[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Tu właśnie postanowiłam uciec odpotworności głównego nurtu, którym stała się droga numer 9, i ru-szyłam zapyloną boczną drogą przez las, która doprowadziła mniedo motelu  Pod Sennymi Sosnami i do fotela, w którym teraz sie-działam, przypominając sobie, skąd ja się właściwie tutaj wzięłam. Część drugaOniVII Pajęcza siećUlewa grzmiała tak samo jak przedtem, a jej ciągły huk stanowiłtło dla bulgoczących potoków z rynien na czterech rogach budynku.Chciało mi się do łóżka.Jak smacznie będzie mi się spało międzyprześcieradłami w nieskazitelnie czystej kabinie - tymi prześciera-dłami z perkalu, które figurowały w reklamie motelu! Jakże zbyt-kowne są te łóżka Elliott Frey, na indywidualne zamówienie projek-towane dywany Magee, telewizja i klimatyzacja Philco, zamrażarkiIcemagic, koce Acrilan i umeblowanie Simmons Vivant ( Naszeblaty i szuflady z fenolowego laminatu są odporne na wypalaniedziur papierosami i plamy od alkoholu ): czyli wszystkie te udosko-nalenia współczesnego zbytku motelowego aż po natryskowe zasło-ny marki Acrylite, sperlające muszle klozetowe Olsonite i  bibułkęłazienkową Delseya, inaczej papier toaletowy ( w nowoczesnychkolorach, harmonizujących ze współczesnym wystrojem wnętrza ),które tej nocy będą należały do mnie i tylko do mnie! Pomimo tych miłych dodatków i znakomitego położenia  PodSennymi Sosnami sprawiały wrażenie, że zle im się wiedzie, akiedy trafiłam tu dwa tygodnie temu, w całym motelu nocowałytylko dwie osoby i przez całe dwa ostatnie tygodnie sezonu nie trafi-ła się ani jedna rezerwacja.Pani Phancey, siwa w odcieniu żelaza, o kłującym, nieufnymspojrzeniu i zaciętych ustach bez warg, siedziała przy kontuarze,kiedy weszłam tego wieczora.Przyjrzała się ostro mnie, samotnejdziewczynie, otaksowała moje niezbyt wypchane torby motocyklo-we, a gdy pokołowałam skuter do kabiny numer dziewięć, szła zamną, trzymając w dłoni moją kartę meldunkową, aby sprawdzić, czynie podałam w niej fałszywego numeru rejestracyjnego.Jej mąż Jedbył cokolwiek milszy, ale niebawem zrozumiałam powód, kiedynieco pózniej w kafeterii, stawiając przede mną kawę, przejechałgrzbietem dłoni po mojej piersi.Okazało się, że pełni równocześniefunkcje pomocy technicznej do wszystkiego i kucharza od szybkichzamówień, bo prześlizgując się po mnie wypełzłymi, piwnymioczyma jak ślimaki, jękliwie uskarżał się, ile roboty przysparza muszykowanie tego motelu do zamknięcia, kiedy się go raz po raz od-rywa od jakiejś roboty, żeby usmażył jajecznicę dla przejezdnych.Oni jakoby tylko zarządzają, a właściciel mieszka w Troy.Niejakipan Sanguinetti.- To ważniak.Ma szereg nieruchomości wzdłuż Cohoes Road.Na terenach nadrzecznych.I jeszcze  Konia Trojańskiego , ten za-jazd pod Albany, przy drodze numer dziewięć.Pani go nie zna?Kiedy odpowiedziałam, że nie, pan Phancey popatrzył na mniechytrze i znacząco.- Jak się pani kiedyś zechce zabawić, to tylko w  Koniu.Alenie sama.Takiej ślicznotce mogłoby się tam co przydarzyć.Po pięt-nastym, kiedy się stąd wyniosę, może pani do mnie zadzwonić. Nazywam się Phancey.Numer jest w książce.Z przyjemnością za-biorę tam panią na niezły ubaw.Podziękowałam mu, ale wyjaśniłam, że zatrzymałam się tu prze-jazdem w drodze na południe.Czy mogę prosić o dwa jajka sadzonena bekonie?Ale pan Phancey nie chciał się odczepić.Kiedy jadłam, podszedł,usiadł przy moim stoliku i opowiadał mi jakieś beznadziejne kawałkize swego życia, wtrącając między jednym a drugim pytania dotyczą-ce mnie i moich planów: kim są moi rodzice, jak znoszę takie ode-rwanie od domu, czy mam w Stanach przyjaciół itd.Niewinne pyta-nia i jakby zadawane mi tak sobie, przez zwykłą ciekawość.Bądz cobądz musiał mieć jakieś czterdzieści pięć lat; mógłby być moimojcem; niewątpliwie stary obleśnik, ale to pospolity gatunek i zresztąpani Phancey miała na nas oko zza kontuaru na drugim końcu sali [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •