[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Pewnie Adolf znowu coś splatał, rzekła  i jakiś kłopot mieć musisz.widzę to z twarzy. Na tym mi nigdy nie zbywa, odparła witając się bratowa  ale dziś mnie coinnego tak zasmuciło.Siadła postękując. Cóż, może ci Basia chora?  A! nie! zdrowa, dzięki Bogu! co innego na sercu mam. Mówże,  lżej ci będzie.Siennicka zdobyć się nie mogła na słowo. Może ja plotkę ci tylko przynoszę, może to bajka  odezwała się  aleprzestrzec trzeba. Cóż to takiego? o kogo idzie? O hrabiego Zdzisława! O mojego męża! Aniela się śmiać zaczęła. O niego! A! bądzże spokojna! Cóż on tam zbroił? Pewnie jaka wieczerza zpanienkami!Ruszyła ramionami wzgardliwie. Ja tam o takie głupstwa nie dbam, tak znowu zazdrosną nie jestem. Ale tu nie o takie bałamuctwo chodzi  przerwała bratowa  o cośważniejszego. Cóż? zgrał się może? I to nie. Mówże raz przecię. Nie przerywajcież mi  odezwała się Siennicka. Krótko a węzłowato,hrabia twój ma formalny romans z tą Martą, którą wzięłaś w opiekę!Rzuciła się Aniela z oburzeniem  ściągnęła brwi. To nie ma sensu! rzekła. To tak prawda, jak że mnie widzisz żywą  dodała Siennicka.Tak samo jatemu nie wierzyłam, póki nie przemówiły takie dobitne okoliczności, że wątpićnie można.I zaczęła długo, prędko, poruszając się żywo, szeptać coś na ucho bratowej,która słuchała z uwagą, i zbladłszy w końcu, zamilkła ścinając usta.Oczy jej dzikiem uczuciem jakimś zamigotały, jakby się na pastwę rzucićchciała.Widać było, że argumenta bratowej wszelką usunęły wątpliwość, nie przeczyłabowiem więcej.Siadła w krześle i starała się uspokoić. Kochana Adolfowa, rzekła głosem zmienionym, zwracając się po chwili kuniej  proszę cię i nakazuję, milcz o tym, ani słowa! A komuż ja bym mówić mogła! rozśmiała się smutnie Siennicka  nigdzienie bywam. Jest to dzieciństwo, nic więcej, dodała  ale z tego plotki być mogą,niepotrzebne. Zawsze wdzięczna ci jestem za ten dowód przyjazni dlamnie.Pożegnały się wkrótce, bo pomimo zapewnienia, że to było dzieciństwo, Anielai nastraszyła się, i wzięła mocno do serca płochość męża.Dotąd była pewnawładania nim; mógł się jej wyemancypować, na to pozwolić nie było można.Potrzebowała się namyślać długo nim uszykowała plan przyszłegopostępowania.Postanowiła nie dać nic poznać po sobie, nie zmienić w niczymobyczaju, ale każdy krok obojga śledzić bacznie. Na obiedzie tego dnia być miała właśnie pani Marta; Zdzisław wyszedł z rana inie powrócił do domu, aż z nią, razem w godzinie obiadowej. Gdzieżeście się państwo spotkali? zapytała Aniela obojętnie. Hrabia  rzekła śmiejąc się i wykręcając usteczka piękna mała blondynka, hrabia był tak łaskaw, że zaszedł po mnie. Nie bez przyczyny  dodał Zdzisław śmiało spoglądając na nią,  bo paniczęsto o godzinach zapomina, a ja i gospodyni nasza lubimy bardzo, abywszystko było o swoim czasie.Przy obiedzie spojrzenia, chichotania, pewne dawane znaki i słówkadwuznaczne nie uszły baczności Anieli.Musiała udawać obojętną i ślepą.Odeszła na chwilę w czasie czarnej kawy, zostawiając ich sam na sam, i wróciłanagle tak, że zastała ich w oknie pochylonych ku sobie.zbytecznie,  a gdy jązobaczyli Zdzisław się szybko w tył cofnął.Poszlaki się zwiększały coraz.Wieczorem przybyło dosyć gości; Aniela zajętanimi, śledziła ciągle ruchy męża, widziała jak najprzód Marta, potem on weszlido gabinetu.i tam przez większą część wieczoru pozostali sami.Wszystko to jeszcze niczym było.Zawczasu markizowa poskarżyła się na bólgłowy, pożegnała i wyszła, a jakoś wprędce potem znikł Zdzisław.Od służącegodowiedziała się, że wyszedł, co mu się nieraz trafiało.Po rozejściu się swych gości, których zręcznie pozbyć się potrafiła, podpozorem niepokoju o ból głowy pani Marty, ubrała się prędko Aniela i poszła jąodwiedzić.Gdy się ukazała w przedpokoju, Józia, która tam się znalazła przypadkiem,przestraszona bardzo i blada przybiegła do niej, gwałtownie ją prowadząc dogabinetu, nie do salonu, bełkocząc coś, podnosząc głos tak, aby ją słyszano,słowem znajdując się najdziwaczniej.Udało się jej wstrzymać trochę panią Zdzisławową, która nie dała się wziąć dogabinetu, i gwałtem prawie weszła do salonu.Tu nie było nikogo, ale lampa siępaliła na stole, parę filiżanek z herbatą stało porzuconych, i  bystro okoprzybyłej dostrzegło kapelusz męski na krześle, który formą przypominałmężowski.Wiedząc, że paryski ów cylinder miał cyfrę zdradliwą we środku,rzuciła w niego okiem, i przekonała się, że się nie myliła.Józia chodziła za niąna pół nieprzytomna, gadatliwa, plącząc się, nie wiedząc sama co mówi.Martę znalazła ubraną jeszcze, leżącą na łóżku, na które widocznie dopiero cosię położyła, i skarżącą się na okropną, migrenę.Pomimo całej mocy, jaką nad sobą miała Aniela, nie wytrwała tu długo;zmieniony ton jej mowy, zmarszczone brwi, obejście się nadzwyczaj chłodne,musiały uderzyć Martę, która z obawą na nią patrzała.Gdy pożegnawszy się z nią, powracała nazad przez salon pani Zdzisławowa,kapelusza już tu nie było.Doniesienie Adolfowej miało wiec pewną podstawę: Zdzisław lekkomyślny,jeśli jej nie zdradzał, był przynajmniej na drodze prowadzącej do skandalu.Nim doszła do domu, Aniela wiedziała już co ma począć, zebrała się na odwagę. W progu zapytawszy o męża, dowiedziała się, że powrócił i jest w swoimpokoju.Znalazła go w fotelu, w szlafroku, z cygarem w ustach i złym bardzohumorem wydatnym na czole.Spojrzał na nią bystro, gdy wchodziła. Gdzieżeś była? zapytał. U Marty! odpowiedziała zimno, siadając naprzeciw niego na kanapce, tam, skąd właśnie powracasz.Zdaje mi się, żeśmy się gdzieś w przedpokojurozminąć musieli.Zdzisław ruszył się. Ja? gdzie? jak? co to jest? krzyknął gniewnie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •