[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W ubiegłym roku zarobiłeś brutto czterdzieści osiem tysięcy dolarów w ramach wynagrodzeń z prywatnej spółki prowadzonej z obecną tu panną Gennaro.Od siedmiu lat rozwiedziony.Obecne miejsce zamieszkania byłej żony nieznane.– Uśmiechnął się do mnie.– Ale pracujemy nad tym, możesz być tego pewien.– Przerzucił kartkę i wydął grube wargi.– W ubiegłym roku pod estakadą wiaduktu z zimną krwią zastrzeliłeś pewnego alfonsa.– Puścił oko i poklepał mnie po ręku.– Widzisz, Kenzie? Wiemy o tobie wszystko.Przyjmij ode mnie radę: Jak jeszcze raz będziesz chciał kogoś zabić, nie zostawiaj świadków.– Zajrzał z powrotem do notesu.– Na czym skończyłem? Aha.Ulubiony kolor: niebieski.Ulubione piwo: „Saint Pauli Girl".Ulubione żarcie: meksykańskie.– Przerzucił następną kartkę i podniósł na nas wzrok.– Jak mi idzie?–O rety – syknęła Angie.– Jesteśmy pod wrażeniem.Spojrzał na nią.–Angela Gennaro.Obecnie w separacji z mężem, Phillipem Dimassi.Ojciec nie żyje.Matka, Antonia, mieszka z drugim mężem we Flagstaff, w Arizonie.Także zamieszana w ubiegłoroczne zabójstwo alfonsa.Tymczasowo mieszka przy Howes Street, w lokalu na pierwszym piętrze, z poluzowaną zasuwką w drzwiach kuchennych.– Zamknął notatnik i popatrzył na nas z protekcjonalną miną.– Skoro ja i moi przyjaciele możemy bez trudu zdobyć tego rodzaju informacje, to po jaką cholerę mielibyśmy komuś wysyłać pocztą zdjęcie?Kurczowo przyciskałem prawą rękę do biodra, wbijając sobie palce w udo w nadziei, że to pomoże mi zachować spokój.Odchrząknąłem i powiedziałem:–To rzeczywiście wydaje się mało prawdopodobne.–Kurewska racja – mruknął Jack Rouse.–My nie wysyłamy fotografii, panie Kenzie – dodał Freddy.– Przekazujemy wiadomości dużo bardziej bezpośrednimi sposobami.Jack i Freddy spoglądali na nas wzrokiem zadowolonych drapieżników, natomiast Hurlihy z satysfakcją uśmiechał się od ucha do ucha.–Naprawdę mam poluzowaną zasuwkę w drzwiach kuchennych? – zapytała Angie.Constantine wzruszył ramionami.–Tak słyszałem.Jack Rouse sięgnął do daszka tweedowej czapeczki, uchylił ją i lekko skłonił głowę w jej kierunku.Uśmiechnęła się, zerknęła na mnie i popatrzyła na Freddy'ego.Trzeba było ją dobrze znać, by zrozumieć, jak bardzo jest poirytowana.Angie należy do ludzi, u których przejawem złości jest ledwie zauważalne spowolnienie ruchów.Sądząc po sztywnej postawie siedzącego posągu, mogłem ocenić, że przekroczyła granicę najwyższego wkurzenia co najmniej pięć minut temu.–Freddy – zaczęła miękkim tonem, od którego boss tylko zatrzepotał powiekami.– Odpowiadasz przed rodziną Imbruglia z Nowego Jorku.Zgadza się?Constantine wytrzeszczył na nią oczy.Pine znowu wyprostował się na swoim krześle.–A rodzina Imbruglia – ciągnęła Angie, lekko pochyliwszy się nad stolikiem – odpowiada przed rodziną Moliach, która z kolei wciąż jest uważana za najwierniejszego sprzymierzeńca rodu Patriso.Mam rację?Freddy stale wpatrywał się w nią z uwagą.Lewa dłoń Jacka zawisła w powietrzu, w pól drogi między blatem stolika, a filiżanką kawy.Nad swoim ramieniem słyszałem coraz głośniejsze fukanie Kevina przez nos.–Tymczasem ty, jeśli dobrze zrozumiałam, ośmielasz się wysyłać swoich ludzi, żeby poszukali słabych punktów w mieszkaniu jedynej wnuczki pana Patriso? Freddy – mruknęła z ironicznym pobłażaniem i musnęła palcami jego dłoń.– Jak sądzisz, czy pan Patriso byłby skłonny uznać te działania za przejaw szacunku, czy raczej jego braku?–Angela… – zaczął lękliwie Freddy.Ale Angie tylko poklepała go po ręku i wstała.–Dziękuję, że poświęciłeś nam czas.Ja również się podniosłem.–Miło się z wami gawędziło, chłopcy.Obok mnie krzesło głośno zgrzytnęło o posadzkę.Kevin zastąpił mi drogę i zaczął mnie świdrować piorunującym spojrzeniem.–Siadaj, do kurwy – syknął Freddy.–Słyszałeś, Kev? – zapytałem.– Siadaj, do kurwy.Hurlihy uśmiechnął się blado i przeciągnął palcami po wargach.Złowiłem kątem oka, że Pine z powrotem odchylił się na oparcie krzesła i skrzyżował nogi pod stołem.–Kevin! – rzucił gniewnie Jack Rouse.Z miny Hurlihy'ego, oprócz bezgranicznej wściekłości, łatwo było odczytać ewidentne symptomy psychozy.Miałem wrażenie, że stoi przede mną krnąbrny gówniarz, którego mózg zatrzymał się w rozwoju najwyżej w drugiej klasie podstawówki i od tamtej pory tylko podlegał redukcji.Jego oczy płonęły żądzą mordu.–Angela, panie Kenzie – rzekł Freddy.– Proszę, usiądźcie jeszcze.–Kevin! – powtórzył Rouse.Hurlihy tę samą dłoń, którą starł sobie uśmiech z ust, położył mi na ramieniu.To coś, co zawisło między nami na parę sekund, nie było ani przyjemne, ani kojące czy nawet normalne.Wreszcie skinął krótko głową, jakby w odpowiedzi na pytanie, którego nie zadałem, i odsunął mi się z drogi.–Angela – zaczął znowu Constantine.– Czy moglibyśmy…?–Miłego dnia, Freddy.Angie wyminęła mnie łukiem i energicznym krokiem ruszyła do wyjścia.Poszedłem za nią.Kiedy dotarliśmy do samochodu zaparkowanego w alei Commercial, zaledwie przecznicę od budynku, w którym mieszkała Diandra Warren, Angie powiedziała:–Mam jeszcze parę spraw do załatwienia, więc lepiej złapię taksówkę.–Na pewno?Spojrzała na mnie z miną kobiety, która ledwie zdołała ujść cało z pokoju pełnego groźnych bandytów, toteż nie była w nastroju do żadnych dyskusji.–A ty co zamierzasz?–Chyba porozmawiam z Diandrą.Może dowiem się czegoś więcej o tej Moirze Kenzie.–Będę ci potrzebna?–Nie.Obejrzała się w kierunku Prince Street.–Ja im wierzę.–Kevinowi też?Skinęła głową.–Więc i ja muszę uwierzyć – odparłem.– Zresztą, nie widzę żadnego powodu, dla którego miałby kłamać.Spojrzała w przeciwnym kierunku, na osiedle Lewis Wharf, a raczej na widoczny nawet stąd żółty prostokąt rozświetlonego okna mieszkania naszej klientki.–Cóż więc nam pozostaje? Jeśli nie Kevin wysłał jej zdjęcie pocztą, to kto?–Nie mam najmniejszego pojęcia.–Jak na prywatnego detektywa przystało – mruknęła.–Dowiemy się tego.W końcu to nasza specjalność [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl