[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Pogratuluj mi.- I na chwilęzdjęła lewą rękę z kierownicy, żeby popatrzyć z podziwem na pierścio-nek z brylantem.Okazało się, że  Komnaty Syreny" to łuszczący się z turkusowej farbymotel po niewłaściwej stronie szosy, pomiędzy sklepem z podkoszulkamia monopolowym.Delia jednak postanowiła tam zostać, tym bardziej żeBelle załatwiła jej dużą zniżkę, a poza tym przecież niezbyt wiele czasuspędza się w pokoju.Codziennie rano przechodziła przez szosę, niosąc torbę z rafii, narzutęna łóżko i steropianowy kubek kawy.Na plaży wynajmowała parasol isadowiła się w tłumie, który gęstniał w miarę upływu dnia - piszczącedzieci, niemożliwie piękne nastolatki, rodzice w dowolnym wieku i odowolnej wadze, żylaści biali dziadkowie.Najpierw piła kawę, wpatrującsię w horyzont, a potem wyciągała z torby książkę i brała się do czytania.Tu w Ocean City powróciła do romansów, pochłaniając przeciętnie je-den dziennie.W porównaniu z książkami, które wypożyczała z bibliote-ki, romanse wydawały się przesadne i ckliwe.Czytała je, prawie nie my-śląc o tym, co czyta, bardziej zważając na żółte ciepło sączące się przezparasol, na okrzyki mew i dzieci, na opalone nogi chrzęszczące obok wpiasku.Pewnego dnia zaczęła czytać książkę o narzeczonej, którą porwałbrat narzeczonego, i w połowie zdała sobie sprawę, że czytała to w ubie-głym roku, też tutaj na wakacjach.Sprawdziła tytuł, zgadza się, Uwięzionaw zamku Clarion.Spojrzała na morze.Matka trzymała dziecko z pieluszkątuż nad falą.Radia dookoła grały Under the Boardwalk.Delii wydawałosię, że zobaczyła siebie, jak idzie na południe wzdłuż morza ozdobionegofestonami piany.Bliżej południa wstawała i szła drewnianym chodnikiem na lunch.Ja-dała w tej czy innej byle jakiej kafejce - w barku z kanapkami czy z pizzą -mrugając w nagłym mroku, bo pod powiekami mieniło jej się fioletem.SR Potem wracała pod parasol i ucinała sobie drzemkę, po której jeszcze natrochę zabierała się do czytania.Następnie szła na krótki spacer plażą,ponieważ przy obciążeniu nogi nadal czuła w kostce igiełki bólu.I wtedyteż decydowała się na swoją codzienną kąpiel.Zanurzanie się trwało bez końca, przypominało stopniowe bolesne od-rywanie plastra.Grymaśnie unosiła ramiona, wciągała brzuch, wstrzy-mując oddech, żywo posuwała się bokiem w morze, żeby na fale wysta-wiać się najwęższą częścią ciała.Wreszcie jednak zanurzała się, lecz - je-żeli dobrze wszystko rozegrała - nie mocząc sobie ani jednego włosa nagłowie.Wypływała daleko w morze i wielce zadowolona ze swojegoosiągnięcia, popatrywała z wyższością i rozbawieniem w stronę brzegu,za każdym razem, kiedy fala, na którą wskoczyła, rozbijała się o piskliwetłumy.Zawsze też czekała na najbardziej łagodną, żeby na niej wrócić dobrzegu, chociaż czasami zle oceniła jej możliwości i nagle fala powalała jąz nóg i ciągnęła za sobą niby skotłowany tobołek bielizny.Zataczając się, wstawała na brzegu, cała ociekając wodą, wykręcającsobie spódniczkę kostiumu.Wówczas nie miała już na skórze ani odrobi-ny kremu z filtrem, i jej twarz stawała się coraz bardziej zaczerwieniona iupstrzona piegami.Pierwszą rzeczą, jaką co dzień robiła po powrocie zplaży, było sprawdzenie w lustrze, jak wygląda, i w miarę upływu czasupopatrywała na nią z naprzeciwka osoba o coraz bardziej zaognionej skó-rze.Kiedy ściągała z siebie kostium, wyzierała spod niego druga warstwabiałej jak rybi brzuch skóry, a pod prysznicem okazywało się, że stopy napodbiciu mają barwę szkarłatu.Wyciągała się we wdzianku Sama na łóżku, wycierała ręcznikiem wło-sy.Opiłowywała paznokcie.Oglądała wiadomości.A pózniej, kiedy za-czynało ją chłodzić pachnące stęchlizną powietrze klimatyzacji, ubierałasię i szła na kolację -co wieczór do innej restauracji.Niedziele spędzane wrestauracji  Pod Herbem Bay" okazały się bardzo pożyteczne, bo terazpotrafiła ze spokojem sama siedzieć przy stoliku i przyglądając się są-siednim - zjeść trzy dania.Następnie siadywała na chwilkę na molo,oczywiście, jeżeli znalazła wolną ławkę.Z tyłu uderzał ją w plecy hukSR gier wideo i muzyki rockowej, przed nią rozciągał się pusty czarny oceanz białą smugą pod częściowo skasowaną tarczą księżyca.Wracała do pokoju na ogół przed dziewiątą.Szła spać przed dziesiątą.Wyłączała klimatyzację i spała tylko pod prześcieradłem, lekko pocąc sięw ciepłym powietrzu, które wpadało przez okno.Jeden dzień był chmurny, popadywało i mżyło, została więc w motelu ioglądała telewizję.Przeważnie talk-show.Ukazał jej się cały nowy świat.Stwierdziła, że w telewizji ludzie potrafią mówić o wszystkim.Członko-wie rodzin, którzy od lat nie rozmawiają ze sobą, nagle otwierają sięprzed kamerami.Kobiety publicznie płaczą.Zanim wyłączyła telewizor,rozbolała ją twarz, jak po zbyt wielu spotkaniach towarzyskich.Wyszłana spacer, kupiła nową książkę - nie romans, ale coś poważniejszego ibardziej wiarygodnego, o biedakach żyjących w stanie Maine.Na spacerwłożyła rozpinany sweter panny Grinstead, opinający jej się delikatnie naramionach, tak że czuła się jak wypieszczone dziecko.Wysłała dwie kartki do Noaha na obóz.Aadna pogoda, śliczne fale - pisa-ła.W takim stylu [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •