi,zanim wyjadą.- I co będziesz robił, kiedy zostaniesz sam? - spytała zaciekawiona [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •