[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wtedybarkas odbiÅ‚, a Damian zeÅ›liznÄ…Å‚ siÄ™ powoli, mrugajÄ…c do nas okiem nauspokojenie.Przewidywania jego okazaÅ‚y siÄ™ sÅ‚uszne; nie wrócili, i o zmierzchudoña Izabela wydaÅ‚a rozkaz wyruszenia bez nich w dalszÄ… drogÄ™.Tejnocy okrÄ™t zabrnÄ…Å‚ tak gÅ‚Ä™boko pomiÄ™dzy wyspy, że straciliÅ›my wszel-kÄ… nadziejÄ™ na znalezienie wyjÅ›cia z tej matni.Nie majÄ…c już żadnejÅ‚odzi - szalupa zostaÅ‚a zalana i zatonęła w zatoce Cobos - i rozpaczliwiepotrzebujÄ…c pilota, zaczÄ™liÅ›my woÅ‚ać do kilku barangów, z którychjacyÅ› ludzie Å‚owili ryby przy Å›wietle pochodni.Jednakże na nasz widokuciekli wszyscy.Ponieważ o tej porze roku żadne galeony nie przyby-waÅ‚y tu z Nowej Hiszpanii, gubernator przestrzegÅ‚ ich, że majÄ… siÄ™ kryć,ilekroć ujrzÄ… jakiÅ› podejrzany żagiel, gdyż może to być korsarz angiel-ski lub holenderski.SunÄ™liÅ›my naprzód powoli i ze strachem po spo-kojnej wodzie przy księżycu, majÄ…c tylko niewiele wiatru w żaglach;brzegi zwieraÅ‚y siÄ™ koÅ‚o nas coraz ciaÅ›niej, aż w koÅ„cu można byÅ‚oprzerzucić kamieÅ„ z jednego na drugi.Gdy pojawiÅ‚y siÄ™ pierwsze ozna-ki brzasku, kanaÅ‚ nagle siÄ™ poszerzyÅ‚, zerwaÅ‚a siÄ™ bryza i wkrótce kunaszej radoÅ›ci znalezliÅ›my siÄ™ niedaleko przylÄ…dka Azufre w zatoceBanbon, przeżeglowawszy miÄ™dzy Luzonem a wysepkÄ… Maricaba.Jestto trasa, którÄ… - jak siÄ™ zdaje - nie przepÅ‚ynÄ…Å‚ nocÄ… nigdy przedtem ża-den królewski okrÄ™t, chyba że przypÅ‚acajÄ…c swojÄ… Å›miaÅ‚ość katastrofÄ….Ponieważ wielkorzÄ…dczyni kazaÅ‚a zabić deskami drzwi Å‚Ä…czÄ…ce SalÄ™Map z kajutÄ… generalskÄ…, do której zabroniÅ‚a Pedrowi FernandezowiwstÄ™pu pod jakimkolwiek pozorem, posÅ‚aÅ‚ mnie do niej jako poÅ›redni-ka.MiaÅ‚em oznajmić, że jeżeli nie sprzeda mu żywnoÅ›ci, za którÄ… zo-bowiÄ…zuje siÄ™ zapÅ‚acić jej w Manili, nie bÄ™dzie poczuwaÅ‚ siÄ™ do odpo-wiedzialnoÅ›ci za nastÄ™pstwa; żoÅ‚nierze, znajdujÄ…cy siÄ™ teraz w gorszymjeszcze stanie niż wtedy, gdyÅ›my ujrzeli przed sobÄ… przylÄ…dek EspírituSanto, mogÄ… zbuntować siÄ™ i wÅ‚amać do jej skÅ‚adów.- Mój poczciwy Andresie - powiedziaÅ‚a - zapytaj głównego nawiga-tora, czy straciÅ‚ na tej wyprawie, jak ja, czterdzieÅ›ci tysiÄ™cy pesos!434 - Ale ludzie, ekscelencjo?- %7Å‚oÅ‚nierze nie pracujÄ…, wiÄ™c nie potrzebujÄ… jeść, a marynarze nicmnie nie obchodzÄ….Nie posunęła siÄ™ jednak do wypowiedzenia tego, co musiaÅ‚o góro-wać w jej myÅ›lach: że im mniej bÄ™dzie ludzi na okrÄ™cie, gdy dobijemydo portu, tym mniej pieniÄ™dzy bÄ™dzie musiaÅ‚a wydać.Pancza szlachetnie przyszÅ‚a nam z pomocÄ….ZameldowaÅ‚a doni Iza-beli, że cielica zdechÅ‚a w ciÄ…gu nocy, nie wydobrzawszy nigdy powstrzÄ…sie, jakiego doznaÅ‚a koÅ‚o Capul, gdy fale miotaÅ‚y okrÄ™tem.- Nie radziÅ‚abym żadnemu chrzeÅ›cijaninowi próbować tej cielÄ™ciny- powiedziaÅ‚a.- Jej kiszki byÅ‚y caÅ‚kiem przegniÅ‚e.- Moja biedna krasulo! - zawoÅ‚aÅ‚a doña Izabela.A miaÅ‚am nadziejÄ™dowiezć ciÄ™ caÅ‚o i zdrowo do Manili!- Co mam zrobić z tÄ… padlinÄ…, wasza ekscelencjo?- Cóż by innego, jak wyrzucić za burtÄ™? Ach, gdyby tylko Pan BógbyÅ‚ mi tego oszczÄ™dziÅ‚!CielicÄ™, żywÄ… i cieszÄ…cÄ… siÄ™ najlepszym zdrowiem, zaszlachtowanowtenczas potajemnie i jej kadÅ‚ub wrzucono do morza uwiÄ…zany do liny,po czym natychmiast wyciÄ…gniÄ™to z powrotem.Pancza zobowiÄ…zaÅ‚a naspod przysiÄ™gÄ…, że nie bÄ™dziemy jej gotować, gdyż zapach mógÅ‚by do-trzeć do nozdrzy wielkorzÄ…dczyni; zjedzono jÄ… zatem na surowo.Nie-którzy uważali to za odrażajÄ…ce, ale Jaume powiedziaÅ‚ im:  Co nie tru-je, tuczy.OkoÅ‚o poÅ‚udnia czwartego lutego napotkaliÅ›my dwie czterdziesto-wiosÅ‚owe galery zdążajÄ…ce z Manili.RozwinÄ™liÅ›my sztandar królewskii zaczÄ™liÅ›my do nich woÅ‚ać.Oficerowie i zaÅ‚oga byli FilipiÅ„czykami codo jednego i dowódca pierwszej galery, skoro zrównaÅ‚a siÄ™ z nami,powiedziaÅ‚ nam niezgorszym jÄ™zykiem kastylijskim, że wiezie Å‚adunekchiÅ„skich towarów na wymianÄ™ do misji jezuickiej na Zebu, na zachódod Leyte; jest to stumilowy rejs pomiÄ™dzy wyspami.Kiedy PedroFernandez w imieniu króla zażądaÅ‚ pilota, który by nas przeprowadziÅ‚435 koÅ‚o sÅ‚ynÄ…cej z niebezpieczeÅ„stw rafy Tuley, dali nam jednego zadziennÄ… opÅ‚atÄ… trzech pesos, pÅ‚atnych w Manili.WidzÄ…c nasz zgÅ‚odniaÅ‚y wyglÄ…d, dziwnie kontrastujÄ…cy z bÅ‚yszczÄ…-cymi pierÅ›cieniami, w których paradowaÅ‚a doña Izabela, ich oficer ra-chunkowy zaproponowaÅ‚, że sprzeda jej trochÄ™ ryżu.OdpowiedziaÅ‚amu, że stawia zbyt wysokÄ… cenÄ™, a widzÄ…c, że nie wytarguje od niegoani jednego maravedí, odeszÅ‚a w gniewie do kajuty generalskiej.BÅ‚aga-liÅ›my go o podarunek, na co odrzekÅ‚, że to zależy od nas samych i żenie zasÅ‚ugujemy na nic, jeżeli nie mamy dość mÄ™stwa, aby poÅ›ciÄ…gać jejz palców te piÄ™kne pierÅ›cionki.Jednakże Pedro Fernandez znalazÅ‚ wswoim kufrze dwie dobre pary trzewików ze sprzÄ…czkami, za któreFilipiÅ„czyk daÅ‚ mu po dużym koszu ryżo.Ryż ten główny nawigatorrozdzieliÅ‚ pomiÄ™dzy zaÅ‚ogÄ™, pozwalajÄ…c jej również porÄ…bać bezan-maszt na opaÅ‚.PopÅ‚ynÄ™liÅ›my wtedy dalej wzdÅ‚uż brzegów wysepki Fortun, aż dniasiódmego lutego stanÄ™liÅ›my u wejÅ›cia do Zatoki Manilskiej.LÄ…d roz-ciÄ…gaÅ‚ siÄ™ przed nami po obu stronach i widać byÅ‚o nawet z daleka dy-my miasta; wiatr byÅ‚ nam jednak przeciwny, wiejÄ…c z północnegowschodu [ Pobierz caÅ‚ość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •