[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Czy na przykład to, co robimy w tym domu, jest lepsze? -zapytała Roza.- Jeśli tak, to po co ta tajemnica? Nie, tak samonienaturalne! Zapewniam cię.I jestem pewna, że ty pierwszy byśgłośno pro- testował, gdyby to nie służyło w pewnym sensie interesowitwojej siostry.- Dlaczego więc to robisz? - powtórzył po raz kolejny swojepytanie.- Skoro nękają cię takie wątpliwości, skoro zastanawiaszsię, co by na to powiedzieli zwykli ludzie.Dlaczego mimowszystko godzisz się, Rozo, być niewolnicą?Wstała i odgarnęła włosy z czoła, dumnie prostując plecy.Maxwell zastanawiał się, czy ten gest będzie przechodził zpokolenia na pokolenie w rodzinie Davida.- To ja przyjmowałam na świat dziecko twojej siostry.Potrafię jejwiele wybaczyć, ponieważ wiem, ile wycierpiała.Widziałam, jakbardzo walczyła.I ponieważ trzymałam na rękach maleńkie,martwe ciałko.Rozumiem, co to znaczy stracić dziecko.Mogła-bym ci długo to wszystko tłumaczyć, ale ciebie tam nie było.Razem z Davidem czuwaliśmy przy niej i dlatego jesteśmy wstanie to robić.Dlatego.- To wciąż nie jest cała prawda - rzekł Maxwell.- Uważam, że tak należy - skwitowała Roza i skierowała swekroki w stronę sypialni Davida i Margaret.- Uważam, że todziecko, którego matką będzie twoja siostra, stanie się srebrnąnicią, utkaną dla Anglii.Czy teraz jest to dla ciebie bardziejzrozumiałe?Niestety, nie mógł potwierdzić.- Idziesz tam? - zapytał jedynie.- Tak - odpowiedziała Roza.- Przecież Margaret prosiła mnie oto.- Możesz się przespać w moim pokoju - zaproponował.-Przyrzekam, że nic ci tam nie grozi.Nie dojdzie między nami doniczego niestosownego.- Dziękuję - powiedziała z lekkim uśmiechem.- Ale nie może być wątpliwości co do ojcostwa w przypadkudziecka twojej siostry.- Przepraszam cię za to - rzekł David, kiedy zobaczył Rozę wszerokim, małżeńskim łożu.Cofnął się i zatrzymał na środkusypialni.Był blady i wyglądał na zmęczonego.Północ już dawnominęła.Kiedy Maxwell położył się, w domu zrobiło się całkiemcicho, ale Roza wiedziała dobrze, że nikt nie śpi.-Ona nie byłasobą.-Nie.- Zachowała się bardzo nieładnie wobec ciebie?- Nie gorzej niż przywykłam - skwitowała Roza.Rozebrała się,została w samej koszuli, ale międzyudami czuła mokrą lepkość.Nic jednak nie mogła począć, pókinie pójdzie wraz z nastaniem świtu na górę do swojego alkierza.- Chcę jej zaproponować, by pozwoliła ci się wycofać - rzekłDavid, siadając plecami do Rozy i rozpinając guziki koszuli.Lampy były pogaszone, a zasłony dokładnie zasunięte, ale Roza itak widziała go dokładnie.Jej oczy zdążyły przywyknąć dopanującego w pomieszczeniu półmroku.- Rozmyślałem dzisiaj sobie, że to wszystko nie jest warte, byśmyuciekali się do takiej ofiary.Roza nie odpowiedziała.Zasłuchana, podsunęła koc wyżej podbrodę.- Jestem tylko mężczyzną - ciągnął David Warren z ociąganiem.-Nie mam zamiaru udawać, że znam się na kobiecych sprawach.Wydaje mi się jednak, że szansa, by Margaret ponownie urodziłatakie dziecko, jest raczej nikła.- Odetchnął z drżeniem i ciągnął:- Myślę, że mogłaby urodzić własne potomstwo. Nasze dzieci.Jej i moje.Ta okropna gra, którą prowadzimy, niejest potrzebna.- Zamierzasz jej o tym powiedzieć?David zamilkł.Zdjął spodnie i wsunął się pod koc na wolnąstronę łóżka.Roza nie wiedziała o tym, że zajęła miejsce, naktórym to on zwykle spał, ale nie widział powodów, by jej o tymmówić.- Margaret myśli, że tak będzie za każdym razem - powiedziałaRoza.- Ona nie wie, jakie dziecko urodziła, ponieważpostanowiliśmy zataić to przed nią.Ty, ja i lekarz.- Nie mogę jej o tym powiedzieć! Znienawidziłaby mnie nazawsze.Ona nie należy do kobiet, które potrafią zaakceptowaćodmienność.Zresztą takie są wszystkie młode damy w wyższychsferach.David poczuł ogarniającą go bezsilność, ale pomyślał o Rozie.- Mattias był na ciebie bardzo zły? Obawiam się, że gdyby tuprzyszedł bronić twojej czci, nie byłbym w stanie stawić muczoła.Przeżyłbym prawdziwe upokorzenie.Dla niego zresztą teżbyłoby to trudne.Jest przecież moim podwładnym.- Mattias i ja wiemy dobrze, jak się mają sprawy między nami -wyjaśniła.- Czego nie można powiedzieć o tobie i Margaret.Jakto się w ogóle stało, że się pobraliście?David zatopił się we wspomnieniach.Ale nie potrafił zdobyć sięna taką poufałość, by opowiedzieć Rozie tę historię zewszystkimi szczegółami.- Tak się jakoś stało.Po prostu.Ale nie żałuję.Roza zrozumiała, że David przywołał ją do porządku i wskazał,gdzie jest jej miejsce.Leżała więc cicho, bez ruchu w tę póznąnoc.- Nie oczekujesz chyba już dzisiaj niczego ode mnie? - zapytał gwałtownie.- Nie byłbym w stanie kochać się ztobą, nawet jeśliby od tego zależało moje życie.Margaret nierozumie, jakie to trudne.- Przerwał sam sobie: - Zakładam, żenie ukrywasz dobrych wieści.Sądzę, że powiedziałabyś, gdybyśmiała pewność.- Mam pewność - rzekła Roza i zdusiła w nim nadzieję, nimzdążyła rozbłysnąć.- Krwawię.Rozdział 10- Czy traktujesz mnie na tyle poważnie, by mi to wyjaśnić? -zapytała Raissa, stawiając przed Mattiasem talerz z kaszą.Złote włosy splotła w gruby niczym męskie ramię warkocz.Kiedy się poruszała, kołysał się jej na plecach i uderzał w biodra.Piękna Finka nie zważała na to, że siedzący w pobliżu Mattiasakompani z rozbawieniem obserwują całe zajście i dowcipkując,dorzucają raz po raz niezbyt przyzwoite uwagi.Mattias zdawał sobie sprawę z tego, że rozgniewał Raissę.Wiedział, że będzie się jej musiał wytłumaczyć, i chciał touczynić.Ale sądził, że porozmawiają w cztery oczy i że jeszczema przed sobą cały dzień, by dokładnie wszystko przemyśleć.- Sądziłam, że rozmówiłeś się ostatecznie z Rozą Samuelsdatter iwasz związek jest zakończony - ciągnęła Raissa.- W takimprzynajmniej utrzymywałeś mnie przekonaniu, MattiasieMattiassen! - Jeśli on woli Rozę, to chętnie go zastąpię u twego boku, kiedytylko zechcesz! - zadeklarował się jeden z kompanów, lubiącygłośne przechwałki [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl