[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Bujda na resorach! To sąmoje dzieci, nie Steve a.Koniec, kropka. Zamiast zjechać na boczną drogę przed centrum miasta, skierował auto do Kings Melford.Było trochę mniejsze niż Maywood, ale zdecydowanie dużo ładniejsze.Było tam mnóstwoczarno-białych budynków z pruskiego muru i uroczy, brukowany placyk, dawny rynek,pochodzący jeszcze z czasów Henryka VIII, kiedy to miasto otrzymało jakiś tam oficjalny status.Pewien spokrewniony z Tudorami diuk, niejaki Melford, który był kumplem króla, upodobałsobie to miejsce wówczas była to zaledwie wioska a Henryk był tak miły, że nadał jej nazwęna jego cześć.Rzecz jasna, gdyby ktoś chciał grzebać się w kurzu historii i poznać detale,wystarczy odwiedzić miejskie muzeum i poszperać w książkach, zapoznając się z anglosaskąspuścizną miasteczka.W muzeum jest też dział poświęcony wszystkiemu, co się tyczy okolicznych drógwodnych.Kanał Shropshire Union przebiega na północ od miasteczka i kiedy go otworzono, stałsię istotną częścią systemu komunikacyjnego, który głównie funkcjonował jako droga transportusoli z Cheshire.Obecnie w Kings Melford nie zatrzymują się już załogi barek, by zaopatrzyć sięw żywność i paliwo; ich miejsce zajęli właściciele prywatnych łodzi, żeglujący dla przyjemności.Z myślą o nich wybudowano przystań, która znajduje się po drodze do Navigation, najlepszegopubu w mieście.Tam właśnie teraz Will kierował swe kroki, mijając budynki firm szkutniczych,z których jedna nadal wytwarza tak ulubione przez purystów tradycyjne łodzie wąskodenne.Minął Hart s Antique Emporium, mające siedzibę tuż obok głównej ulicy, i zasalutował,oddając w ten sposób honory widocznemu dowodowi swych najnowszych osiągnięć w dziedziniebiznesu.Zciśle mówiąc, nie było to do końca jego własne przedsiębiorstwo.Właścicielembudynku był Jarvis, który wynajmował mu go za symboliczną cenę, w zamian za udziałw zyskach firmy.Budynek zwany był Tawerną , swój żywot rozpoczął bowiem jako gospodai na początku dziewiętnastego wieku tu właśnie zatrzymywało się aż osiem dyliżansów dziennie,jadących do Birmingham, Londynu, Liverpoolu i Manchesteru.Gdy koleje żelazne zakończyłyepokę dyliżansów, dziadek Jarvisa, Elijah Cooper, zakupił gospodę, którą przeznaczył nasiedzibę swojego prężnie rozwijającego się zakładu szewskiego.Teraz Jarvis, który nie poszedłw ślady przodka, miał już siedemdziesiąt kilka lat, wciąż jednak czasami wspominał, jakprzyglądał się pracy dziadka wykańczającego parę butów.Zgodnie ze swymi oczekiwaniami, pomimo tego, że wieczór był ciepły, Will zastałJarvisa w mrocznym wnętrzu Navigation.Był sam i rozwiązywał krzyżówkę w Telegraph.Zazwyczaj otaczała go grupka zachwyconych żeglarzy-amatorów, którzy chętnie wysłuchiwalihistorii o mieście i pradawnych powiązaniach rodziny Cooper z okolicą.Kiedy opuszczali pub,nie omieszkawszy uprzednio zrobić sobie zdjęcia z Jarvisem, byli zachwyceni, iż udało im sięzawrzeć znajomość z tak barwną i pełną lokalnego kolorytu postacią.Nie było ważne, żewychodzisz z pubu z lżejszym portfelem.Jarvis bardzo rzadko płacił za swoje drinki, noa w końcu snucie wszystkich tych opowieści wysusza przecież gardło. Jeszcze raz to samo? spytał Will.Jarvis zerknął na prawie już opróżnioną szklankę. Jak zwykle, młodzieńcze, przybywasz w samą porę, niczym kawaleria.Chętnie spożyjędodatkową podwójną dawkę maltu, tego co zwykle.Oczywiście, o ile fundusze na to pozwalają?Will uśmiechnął się. Mamy za sobą dobry tydzień.Może być i potrójna.Will pomyślał sobie w skrytości ducha, że o wiele przyjemniej byłoby siedzieć w ogródkupiwnym nad kanałem i rozkoszować się wonnym, wieczornym powietrzem.Gdy podano im jużnapoje, nie omieszkał dodać: Nie żartowałem, mówiąc, że tydzień był niezły.W tym miesiącu twój udział oznaczaćbędzie całkiem pokazną sumkę. Jarvis machnął ręką, jak machnąć mógł tylko ktoś, kto nie potrzebował troszczyć się, skądwezmie następną gwineę.Jako spadkobierca tych, którzy zatroszczyli się o uciułanie majątku,mógł sobie pozwolić na godny pozazdroszczenia dystans do pracy i pieniędzy.Handel antykamibył prawdziwą miłością całego jego życia, gwarantując, że antykwariusz nie wyląduje na ulicy.Jarvis nigdy się nie ożenił i Will nie miał pojęcia, jakiej był orientacji seksualnej.Jego sposóbbycia stanowił połączenie rubasznej jowialności z teatralną afektacją.Will pierwszy raz zwróciłna niego uwagę, kiedy przechodził właśnie swoją fazę przełomową.Włócząc się tu i tam, zajrzałna aukcję i zauważył wykwintnego mężczyznę w filcowym kapeluszu.Gdy podwyższał stawkę,unosił tylko nieznacznie podbródek, co licytator dostrzegał za każdym razem.Emanował takąpowagą i godnością, że Will nie mógł oderwać od niego oczu.Potem zobaczył go jeszcze nainnej aukcji, w Shropshire, a następnie spotkał w Navigation, niedługo przed rozstaniemz Maxine.Przedstawił się wówczas i okazało się, że ma do czynienia z Jarvisem Cooperem,miejscowym antykwariuszem.Postawił mu drinka i wspomniał podczas rozmowy, że sam myślio rozpoczęciu działalności w jego dziedzinie. Nie rób tego, chłopcze rzekł Jarvis takim głosem, jakim No�l Coward przekonywałpanią Worthington, żeby nie poświęcała córki karierze scenicznej. Kupowanie i sprzedawanieto jakby ktoś usiłował zaspokoić szaloną nimfomankę: im więcej jej dajesz, tym więcej chce odciebie wziąć.Wykorzysta cię i oszuka, a potem dostaniesz kopniaka, bo ona znajdzie sobienastępnego kochanka. To brzmi kusząco.Chciałbym się zapisać na listę oczekujących.Jarvis roześmiał się i zapytał go, czy ma ochotę rzucić okiem na Tawernę.Zgodził się,sądząc, że to zaproszenie do jakiegoś innego pubu.Okazało się jednak, że trafił dotrzypiętrowego sezamu Aladyna, zapełnionego skarbami aż po sufit.Były tam różności, odszmatek z lat pięćdziesiątych, po przepiękną porcelanę.Jarvis miał szczególną słabość do RoyalWorcester, której wytwory po brzegi zapełniały oszklone szafki
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
�