[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nurkował wiele razy badając szczegółowo kształt i po-łożenie zatopionego przedmiotu.Był już teraz głęboko przekonany, w czym utwier-dziła go pewność Dory i własne odkrycia, że jest to ten dzwon.Miał do rozwiązaniadwa nieprawdopodobnie trudne problemy.Pierwszy, to jak wyciągnąć dzwon z wody,a drugi, jak podstawić na miejsce nowego stary dzwon, na czym miał polegać cud Do-ry; oba te zadania należało wykonać w tajemnicy i mając za pomocnika jedynie Dorę.Była to trudna sprawa.Dora, która nie miała widocznie pojęcia, jak duży i jak ciężki jest dzwon, uważałato za rzecz najzupełniej możliwą i polegała na fachowości Toby7ego z beztroską do-prowadzającą go do rozpaczy i jednocześnie wzruszającą.Zaraził się jej ufnością,chociaż wiedział, że jest oparta na ignorancji; zaraziła go też jej dziwaczna wizja, za-czerpnięty z wyobrazni groteskowy obraz powrotu do życia średniowiecznego dzwo-nu.Mogło się zdawać, że jest to dla niej działanie magiczne o przeogromnej wprostważności, coś w rodzaju rytuału i wyzwolenia; a chociaż nie było to działanie, któreby Toby rozumiał ani na które w normalnych okolicznościach miałby ochotę, był jed- nak gotów zarazić się jej entuzjazmem i ten jeden raz zagrać rolę ucznia czarnoksięż-nika.Jednakże to uczeń musiał obmyślić szczegóły czarów.Przedyskutował rozmaiteplany z Dorą, ale jej ignorancja w sprawach dynamiki była wstrząsająca.Po odrzuce-niu propozycji użycia koni pociągowych ujawnił się fakt, że jedyną dostępną im siłąnapędową, która ewentualnie mogłaby załatwić sprawę, jest traktor.Ale nawet w tymprzypadku, co Toby usiłował wbić Dorze do głowy, może się okazać, że nie zdołająwydobyć dzwonu.Sam już tylko muł w jego wnętrzu może podwoić wagę; nie wia-domo zresztą, czy dolna krawędz nie zaryła się na dobre w gęstszych pokładach szla-mu na dnie jeziora.Toby próbował podczas ostatniej ekspedycji podwodnej wygarnąćmuł ze środka dzwonu, ale udało mu się to tylko częściowo.Fatalnie, że Dora nieumie ani pływać, ani prowadzić traktora, bo w ten sposób nie będzie komu zająć siędzwonem pod wodą, kiedy zacznie się go wyciągać do góry. Niestety jestem zupełnie do niczego  oznajmiła Dora, gdy odbywali w lesieostatnią naradę; siedziała obejmując rękami kolana i podnosząc na niego ogromneoczy, w których lśnił uległy podziw.Wydała się Toby'emu absolutnie czarująca.Oficjalny plan przewidywał, co następuje: nowy dzwon miał przybyć do Imber wczwartek przed południem.Postanowiono umieścić go na jednym z żelaznych wóz-ków, używanych niekiedy do transportu drzewa z lasu, i ustroić białymi draperiami ikwiatami.Obleczonego w takie szaty miał go pobłogosławić i ochrzcić biskup zarazpo swoim przyjezdzie w czwartek wieczorem, w czasie skromnego nabożeństwa, wktórym mieli uczestniczyć tylko członkowie społeczności.Dzwon miał spędzić noc zczwartku na piątek na podwórzu obok stajem.W piątek rano, tuż przed siódmą, bo otej godzinie wpuszczano zwykle postulantki do Opactwa, dzwon miał stać się ośrod-kiem małego festynu wiejskiego, którego szczegóły zostały z serdeczną dbałościąopracowane przez panią Markową.W czasie ceremonii uczcić mieli dzwon tańcemwiejskim członkowie miejscowego grona tancerzy ludowych, odegrać miał mu sere-nadę szkolny zespół grający na starodawnych fletach, a śpiewać w uroczystej procesjiprzez groblę miał chór z miejscowego kościoła, który od pewnego czasu ćwiczył nacześć dzwonu ambitne utwory, w tym jeden skomponowany specjalnie ma tę okazjęprzez kapelmistrza.Procesja, której kształt i porządek nie zostały jeszcze ustalone,miała się składać z wykonawców, członków bractwa i tych przedstawicieli okolicznejludności, którzy zechcą przybyć; a ponieważ ciekawość w miasteczku rozgorzała dośćniespodzianie, należało oczekiwać, że mimo wczesnej pory przybędzie sporo osób.Opactwo rozewrze swoje wielkie wrota, gdy procesja podejdzie bliżej, a gdy jejuczestnicy rozejdą się na obie strony wzdłuż tamtego brzegu jeziora, dzwon zostanieodsłonięty wśród ostatnich akordów pieśni.Postoi tam kilka chwil, aby zebrani mogli mu się przypatrzyć, po czym wwiozą go do Opactwa odpowiednio dobrani robotnicy,którzy za specjalną dyspensą wejdą do klauzury, aby zawiesić dzwon na wieży.Za-mknięcie się bramy za dzwonem zakończy tę część uroczystości, w której będzieuczestniczył świat zewnętrzny.A oto jak się przedstawiał plan Dory i Toby'ego.W nocy z wtorku ma środę spróbu-ją wydobyć stary dzwon z wody.Użyją w tym celu traktora, który Toby niekiedy terazprowadził, otrzymawszy na to szczęśliwym trafem pozwolenie.Rozpoczęło się jużzaorywanie pastwisk i od początku tygodnia Toby pracował tam wraz z Patchwayem.Patch-way kończył zwykle wieczorną pracę z bezwstydną punktualnością, toteż Toby,którym o tej godzinie nikt się nie ul tresował, zamiast odstawić traktor, będzie mógłspokojnie zajechać nim do lasu w pobliże starej stodoły.Usunął już gałęzie i większeprzeszkody ze ścieżki prowadzącej przez stodołę do jeziora, dzięki czemu podjedzieprawie nad sam brzeg wody.Tam traktor poczeka na Dorę i Toby'ego, którzy po pół-nocy spotkają się na nabrzeżu.Traktor był wyposażony w kołowrót i mocną stalową linę z hakiem na końcu, uży-waną do podnoszenia kloców drzewnych.Toby miał nadzieję, że umocowawszy linędo wielkiego pierścienia stanowiącego część czapy dzwonu Zdoła najpierw podnieśćdzwon za pomocą kołowrotu, a polem przeholuje go po ziemi aż do stodoły.Z ostroż-ności wrzucił na dno tuż pod nabrzeżem trochę kamieni i żwiru, aby się przypadkiemdzwon nie zaczepił o dolną krawędz nabrzeża tkwiącą w pierwszej warstwie szlamu [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •