[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.A potem nastąpiła katastrofa.Malutka staruszka w fioletowym turbanie postukała go lornetką po palcach.Nosiła nazwisko Reese,jak sobie przypominał, i była dość stara, żeby pamiętać matkę jego matki.Przypuszczał, że chcezwrócić uwagę na swoją ulubioną organizację charytatywną i był gotów dodać kolejny punkt do listy,którą miał następnego dnia wręczyć swojemu sekretarzowi.Ale nie.Stary nietoperz w przyszłymtygodniu wydawał bal, na który on został zaproszony.Oszołomiony zupełnie nie mógł wymyślićjakiegoś kłamstwa, żeby się wymówić.- I cóż? - zaskrzeczała staruszka.Ledwie zdążył usunąć rękę, zanim znowu go stuknęła.- Nie mogę.To jest, będę zajęty w.Lady Torrie stanęła obok niego, przerywając mu z uśmiechem.Właściwie był to uśmiech triumfu,pomyślał Wynn, skoro miała rację.Rzeczywiście przyjmowano go z powrotem na łono socjety, gdziewcale nie miał ochoty się znalezć.- Sądziłam, że zechce pan przyjść - powiedziała lady Torrie.- Bal pani Reese to bal subskrypcyjny.Cały dochód pójdzie na utworzenie szkoły dla biednych londyńskich dzieci.Wiem, jak bardzo leżypanu na sercu ich dobro.Wynn zapragnął, żeby ta kobieta nie wydostała się z płonącego budynku.- Papa jest tego wieczoru zajęty, przyjacielu - ciągnęła -miałam więc nadzieję, że będziesztowarzyszyć ciotce i mnie.Przyjaciółka? Ona nazywała siebie jego przyjaciółką?84 11Jakiż świetny dżentelmen! Jakim byłby doskonałym mężem! Torrie była zachwycona i to nie tylkoprzyjęciem.Odprawiła Ruthie, gdy tylko poluzniła jej wiązania sukni i gorsetu, tak żeby mócprzeżywać ponownie sukces wieczoru, nie słuchając żałosnych westchnień służącej.Mówiłaniedomagającej Ruthie, żeby na nią nie czekała, że któraś z pokojówek pomoże jej się rozebrać, aleRuthie się uparła.Torrie nalegała też, żeby dziewczyna porozmawiała jak najszybciej z lekarzem, jeślijej zdrowie nie ulegnie poprawie.Cieszyła się teraz, że jest sama i może w ciszy i spokoju, czeszącwłosy, przemyśleć najważniejsze chwile wieczoru.Ojciec stwierdził, że jest z niej dumny, a ciotka Ann uznała wieczór za umiarkowanie przyjemny.Umiarkowanie? Był niesamowity!Lord Ingall, na szczęście, nie był pijakiem.Torrie zwróciła uwagę, jak niewiele razy jego kieliszekwymagał, aby go napełnić i że nie miał zaczerwienionej twarzy, nie plątały mu się język ani nogi,kiedy panowie wrócili do dam w salonie.Torrie nie znosiła zapachu alkoholu ani mężczyzn, którzypod jego wpływem robili z siebie głupców czy wszczynali kłótnie.Wicehrabia nie był także, wbrew plotkom na temat jego młodości, hazardzistą.Ciotka Ann przedpójściem do łóżka żaliła się gorzko na jego brak umiejętności w grze.Z tak marną koncentracją Ingalldawno straciłby majątek, gdyby grywał regularnie.Był zaś dostatecznie bogaty, na szczęście, żebyspłacić straty cioci Ann i własne.Inaczej79 Torrie nasłuchałaby się przy porannej czekoladzie o tym, jaki z niego niezdara.A przede wszystkim lord Ingall nie był awanturnikiem ani rozpustnikiem.Torrie uśmiechała sięradośnie, zaplatając włosy na noc.Nie gapił się wcale na lady Cooperstone i jej obfite, ledwieskrywane wdzięki.Cóż, może spojrzał na nią, ponieważ żaden mężczyzna z krwi i kości nie zignoro-wałby takiego widoku, ale jego wzrok nie zatrzymywał się na niej długo, tego była pewna.Wziąwszy to wszystko pod uwagę, Wynn Ingram okazał się doskonałym gościem, jadł wszystko, coprzed nim postawiono, rozmawiał uprzejmie z sąsiadkami, nie wdając się w polityczne dyskusje zniektórymi dogmatycznymi dyplomatami z kręgu ojca.Jeden z gości, wychodząc, zauważył przy ojcuTorrie, że nowy wicehrabia Ingall mógłby zajść daleko w ministerstwie spraw zagranicznych.W dodatku okazał się niezmiernie hojny.Jego sekretarz zorientuje się z pewnością, że co najmniejjedna z organizacji dobroczynnych stanowiła w rzeczywistości fundusz na pokrycie ekstrawaganckichwydatków bratanka jednej z dam.Mallen, majordomus, przekazał jej, że wicehrabia był także hojnydla służby, wręczając złote monety lokajowi, który podawał mu kapelusz i wezwał fiakra.Nikt innytego nie widział, a zatem hojność Ingalla nie miała na celu jedynie wywarcia wrażenia na ludziach ztowarzystwa.Torrie wątpiła, by lord Ingall zadawał sobie w ogóle trud wywierania wrażenia.Sądząc z jego stroju,nie starał się robić z siebie widowiska.Nie sądziła, rzecz jasna, żeby musiał ubierać się jaskrawo czynosić ogromne węzły pod szyją.Nie, wyróżniał się raczej spokojnym umiarem ubioru, nie86 mówiąc już o szerokich ramionach i muskularnych udach w obcisłych pantalonach.Tak.Byłby z niego doskonały mąż! Ojciec wątpił, by dał się łatwo doprowadzić do ołtarza, bo czyżnie przyjął zaproszenia z wahaniem i czy nie przekazał próśb o donacje na cele dobroczynne swojemusekretarzowi? Nie, wicehrabiego nie da się zaprowadzić tam, dokąd nie zechce pójść, jak stwierdziłlord Duchamp.Ciotka ostrzegała, że chłopak jest tak roztargniony, że mógł zapomnieć, że ma żonę w Indiach.Pozatym, zrzędziła, mógł starać się zachowywać jak najlepiej, skrywając dziką naturę pod płaszczykiemdobrych manier.Torrie nie sądziła, aby tak było.Przyznawała, oczywiście, że niewiele o nim wie i trudno jej wydać natej podstawie osąd: jeden czyn bohaterski, jedna kolacja.Wierzyła jednak mocno, że to dobryczłowiek.Była niemal gotowa dać za to życie i majątek - taki też był jej pogląd na małżeństwo.Alewicehrabia, z czego zdawała sobie sprawę, patrzył nieco inaczej na tę świętą instytucję.Torrie mogła dowiedzieć się czegoś więcej o jego charakterze, ale nie posunęła się ani o krok, jeślichodzi o podbój jego serca.Poza jednym, ciepłym uśmiechem na powitanie, przez cały wieczór tylkosię krzywił, patrząc na nią.A ściśle mówiąc, na jej dekolt.Miała nadzieję, że nie stał się purytaninem,to byłaby szkoda.Jak mawiał ojciec, odrobina diabelstwa ratuje człowieka od nudy.Być może poprostu uważał, że niezamężna kobieta nie powinna nosić diamentów, chociaż z kluczykiem nieobnosiła się ostentacyjnie.Mroczna mina zamieniła się w wyraz wściekłości, kiedy Torrie skłoniła go do przyjęcia zaproszeniapani Reese.81 Może była zbyt śmiała, ale to dla jego dobra.Kiedy rozejdzie się, że ktoś tak wybredny, jak paniReese, przyjmuje go u siebie, wszystkie drzwi staną przed nim otworem.Może nawet będzie siędobrze bawić.Dzięki muzyce, tańcom, wspaniałemu jedzeniu, o które zamożna pani Reese zawszebardzo dbała, przekona się, jakiej rozrywki dostarcza londyński sezon.Torrie zakręciła się tanecznie po drodze do osłoniętego baldachimem łóżka [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •