[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. To co? Utknęliśmy tutaj?  zapytała Bertia. Na to wygląda. odpowiedział za kotołaka Hamnisz i zadarł do góry głowę.Równocześnie zrobił jakiś ruch dłonią, powodując, że w jego kuszy coś szczęknęłometalicznie.Nagłym ruchem poderwał broń do ramienia i strzelił.Ksin nie zadawał pytań, tylko odruchowo powiódł wzrokiem za torem pocisku.Oczywiście bełt był szybszy.Kotołak zobaczył tylko jak z okienka na poddaszu domu podrugiej stronie targowego placu wypada napięta kusza, osuwa się po spadzistym dachu izatrzymuje na gzymsie kamienicy. Zejdzcie z widoku!  rozkazał Hamnisz ponownie naciągając kuszę. Skąd wiedziałeś?  mruknął Ksin. Sam bym tam stanął. odparł Ronijczyk. Widzę, że ktoś urządził tu na naspolowanie z nagonką.Co robimy, kapitanie? Wynosimy się stąd!  zdecydował kotołak. O reszcie zdecydujemy jak będziemybezpieczni. Raczej nie powinniśmy wychodzić teraz na plac  zauważył Hamnisz. Tam dalej widziałam jakiś zaułek  pokazała Bertia. Prowadz!  polecił jej Ksin. I uważajcie, żeby nie wystawiać się na otwartą przestrzeń  przestrzegł kusznik.Trzymajcie się tylnych ścian straganów!Po kilku minutach znalezli się w wąskiej, mrocznej i cuchnącej moczem uliczce. Jesteś pewna, że jest stąd wyjście?  zagadnął Saro. A niby skąd mam być tego pewna?!  zdenerwowana Bertia uderzyła łotrzyka otwartądłonią po głowie. Myślisz, że się tu kiedy puszczałam?! Uspokójcie się!  zmitygował ich Ksin. Idą za nami!  oznajmił Hamnisz. Saro, idz szukać przejścia!  rozkazał kotołak stając obok Ronijczyka.W wylocie zaułka pokazywali się kolejni skrytobójcy. Pięciu!  stwierdził z zimnym uśmiechem Hamnisz i mocniej oparł kuszę o biodro. Poczekaj jeszcze  powstrzymał go kotołak. Może coś powiedzą. Trzeba było nie odsyłać Saro  odparł kusznik. Błąd kapitanie.  Kim jesteście? Dlaczego nas ścigacie?!  zignorował go Ksin.Odpowiedzią był błysk wyjmowanych spod płaszczy mieczy.Hamnisz strzelił powalającpierwszego napastnika.Na pozostałych nie zrobiło to żadnego wrażenia.Szli dalej, niezważając na kolejne dwa bełty Ronijczyka, które rozciągnęły na bruku następnychatakujących.Ostatni dwaj nawet się nie zawahali. To jacyś szaleńcy!  zdenerwował się Hamnisz. Normalni ludzie już by uciekali.Tamci nie dość, że nie uciekali, to jeszcze uprzednio trafieni zaczęli wstawać.Pierwszy,który stanął na nogi, podniósł miecz i dołączył do zdrowych towarzyszy. Trafiłem go między oczy. powiedział Ronijczyk zmartwiałym głosem Użyj srebrnego bełtu!  rozkazał Ksin. Mam tylko jeden. Oni tego nie wiedzą! Zaraz.Muszę przeładować. sięgnął do sakwy. Cofnijmy się!Ich prześladowcom wyraznie się nie spieszyło. Są obłożeni czarem, który w chwili śmierci od razu przekształca ich w żywe trupy stwierdził kotołak, nie spuszczając oczu z przeciwników. Kiedy żyją, nie czują bólu. Ale czują co innego!  wtrąciła Bertia. Może ten twój był całkiem żywy?  zapytał z przekąsem Hamnisz. Tam idzie. głos kobiety zadrżał. Ten taki więcej granatowy na gębie. Teraz pewnie byś go już nie uwiodła  mruknął Ksin. Myślisz może, że nigdy żywym trupom nie dawałam?!  Bertia zhardziała nagle. A iowszem, bywało. Sześciu! Niech to ogniste piekła pochłoną!  zapienił się Ronijczyk. Gotów?  zmitygował go Ksin. Gotów!  warknął Hamnisz.Nie zmarnował pocisku na jednego przeciwnika.Wyczekał na moment, kiedy dwóchzabójców stanęło przypadkiem jeden za drugim.Srebrny bełt wystrzelony z kuszy napiętej napełną moc przeleciał na wylot przez pierwszego napastnika, który runął na ulicę jak kupkaszmat.Drugi trafiony, ów zaduszony kochanek Bertii, momentalnie stanął w ogniu jak wielki,słomiany chochoł.Na ten widok reszta cofnęła się w popłochu. Tędy!  zawołał Saro wychylając się za załomu muru.Pobiegli ku niemu i trafili w kolejny zaułek ciągnący się pomiędzy tylnymi ścianamikamienic.Skręcili raz i drugi, po czym stanęli przed wysokim, ceglanym murem.Kotołakwczepiając pazury w szczeliny mógłby sforsować przeszkodę, inni nie mieli szans.Bertiastanęła, popatrzyła i bez słowa odwróciła się do łotrzyka.Wzięła gwałtowny zamach. Nie bij go!  Ksin przytrzymał ją za nadgarstek. Nie wiedziałem!  zajęczał Saro odruchowo osłaniając głowę ramieniem. Ja też nigdytu nie byłem.  Cicho!  kotołak nadstawił uszu. Idą tu. stwierdził po chwili. Zostało mi osiem zwykłych bełtów  oznajmił zupełnie spokojnie Hamnisz. Niepozwolę, by dostały mnie żywe trupy, więc jeden mam zamiar zostawić dla siebie.Ktośjeszcze chce?. Stanę pierwszy, ty mnie osłaniaj  Ksin zignorował propozycję. Tu jest wąsko,możemy się długo bronić. Jak długo?  spytała Bertia. Do ostatecznego skutku  odparł kotołak szykując się do Przemiany.Saro pociągnął Hamnisza za rękaw. Tak. zerknął na niego kusznik. Ja.chciałbym. opryszek przełknął ślinę  ten bełt.N.nie będzie bolało? Załatwione, człowieczku  Ronijczyk z powagą skinął głową. Po prostu spadnie naciebie ciemność.Pod zagradzającą drogę ścianą pojawiło się szare widmo. Bądzcie przeklęci zdrajcy!  Hamnisz poderwał kuszę do ramienia, ale wykazał dośćrozsądku, by nie zmarnować pocisku.Tylko znieruchomiał mierząc w głowę zjawy.Tawyglądała inaczej.Tym razem miała twarz i całkiem wyraziste ludzkie rysy. Wybaczcie, to nie ja was zdradziłem  rzekła emanacja. Mamy ci wierzyć?!!  Bertia skoczyła z pazurami do oczu zjawy i oczywiście jej ręcenie napotkały żadnego oporu.Rozjuszona kobieta zaczęła machać rękami, usiłując rozproszyćwidmo niczym obłok dymu. Chcę wam pomóc  powiedziała zjawa ignorując wysiłki Bertii.W murze otworzyło się przejście okolone czarnymi płomieniami. Wchodzcie a będziecie bezpieczni. Tu przynajmniej możemy uczciwie zginąć w walce  odrzekł Hamnisz. Wynoś się! Zaufajcie mi. Nigdy!  zawołał Saro dygocząc na całym ciele.Bertia spojrzała na niego z uznaniem.Podeszła i mocno przytuliła łotrzyka. Podaj powód, dla którego mielibyśmy ci zaufać  odezwał się Ksin. Twój delokator był obłożony klątwą, która powinna się uaktywnić natychmiast, gdywyraziłeś wolę powrotu do Pierwszego Zwiata.Tak byłoby skuteczniej, prawda? Ja zdołałemopóznić działanie zaklęcia, co dało ci szansę pozbyć się tego artefaktu. Wchodzimy!  zdecydował kotołak.Bertia objęła mocniej Saro i oboje weszli w czarną plamę. Ty następny!  rzekł Ksin do Hamnisza.Kusznik wahał się chwilę, ale usłyszawszy tupot w głębi zaułka odwrócił się i wbiegł wportal.Ksin skoczył za nim i ceglana ściana w oka mgnieniu stała się litym murem. 8.WIZJA PRZYSZAOZCIStali w izbie pełnej zwojów pergaminów leżących na stole, półkach i podłodze, pomiędzymagicznymi rekwizytami i słojami ingrediencji.W rogu, w fotelu pod wąskim oknem,siedział łysy starzec, do którego mierzył z kuszy zdenerwowany Hamnisz.Twarz starcawidzieli już wcześniej jako oblicze widma [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •