[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Aadnie postÄ…piÅ‚eÅ› - Kelly odezwaÅ‚a siÄ™ pierwsza.- Tylko nie rób ze mnie Å›wiÄ™tego - odburknÄ…Å‚.-I pa­miÄ™taj, że to ty zapÅ‚acisz za ten pokój.Ton jego gÅ‚osu jak zawsze dotknÄ…Å‚ jÄ…, ale już nie tak 168 POCHOPNIE OSDZONYboleÅ›nie, może dlatego, że teraz wiedziaÅ‚a, że te usta, po­trafiÄ…ce mówić tak szorstko, potrafiÄ… również uÅ‚ożyć siÄ™w zniewalajÄ…cy uÅ›miech.Noc, niczym bezkresne, wieczne morze, opÅ‚ywaÅ‚a czer­wony sportowy samochód ukryty poÅ›ród wysokich drzew.Will, Mitch i Kelly - która szÅ‚a miÄ™dzy dwoma mężczy­znami z aparatem zawieszonym na szyi - przekradli siÄ™ nasam skraj lasu.Ich celem byÅ‚a ponownie brama wjazdowa.Kelly uÅ›wiadamiaÅ‚a sobie, że czasu jest coraz mniej i, wy­czuwaÅ‚a, że Will też zdaje sobie z tego sprawÄ™.JeÅ›li chcÄ…podjąć próbÄ™ dostania siÄ™ na teren zakÅ‚adów Anscott, mu­szÄ… siÄ™ szybko decydować.CiszÄ™ zmÄ…ciÅ‚o pohukiwanie sowy.Nie liczÄ…c tÅ‚umionychprzez opadÅ‚e liÅ›cie kroków trójki konspiratorów oraz ich zdy­szanych oddechów, byÅ‚ to, jak do tej pory, jedyny dzwiÄ™k, jakirozlegÅ‚ siÄ™ w leÅ›nej gÅ‚uszy.Nagle Kelly kichnęła.- Przepraszam - wyszeptaÅ‚a, opatulajÄ…c siÄ™ szczelniejkurtkÄ….- O której nadjechaÅ‚a wczoraj wieczorem ta furgonet­ka? - spytaÅ‚ Mitch.- OkoÅ‚o dziewiÄ…tej, może dziewiÄ…tej trzydzieÅ›ci - od­parÅ‚ Will.- PamiÄ™tacie nazwÄ™ kwiaciarni?-  SÅ‚oneczny Jaskier" - odpowiedziaÅ‚a Kelly.- Chyba pójdÄ™ tym tropem - mruknÄ…Å‚ Mitch.- TrzebasiÄ™ dowiedzieć, kto jest wÅ‚aÅ›cicielem.- Dobra myÅ›l - poparÅ‚ go Will.Ledwie skoÅ„czyÅ‚ mówić, mrok rozcięły blizniacze sno­py Å›wiatÅ‚a z reflektorów. POCHOPNIE OSDZONY 1 6 9- Padnij - syknęła Kelly i pierwsza daÅ‚a przykÅ‚ad, przy­padajÄ…c do ziemi za grubym drzewem.Ostrożnie wystawiÅ‚agÅ‚owÄ™ zza pnia.Asfaltowa szosa przebiegaÅ‚a zaledwie kilkametrów od miejsca, gdzie siÄ™ przyczaili.Mitch leżaÅ‚ na brzu­chu za krzakiem, Will za majestatycznÄ… jodÅ‚Ä…, która zdawaÅ‚asiÄ™ siÄ™gać nieba.Od bramy doleciaÅ‚o ujadanie psa.Minęła ich furgonetka z reklamÄ… kwiaciarni  SÅ‚onecz­ny Jaskier" na burcie.Samochód zwolniÅ‚ i zatrzymaÅ‚ siÄ™przed wartowniÄ… przy bramie.Kelly ponownie wydaÅ‚o siÄ™,że sÅ‚yszy jÄ™zyk hiszpaÅ„ski, chociaż przy tej odlegÅ‚oÅ›citrudno byÅ‚o stwierdzić to z caÅ‚Ä… pewnoÅ›ciÄ….- Zrób zdjÄ™cie, jeÅ›li zdoÅ‚asz - szepnÄ…Å‚ Mitch.- ZwÅ‚a­szcza tablic rejestracyjnych.ZaowocowaÅ‚y wieloletnie doÅ›wiadczenie i praktyka,nabyta dziÄ™ki niezliczonym krytycznym momentom, któ­rych nie można byÅ‚o przegapić.DosÅ‚ownie w kilka sekundnastawiÅ‚a aparat, uniosÅ‚a go do oka i zaczęła pstrykać.Tymczasem furgonetka uzyskaÅ‚a najwyrazniej pozwoleniena wjazd, bo strażnik zbliżyÅ‚ siÄ™ do niej i daÅ‚ kierowcy znakrÄ™kÄ….I znowu, popisujÄ…c siÄ™ imponujÄ…cym refleksem, Kellypstryknęła - raz, drugi, trzeci.- Mam! - wyszeptaÅ‚a.- Dobrze - odszepnÄ…Å‚ Mitch.- Znowu zajeżdża od tyÅ‚u - zameldowaÅ‚ po chwiliWill, który ze swojego stanowiska miaÅ‚ dobry widok nafronton budynku.Furgonetka zniknęła im z oczu.- ZastanawiajÄ…ce - stwierdziÅ‚ Brody.- Zastanawia­jÄ…ce również, że dostawa kwiatów odbywa siÄ™ w niedzielÄ™wieczorem. 1 7 0 POCHOPNIE OSDZONY- Prawda? - powiedziaÅ‚ Will.- Gdyby tak wszyscy z podobnÄ… sumiennoÅ›ciÄ… wywiÄ…­zywali siÄ™ z obowiÄ…zków - skomentowaÅ‚a Kelly.Nie minęło dwadzieÅ›cia minut, gdy furgonetka znowusiÄ™ pojawiÅ‚a, przejechaÅ‚a przez bramÄ™ - kierowca machnÄ…Å‚rÄ™kÄ… strażnikowi, co Kelly skwapliwie uwieczniÅ‚a na kliszy- i przyÅ›pieszajÄ…c, rozpÅ‚ynęła siÄ™ w mrokach nocy.- MyÅ›licie, że odebraÅ‚a partiÄ™ narkotyków, gotowychdo rzucenia na ulicÄ™?- PowiedziaÅ‚bym, że to caÅ‚kiem możliwe.- Jedna dostawa na noc? - spytaÅ‚ Mitch.- Nie na każdÄ… - odparÅ‚ Will.- Furgonetka byÅ‚a tuw piÄ…tek wieczorem, ale w sobotÄ™ siÄ™ nie pojawiÅ‚a.DzisiajprzyjechaÅ‚a znowu.- Może przyjeżdża tylko wtedy, kiedy sÅ‚użbÄ™ ma jakiÅ›konkretny strażnik - wysunęła przypuszczenie Kelly.- To możliwe - przyznaÅ‚ Will.- Strażnik z pewnoÅ›ciÄ…odniósÅ‚by siÄ™ podejrzliwie do dostawy kwiatów w niedzie­lÄ™ w nocy.Tak, strażnik byÅ‚by kluczowym elementemcaÅ‚ej operacji.- Ale to jeszcze nam utrudni przedostanie siÄ™ przez bra­mÄ™ - zuważyÅ‚a Kelly, robiÄ…c zdjÄ™cie strażnikowi.- JeÅ›li jestw zmowie, bÄ™dzie bardziej uważaÅ‚, kto wchodzi i wychodzi.- Fakt - przyznali chórem obaj mężczyzni.Na chwilÄ™wszyscy zamilkli.- No to jak? - przerwaÅ‚ milczenie Mitch.- KoÅ„czymyna dzisiaj?- ZostaÅ„my tu jeszcze trochÄ™ - poprosiÅ‚ Will.- Niejest tak pózno.Przez nastÄ™pne trzydzieÅ›ci minut prawie siÄ™ nie odzy- POCHOPNIE OSDZONY171waili.Mitch siedziaÅ‚ na mokrej ziemi i myÅ›laÅ‚, co teraz robi jego syndnia oglÄ…da swojÄ… kolekcjÄ™ podobizn baseballistów? Zasta­nawia siÄ™, czy jego ojciec jest winny zarzucanych mu czy­nów, pomimo że przysiÄ™gaÅ‚ mu, że nie jest?Kelly również siedziaÅ‚a zadumana.MyÅ›laÅ‚a o Rachel.Czy dziewczyna nie próbowaÅ‚a siÄ™ z niÄ… czasem skontakto­wać, a jeÅ›li tak, i nikt nie odbieraÅ‚ telefonu, to czy niewydaÅ‚o jej siÄ™ dziwne, że chorej kobiety nie ma w domu?MyÅ›laÅ‚a o Willu, który siedziaÅ‚ milczÄ…c na uboczu, opartyplecami o pieÅ„ drzewa.Czy zawsze byÅ‚ samotnikiem? Czyzawsze chadzaÅ‚ wÅ‚asnymi Å›cieżkami? A może, podobniejak jÄ…, coÅ› go do tego zmusiÅ‚o?Will, oparty plecami o twardÄ…, chropawÄ… korÄ™ pnia, sta­raÅ‚ siÄ™ nie myÅ›leć o niczym.UmiejÄ™tność ta, polegajÄ…ca nacaÅ‚kowitym zamkniÄ™ciu umysÅ‚u, pomogÅ‚a mu przetrwaćostatnie lata, a może i caÅ‚e życie.Jednak dzisiaj miaÅ‚ trud­noÅ›ci z wprowadzeniem siÄ™ w ten bÅ‚ogosÅ‚awiony stan, poczęści dlatego, że wiedziaÅ‚, co jest przed nim.Zemsta byÅ‚abrzemieniem trudnym do udzwigniÄ™cia.Po części przezkobietÄ™, która siedziaÅ‚a zaledwie metr od niego.WierzyÅ‚aw jego niewinność, wierzyÅ‚a, że nie jest zdolny do stoso­wania przemocy.A przecież planowaÅ‚ użycie przemocyi czÄ…stkÄ… siebie nie mógÅ‚ Å›cierpieć, że jÄ… rozczaruje.Ale tobyÅ‚o już postanowione.ZresztÄ…, co go, u diabÅ‚a, obchodzi,co ona sobie o nim pomyÅ›li? Jej chodzi tylko o temat doartykuÅ‚u.Kelly kichnęła.- Na zdrowie - mruknÄ…Å‚ Mitch.- Musisz coÅ› z tym zrobić - powiedziaÅ‚ Will, a jego 1 7 2 POCHOPNIE OSDZONYszorstki ton znowu odzwierciedliÅ‚ emocjonalnÄ… wojnÄ™, jakÄ…toczyÅ‚ sam ze sobÄ….- Przecież zażywam lekarstwo, po którym czujÄ™ siÄ™,jak drobny pijaczek.Na dzwiÄ™k sÅ‚owa  pijaczek", Mitch poruszyÅ‚ siÄ™ nie­spokojnie.Will spojrzaÅ‚ na niego.- Mitch, dlaczego to robisz? - spytaÅ‚.- Po co pakujeszsiÄ™ w coÅ›, co ciÄ™ zupeÅ‚nie nie dotyczy?- Już mnie o to pytaÅ‚eÅ›.- I nie odpowiedziaÅ‚eÅ› mi.Podmuch przenikliwie zimnego wiatru zaszeleÅ›ciÅ‚w koronach drzew, wydobywajÄ…c z nich ostry zapach igli­wia.Sowa, która od pewnego czasu milczaÅ‚a, znowu zahu­kaÅ‚a, a potem ucichÅ‚a, zupeÅ‚nie jakby wraz z Willem i Kel­ly czekaÅ‚a na odpowiedz Mitcha.- Powiedzmy, że wiem, co to znaczy być posÄ…dzanymo coÅ›, czego siÄ™ nie zrobiÅ‚o - odparÅ‚ detektyw.SÅ‚owa teprzyszÅ‚y mu z wyraznym trudem.Will potrafiÅ‚ to zrozumieć [ Pobierz caÅ‚ość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •