[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zaiste, był zadziwiający.Kiedy wiwaty ucichły nareszcie, rozpoczęło się składanie przysiąg posłuszeń-stwa.Meilan ukląkł pierwszy, z zawziętą twarzą przysięgał pod Zwiatłością i naswoją nadzieję zbawienia oraz ponownych narodzin, że będzie służyć wierniei okazywać posłuszeństwo; tak dyktowała pradawna formuła i Rand liczył, żeniektórych istotnie zobowiąże do dotrzymania przysięgi.Kiedy Meilan ucałowałjuż czubek seanchańskiej włóczni, starając się ukryć skwaszoną minę przez gła-dzenie bródki, jego miejsce zajęła lady Colavaere.Bardziej niż przystojna, trzy-dziestoletnia kobieta, z koronką barwy ciemnej kości słoniowej wylewającą się nadłonie, które umieściła w dłoniach Randa, i z poziomymi barwnymi rozcięciami,biegnącymi od wysokiego koronkowego kołnierza aż do kolan, złożyła przysię-gę czystym, stanowczym głosem z melodyjnym akcentem, do którego nawykł zasprawą Moiraine.Wyraz ciemnych oczu miał w sobie coś, co przywodziło na myślspojrzenia, którymi Moiraine zwykła ważyć i mierzyć; zwłaszcza wtedy, kiedy,dygając, schodziła ze stopni, jednocześnie mierząc Aviendhę od stóp do głów.Jejmiejsce zajął Torean, który składał przysięgę, obficie się pocąc, Toreana zaś za-stąpił lord Dobraine, ze świdrującymi, głęboko osadzonymi oczyma, jeden z tych219 kilku starszych mężczyzn, którzy golili sobie przód długich, w większości siwychwłosów, po nim był Aracome i.Rand niecierpliwił się podczas trwania tej procesji, kiedy jeden po drugimwchodzili, żeby przed nim uklęknąć, Cairhienianie na przemian z Tairenianami,tak jak zarządził.Wszystko to było niezbędne, tak twierdziła Moiraine  i na togodził się głos w jego głowie, który jak wiedział należał do Lewsa Therina  aledla niego stanowiło jedynie powód zwłoki.Musi mieć ich lojalność, choćby tylkopozorną żeby uczynić Cairhien bezpiecznym, należało przynajmniej początekjaki taki zrobić, zanim będzie mógł zaatakować Sammaela. I dokonam tego! Mam jeszcze za dużo do roboty, by pozwalać, żeby on mniesiekł po łydkach zza krzaków.Już on się dowie, co to znaczy drażnić Smoka!Nie rozumiał, dlaczego ci, którzy obecnie przed nim stawali, pocili się i obli-zywali wargi podczas klękania i dukania roty hołdu.Ale z kolei sam nie widziałtego zimnego światła, które płonęło wówczas w jego oczach. CENA STATKUNynaeve zakończyła poranne mycie, wytarła się do sucha i niechętnie wdziałaświeżą, jedwabną bieliznę.Jedwab nie był tak chłodny jak len, a mimo że słońceledwie co wzeszło, upał panujący w wozie zapowiadał kolejny skwarny dzień.A poza tym bała się, że jeśli zle odetchnie, to ta jedwabna szmatka, przez swójkrój, zsunie się z niej i rozleje niczym kałuża wokół stóp.Ale przynajmniej niebyła mokra od potu snu, tak jak ta, którą odrzuciła.Podczas snu nękały ją niepokojące koszmary, wizje Moghedien, z których bu-dziła się nagle, siadając wyprostowana tak sztywno, jakby kij połknęła  a tei tak były lepsze od snów, z których się nie budziła  od snów o Birgitte, którastrzelała do niej z łuku i wcale nie chybiała, od snów o wyznawcach Proroka i za-mieszkach, jakich dopuszczali się na terenie menażerii, od snów o tym, że utknęłyna zawsze w Samarze, bo żaden statek nigdy tam nie zawitał, o dotarciu do Salida-ru i stwierdzeniu, że na czele wszystkiego stoi tam Elaida.I znowu o Moghedien.Z tego snu obudziła się z płaczem.Wszystko to, oczywiście ze zmartwień, i nic dziwnego.Trzy noce już tutajobozowali, a żaden statek się jeszcze nie pojawił, trzy dni już stała w spiekocie,z opaską na oczach pod tą przeklętą ścianą.Każdy byłby bliski załamania, nawetbez przejmowania się, że Moghedien jest coraz bliżej.Z kolei fakt, iż ta kobietawiedziała, że one przyłączyły się do jakiejś menażerii, jeszcze nie oznaczał, żemusiała je znalezć w Samarze.Oprócz tych wszystkich menażerii.które zgroma-dziły się w tym miejscu, po całym świecie jezdziło jeszcze całe mnóstwo innych.Trudniej jednak wyzbywać się zmartwień., nizli wymyślać ku nim powody. Tylko czemu ja się niepokoję z powodu Egwene?Zanurzywszy rozszczepioną gałązkę w stojącym na umywalce niewielkim na-czyńku z mieszanką soli i sody, zaczęła energicznie szorować zęby.Egwene po-jawiała się znienacka w niemalże każdym śnie, ujadając na nią, a Nynaeve nierozumiała, w jaki sposób tamta do nich wchodzi.Po prawdzie niepokój i brak snu stanowiły jedynie częściową przyczynę złegosamopoczucia, które ją tego ranka ogarnęło.Resztę stanowiły drobiazgi, ale toprzecież z nich składa się.rzeczywistość.Kamyk w bucie to drobnostka, gdy goporównać ze ścięciem głowy, jednak kamyk mógłby się tam znalezć naprawdę,221 natomiast pniak może się nigdy nie pojawić.Nie dało się uniknąć odbicia własnej twarzy w lustrze, a razem z nią włosówspadających luzno na ramiona zamiast, przyzwoicie splecionych.Jakkolwiek jeszczotkowała.ten miedziany kolor nawet przez chwilę nie stawał się mniej obrzy-dliwy.I wiedziała aż za dobrze, że na łóżku za jej plecami leży rozłożona niebie-ska suknia.Tak niebieska, że nawet kobieta Druciarzy zamrugałaby na jej widok,poza tym wycięta równie głęboko jak tamta pierwsza czerwona, wisząca teraz nakołku.Dlatego właśnie miała na sobie tę niedorzecznie obcisłą bieliznę.Jedna ta-ka suknia to za mało, zdaniem Valana Luki.Clarine szyła już dwie następne zezjadliwej żółci i była też mowa o prążkach.Nynaeve nawet nie chciała słyszećo prążkach. Ten mężczyzna mógłby przynajmniej pozwolić, żebym to ja wybrała kolo-ry  pomyślała, wściekle manipulując gałązką.Albo Clarine.Ale nie, on miałwłasne pomysły i w ogóle nie zadawał pytań.Nie Valan Luca.Kolory przez niegowybierane sprawiały niekiedy, że zapominała o dekoltach. Powinnam rzucić mu nią w twarz!Wiedziała jednak, że tego nie zrobi.Birgitte paradowała w tych sukniach bezkrztyny rumieńca.Ta kobieta z pewnością w najmniejszej mierze nie była taka jakw opowieściach! Co wcale nie znaczyło, że ona będzie wkładać te głupie sukniebez słowa protestu, bo tak postępowała Birgitte.W żaden sposób nie rywalizowałaz tą kobietą.I to tylko dlatego. Jak już coś musisz zrobić  warknęła, nie wyjmując gałązki z ust  tolepiej się do tego przyzwyczaj. Coś ty powiedziała?  spytała Elayne. Jak chcesz coś mówić, to lepiejwyjmij to z ust.Te dzwięki są zresztą dostatecznie obrzydliwe.Nynaeve wytarła podbródek i rzuciła przez ramię grozne spojrzenie.Elaynesiedziała na wąskim łóżku, z podciągniętymi nogami, i splatała ufarbowane naczarno włosy.Wdziała już białe spodnie, całe ponaszywane cekinami oraz śnież-nobiałą, jedwabną bluzkę z kryzą przy szyi, o wiele nazbyt śmiałą.Obok leżałbiały kubraczek z cekinami.Biały [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •