[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Kiedy się umówimy na randkę w pracowni? - Christauśmiecha się do gościa.- Marie chciałaby z tobą omówić paręspraw.- Mam nadzieję, że niczego nie sknociła! Zwięty Boże,jak ja to przeżyję.umieram ze strachu! Najgorsze, że ten rokma  oczko".No, liczbę dwadzieścia jeden.Suma czterechcyfr: jeden, dziewięć, dziewięć, dwa.rozumiesz?- Nie jestem idiotka.Ale co z tym  oczkiem"? Koniecświata? Pomór na warszawianki? Gilotyna o świcie?- Dwadzieścia jeden jest moją nieszczęśliwą liczbą:matura, kłopoty z uczelnią, śmierć ojca, utrata ukochanegomężczyzny.złamana noga.wszystko dwudziestegopierwszego!- Spróbuję cię pocieszyć! - śmieje się Christa.Dobre winozaczyna działać.Smakuje je końcem języka.- Zgodnie zwyznaniem mojżeszowym obecny rok ma datę pięć tysięcysiedemset pięćdziesiąt dwa.To ci odpowiada? Karolina sztywnieje.Odstawia kieliszek na kryształowyblat.- Skąd wiesz?- Co? - Pirania zatapia zęby w łososiowej paście.- %7łe jestem %7łydówką.Christa przełyka kęs.Musi znalezć te sekundy potrzebne,by zapanować nad sytuacją.Oczywiście, że nie wiedziała.Boi skąd? Ogromne jasnoszare oczy, bardzo biała cera, ładnyprosty, mały nos.Nic semickiego.Ale one takie są.Te zpółnocnych krajów: Litwinki, Polki, Rosjanki: południowegeny ochłodzone na lodowej krze.- Niczego nie miałam na myśli, Karolino.I niewiedziałam o twoim pochodzeniu.Nie ma to dla mnieżadnego znaczenia.Nie stwarzaj problemów tam, gdzie ichnie ma.Karolina odrzuca głowę.- Przepraszam, Christa.Nie lubię o tym mówić.W Polscewszystko wywróciło się teraz do góry nogami. Solidarność",nasz wspaniały, mądry ruch, ma w sobie tyle samoantysemitów, co administracja kościoła katolickiego.- Może to już czas, by o tym zacząć mówić otwarcie?Karolina przymyka oczy.Znowu wracają upiory.Zawszebędą wracać.Nie zazna spokoju, nawet jeśli zapali szabasoweświece, czego nigdy nie robiła.I zmówi modlitwę zaumarłych, której słów nie zna, nie rozumie.nie potrafi nawetpowtórzyć.- Nie wiem - mówi wolno.- Nauczono mnie milczeć opewnych sprawach.Moi rodzice, którzy przeżyli Oświęcim.Spotkali się za bramą z napisem  Arbeit macht frei".Nie mielidokąd iść.Nikt z ich rodzin nie pozostał żywy.Suną w swoichobozowych pasiakach pod górę, na most wiodący do miasta otakiej samej nazwie jak obóz.Ludzie dawali chleb i wodę.Sami więcej nie mieli.Matka poszła do pracy w piekarni. Właśnie skończyła dwadzieścia lat.Ojciec, nie byli jeszczewtedy małżeństwem, wrócił do pracy tam, gdzie zatrudniali goNiemcy.Do I.G.Farbenindustrie.Tych samych zakładów,które w czasie wojny produkowały na przemysłową skalę gazcyklon B.Tyle, że był wolny.Ważył czterdzieści pięć kilo.Spotykali się po pracy obok cmentarza - na wpół drogi.Potrzech latach nie wytrzymali, wspomnienia były zbyt silne.Bogłodu już nie było.I nawet ubrania na grzbiet dostali zUNRRY.I amerykańską wołowinę z miodem w puszkach,których nie było czym otwierać.Pojechali do Krakowa.Tamwzięli ślub.Katolicki, a jakże.Tam się urodziłam wpięćdziesiątym roku.Chyba byli ze sobą szczęśliwi.Mojamatka Bronisława i tato Aleksander, zwany Sławkiem.Niestety, trwało to krótko.Ojciec nie mógł odrzucićprzeszłości w niepamięć.Nie potrafił przystosować się do nowego porządku".Do komunistycznej władzy, czerwonychsztandarów z sierpem i młotem i tak zwanej  inteligencjipracującej".Nie akceptował nachalnej, głupiej propagandywielbiącej jedynie słuszną partię, towarzysza Stalina i WielkiBratni Kraj,  gdzie tak swobodnie oddycha człowiek".Ojciec załamał się.Zgłosił nas na emigrację do.Erec Israel.Mama odmówiła.Nie chciała zaczynać wszystkiego od nowa.Bała się pustyni, języka, który brzmiał gardłowo, kraju, którynigdy nie będzie jej ojczyzną.Izraelczyków uzbrojonych pozęby i Arabów otaczających maleńki spłachetek ziemi międzymorzem a wzgórzami, z których padały strzały.Nie chciałasłyszeć o nowej wojnie, obronie, chłopcach jak malowani.Niepojechała.I nie pozwoliła zabrać mnie.Jestem jej do dziśwdzięczna za tę decyzję.- Nigdy pózniej nie widziałaś ojca? - Christa przeżywaopowieść na swój racjonalny sposób.- Nigdy.Ale mam zdjęcia.Roześmiany przystojniak wmundurze i berecie obwieszony żelastwem.Posyłał nam paczki przez Wiedeń.Nie zawsze dochodziły.Zginął wwojnie Jom Kipur w siedemdziesiątym roku.%7łył tak, jakchciał.I umarł, jak chciał.- Nie widziałaś jego grobu?- Nie.Ale kiedyś tam pojadę.za jakiś czas [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •