[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.A jednak musnął ją czułym gestem, wyciągając rękę przezstolik, i szepnął tak cicho, by nikt poza nią nie mógł go usłyszeć.- Thea, chcę dla ciebie jak najlepiej.rozumiesz? Nigdynie skrzywdzę i biada temu, kto będzie próbował to zrobić.W atmosferze  Złotego Zlimaka" takie niemal miłosne de-klaracje brzmiały nieco dziwnie.Thea odłożyła łyżeczkę.Nie-co od dłuższego czasu kiełkowało w jej duszy, niejasne i nie-dopowiedziane, coraz bardziej dojrzewało, by wreszcie sięujawnić.Słowo  kocham" wisiało między nimi w powietrzu.Gis jeszcze go nie wypowiedział, a Thea starannie pilnowałasię, aby nie zdradzić swoich prawdziwych uczuć, lecz im częś-ciej przestawali ze sobą.Rozmarzyła się, ale za chwilę przerwała milczenie lekkimtonem, by rozładować napięcie:- Boże, Gis, twoja troska jest doprawdy niezwykła,wierz mi, dam sobie radę.- Jej słowa zabrzmiały pompatyczne lecz tylko tak mogła ukryć myśli.Przecież nie mogła mu zdra�dzić, jak bardzo stał się dla niej ważny, aby nie potraktował jejjak młodszej siostrzyczki, której trzeba pomagać.Taka delikatność nie uszła bystrej uwagi Gisa.NagrodziłTheę, nie przedłużając kłopotliwego tematu.Zaproponował in�ną, miłą pogawędkę, którą z radością kontynuowali w drodzedo teatru.Mimo to oboje czuli, że pewien próg znajomości zo�stał przekroczony i dalsze kroki mogą ich zawieść w krainę, któ�rej jeszcze nie znają.Seksualne doświadczenie Gisa nie miało tu nic do rzeczy, tobowiem, co przeżywał z Theą, nawet w przybliżeniu nie przy�pominało jego wcześniejszych związków z kobietami.Kiedy wyszli na ulicę, deszcz chwilowo ustał.Szli powoli,zerkając na witryny i podziwiając wystawione w nich dziełasztuki.Niektóre były dla Thei czymś zupełnie nowym i dziw�nym.Gis wyjaśnił, że są to francuscy impresjoniści.%7ływe bar�wy tego malarstwa bardzo się jej spodobały.Mimo woli wyob�raziła sobie, jak zareagowałaby na nie lady Edith.Skręcili właśnie w Wardour Street, kiedy minęła ich elegan�cka kobieta w średnim wieku.Na widok obojga uniosła brwi.Znała i Theę, i Gisa, i dobrze wiedziała, że lady Edith w żad�nym wypadku nie tolerowałaby takiego towarzystwa dla swojejcórki, nie mówiąc już o pozwoleniu na przebywanie w Londy�nie bez przyzwoitki, za to z takim bawidamkiem jak Gis Havil�land, o którym w mieście było głośno.Nieznajoma widziała, jak Thea promiennie zerka na Gisa,który tłumaczył jej coś z zapałem, i usta zmieniły się jej w cien�ką kreskę.W następnej chwili otworzyła je, by podzielić się no�winą z mężem, z którym szła pod ramię, ale natychmiast sięopanowała.Mężczyzni! Znając jego uwagi o innych kobietach, 132powinna się spodziewać, że nie doszuka się niczego złegow dziewczęcym zauroczeniu.Nie powiedziała więc nic mężowi, lecz postanowiła, że musiniezwłocznie o wszystkim poinformować lady Edith.Dopraw�dy, przez tę wojnę młode dziewczyny okropnie się rozpuściły!Mój Boże, kiedy wszystko będzie jak dawniej? Tak, natych�miast po powrocie do domu zadzwoni do lady Edith.Gis i Thea, nieświadomi czarnych chmur, jakie zaczęły sięzbierać nad ich głowami, wędrowali dalej.Thea była w siód�mym niebie.Gis kupił dla nich najlepsze miejsca w loży.Tam,w dyskretnym półmroku, jeszcze dotkliwiej czuła jego bliskość.Upajała się nawet herbatą, którą zamówił dla nich podczas an�traktu, i zaśmiewała z celnych uwag, dotyczących sztuki i akto�rów.Jak miło jest rozmawiać z kimś, kto nie traktuje ciebie jakgłupiej gęsi tylko dlatego, że jesteś nieopierzoną nastolatką,a na dodatek z powagą pyta cię o zdanie w różnych spra�wach, jakby naprawdę chciał wiedzieć, co sądzisz! Gis nieczynił żadnych aluzji do spraw seksu.Rozmawiał z nią jakz najlepszym kumplem.Kiedy czasami nie nadążała za to�kiem jego wywodów, nie musiała robić głupiej miny i wy�wracając oczami, wzdychać:- Och, jaki jesteś mądry!Szkoda, że rodzona matka nie traktowała jej z taką powagąi czułym zrozumieniem.Na szczęście Gis również potrafił żar�tować.Taki właśnie był, harmonijnie łączył w sobie powagęi humor.Gis cenił sobie towarzystwo Thei bardziej, niż chciałby toprzyznać nawet wobec samego siebie.Milczący spokój dziew- czyny, który tak wytrącał z równowagi lady Edith i Hektora, byłdla niego największą zaletą.Po przedstawieniu poszli na spacer.- Następnym razem - mówił Gis - zabiorę cię do Gunter-sa.- Chociaż - zmarszczył brwi - tam ktoś mógłby nas rozpo�znać.Nie chcę, żeby twoja.- Urwał.Doprawdy, jakże małobył taktowny!Thea, co należało poczytać jej za kolejny plus, była za torozsądna i konkretna.- Chodzi ci o moją mamę, tak? - uśmiechnęła się [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl