[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wżyciu nie słyszałam, żeby przyczepił komukolwiek łatkę.- Znałeś ją, kiedy tu pracowała? - zapytałam.- Niestety tak.Zgotowała nam prawdziwe piekło.Mówiącbez ogródek, ta kobieta to wariatka.Wiem, że odnosi sukcesyi że reprezentuje obrazoburcze, fascynujące podejście dowydawania książek.Ale nie bądz w gorącej wodzie kąpana.Złożyła ci ofertę w piątek.Dziś mamy poniedziałek.Wstrzymaj się z podjęciem decyzji i bardzo cię proszę, jeszczeraz gruntownie ją przemyśl.Zapadłam się głębiej na kanapie.W głowie miałam mętlik,zaniemówiłam.- A jaki mam wybór? - zapytałam w końcu.Zawszepolegałam na zdaniu Jacksona i niechętnie mu sięprzeciwstawiałam, ale może nie pojmował, jak bardzo ostatniodoskwiera mi stagnacja.- Minie wiele lat, zanim gdziekolwiekindziej powierzą mi taką odpowiedzialność, nie mówiąc opensji.A po twoim odejściu.- Szybko urwałam, ale nie dałosię cofnąć wypowiedzianych słów.Za nic w świecie niechciałam obarczać Jacksona winą.Już i tak za bardzo sięużalałam.- Posłuchaj, Claire - odezwał się grobowym głosemJackson.- Wiem, że moje odejście zachwiało twojąstabilizacją w P and P, ale serce mi pęka na myśl, że mogłabyśprzez to dostać się w szpony Vivian Grant.Niestety, obojewiemy, że P and P nie może zaproponować ci porównywalnejpłacy.Może jednak przekonam dyrekcję, żeby podniosła citrochę pensję, a już niedługo powinien cię czekać kolejnyawans.Cieszysz się tutaj dobrą opinią.Mimo twojegomłodego wieku Gordon widzi w tobie wielki potencjał.Zastanów się, zanim postanowisz zejść z tego pokładu, żebypodjąć pracę u Vivian. W tym cały problem.Nie miałam zbyt dużo czasu.MożeJackson roztropnie mi radził, żebym nie decydowała bezprzemyślenia, ale rano zastałam w poczcie głosowejwiadomość od Miltona, asystenta Vivian.Informował mniesurowym głosem, że propozycja Vivian czeka na mnie doponiedziałku do dziesiątej rano i ani chwili dłużej.Jeżeliinteresuje mnie podjęcie pracy, muszę podjąć decyzjęnatychmiast.- Typowe - mruknął Jackson, kiedy mu o tympowiedziałam.Nagle zrodził się we mnie niejasny bunt.DlaczegoJackson w ogóle mnie nie wspiera? Może Vivian jest twarda, anawet trochę stuknięta, ale czy naprawdę mądrze byłobyrezygnować z szybkiej kariery, skoro dostałam szansę posunąćsię od razu o dziesięć kroków naprzód? Poza tym Jacksondawno zapomniał, co to znaczy musieć liczyć się z każdymgroszem składającym się na chudą pensję młodszegoredaktora, a sam wydał tyle wspaniałych książek, że miał ażnadto doświadczenia.Tymczasem ja łaknęłam tegodoświadczenia! Czy wiedział, jak mi na tym zależy?Adiustował teksty i omawiał koncepcje z autorami,tymczasem ja mozolnie wypisywałam noty wydawnicze,propozycje umów i kosztorysy.Chodził na obiady doMichaela z Jonim, Binkym i innymi poważnymi agentami, a jajadłam wtedy drugie śniadanie przyniesione do pracy wpapierowej torbie i odbierałam jego telefony.Jak mógł miradzić, żebym nie brała spraw w swoje ręce?Decyzja należała do mnie.- Przyjmę tę ofertę, Jackson - oznajmiłam.- Możeodbiega trochę od ideału, a na pewno będzie wymagałamnóstwa wytężonej pracy.Ale jeżeli wytrzymam przez rok,zrobię duży krok naprzód i zdobędę cenne doświadczenie. Jackson pokiwał bez przekonania głową, ale nie potrafiłukryć zawodu.- Przecież wiesz, że zawsze będę ci służył radą.Mamnadzieję, że ci się uda.I zdobył się na wymuszony uśmiech.- Dzięki.Wiem, że tak właśnie powinnam postąpić -skłamałam, bo nie wiedziałam absolutnie nic.Podenerwowana, wróciłam do swojego biurka.- I jak ci poszło? - spytała Mara, wytknąwszy głowę wloczkach zza przepierzenia.Zrobiłam smętną minę.- Jackson wcale nie pochwala mojej decyzji.Marapokiwała głową i wróciła bez słowa na krzesło.Zegarwskazywał 9.43.Szansa mi umykała, a ja, pomimo całejswojej buńczuczności w gabinecie Jacksona, czułam się corazmniej pewna własnej decyzji.Musiałam ją jednak podjąć.Postanowiłam zadzwonić doVivian, zanim zmienię zdanie.- Grant Books.Z głosu Miltona wywnioskowałam, że jest bardzoprzeziębiony.- Milton? Mówi Claire.- Milton już tu nie pracuje.Czym mogę służyć?- Przepraszam, chciałam rozmawiać z Vivian.Spotkałyśmy się w zeszłym tygodniu i.Czy zastałam Vivian?- Chwileczkę.Nowy asystent kazał mi czekać.Ciekawe, co się stało zMiltonem, ale rzeczywiście wydawał mi się absolutnie gotówdo przejścia na wcześniejszą emeryturę.- Witaj, Claire.Mówi Vivian.I co tam u ciebie?- Witaj, Vivian.Dzwonię, żeby przyjąć twoją propozycję.Uff.Klamka zapadła.Nie mam już odwrotu. - To świetnie, świetnie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •