[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Tylko madame Eveline huknęła na nich groznie: Bez dowcipów, panowie.Mamy wa\ne sprawy do załatwienia.Holujcie nas tymswoim  \ółtkiem pogardliwie określiła ich furgonik.Gdy zajęliśmy miejsca w wehikule, Yvonne zapytała: Dlaczego nie zaproponował pan, \eby spróbowali zreperować pański samochód?Mo\e dałoby się nim pojechać do Pary\a? Wolałem obyć się bez ich pomocy. Dlaczego? Nie chciałem, \eby obejrzeli mój wehikuł: silnik oraz przerzutkę. Czy naprawdę posiada pan tajemniczą przerzutkę?  nie dowierzała Yvonne. Ale\ tak, przysięgam ci  powiedziałem. A nie nudzą pana dowcipy na temat pańskiego samochodu?  zapytała znowuYvonne. Owszem, nudzą, tym bardziej \e, jak się okazuje, pod ka\dą szerokością geograficznąsą podobne.W Polsce te\ wcią\ mi proponują, \ebym mój wehikuł odstawił do muzeum. A pan się sprzeciwia?Ruszyliśmy.Wyczekawszy, a\ na szosie zrobiło się trochę luzniej, umorusańcy zawróciliw stronę Orleanu.Z satysfakcją przyjąłem do wiadomości fakt, \e jechali właśnie do Orleanu, czyli naprze-ciw przyczajonemu gdzieś na drodze samochodowi komisarza policji, który zapewne ob-serwował nas z oddali.Jako\ wkrótce zobaczyłem jakiś wóz stojący na skraju szosy.Umorusańcy oczywiście nawet nie podejrzewali, \e wóz ten nale\y do policji.Zapewnesądzili, \e to jakiś turysta rozkoszuje się cieniem lasu.W tym miejscu od szosy odchodziła w bok leśna droga.Nieświadomi niebezpieczeństwaumorusańcy, zapewne upojeni sukcesem, zdecydowali się na  skok.Nagle szarpnęlifurgonetką tak mocno, \e przerwał się hol.Odjechali, a wóz ciotki Eveline i mój wehikułpozostały na szosie. Caramba, porca miseria!  wrzasnęła ciotka Eveline wychylając głowę przez oknoswojego wozu. Co oni zrobili? Hej, panowie, zatrzymajcie się!Oni jednak udawali, \e nie zauwa\yli zerwania się holu, i jechali dalej.Potem raptownieskręcili w leśną drogę.Wyskoczyłem z wehikułu i odczepiłem hol między moim samochodem a ciotki Eveline. Uciekają z obrazem Van Gogha!  krzyknąłem do Yvonne i Roberta.Przekręciłem kluczyk w stacyjce.Mój silnik natychmiast nabrał obrotów. To on nie był zepsuty?  zdumiała się dziewczynka. Oczywiście \e nie!  odkrzyknąłem, ostro ruszając z miejsca.W przelocie widziałemzdumioną minę pana Duranta, niepokój na twarzy Robinoux.Ciotka Eveline wygra\ałami pięścią, bo zrozumiała, \e została oszukana: mój wehikuł wcale nie był zepsuty.Komisarz policji błyskawicznie zorientował się w sytuacji.Wóz policyjny ruszył z miejscai skręcił w leśną drogę, w ślad za furgonikiem.A ja pojechałem za samochodem policji,bo nie chciałem przeszkadzać w pościgu.To była naprawdę szaleńcza jazda.Umorusańcy szybko pojęli, \e są ścigani przez dwasamochody i zaczęli kluczyć po lesie.Jak słusznie domyślałem się, do furgonu mieliwmontowany potę\ny silnik.Gnali po lesie jak wariaci, opętani tylko jedną myślą: uciecsamochodom, które ich ścigały.A droga w lesie okazała się fatalna.Pełna głębokich kolein, wykrotów, wystających ko-rzeni drzew.Wozem rzucało do góry, a\ uderzałem głową w sufit.Zdawało mi się, \elada chwila pękną resory.Nie wiem, co czuli policjanci w citroenie, bo mój wehikuł miał brezentowy dach, co oszczędziło nam guzów.Lękałem się tylko o resory, ale okazało się,\e wuj Gromiłło uwzględnił i podobne sytuacje.Wmontował resory mocne i trwałe.Umorusaniec, który prowadził furgonik, był znakomitym kierowcą.Leśną drogą, wąską ikrętą, jechał jak na rajdzie do Monte Carlo.A poniewa\ ogromny orleański bór pociętybył siatką dróg i przesiek, zdawało się, \e mo\na po nich kluczyć nieskończenie, dopókinie pękną resory lub nie zabraknie benzyny.Uciekający ma przewagę nad ścigającym,wybiera bowiem kierunek jazdy, a to zawsze mo\e być zaskoczeniem dla jadącego zanim.Umorusaniec wykorzystał tę przewagę.Rozpędzał wóz, a gdy tylko ukazały się roz-staje, udawał, \e skręca w lewo, i raptownie dokonywał zwrotu w prawo.Rozpędzonypolicyjny wóz skręcał w lewo albo pchał się prosto, a potem musiał się cofać, aby znowujechać w ślad za \ółtym furgonem.Kilkakrotnie policjanci omal nie wpadli na drzewo, raz nawet otarli się błotnikiem owielki dąb na rozstaju.Dwukrotnie udało się umorusańcom wprowadzić policyjny wóz wogromną kału\ę wody i błota.Mogli tego dokonać, poniewa\ \ółty furgon zasłaniał sobądrogę.W błocie koła wozu policyjnego zaczęły buksować  obracały się w miejscu. Uciekną!  wrzasnęła rozpaczliwie Yvonne, widząc uwięzioną w błocie policyjną ma-szynę.Ale nie.Po sekundzie koła wozu policyjnego trafiły na twardy gruntI wóz wydostał się na suche drogę.śółty furgon zdą\ył ju\ jednak oddalić się na sporąodległość.Lecz po krótkim czasie i on wpadł w rozlewisko błota, rozciągające się w poprzek leśnejdrogi.Wjechał w nie i z największym wysiłkiem przedostał się na drugą stronę.Dla sil-nika był to ogromny trud, a\ się zagotowała woda w chłodnicy.Wtedy to dopędził ichpolicyjny wóz [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •