[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W sobotę sama widziałam, jak na ciebiepatrzył  miałam łzy w oczach.Nie wiem, co mu zrobiłaś, ale jest twój. Na pewno ci się wydawało. Dianne nie mogła przecież przyznać, że muzapłaciła za ten zachwyt.A on dobrze wykonał zadanie: przekonał wszystkich, zsobą włącznie, że jest w niej zakochany po uszy. Chyba nie  uśmiechnęła się Betty. Dianne przeprosiła, możliwie szybko skończyła zakupy, zapłaciła i ruszyłado domu.Lecz i tam nie zaznała spokoju.Jason i Jill już czekali i to wcale nie poto, żeby pomóc jej dzwigać torby. To już trzy dni  oświadczyła Jill. Steve powinien chyba się odezwać. Jeśli nie dzwoni, zadzwoń sama  zaproponował Jason. Dziewczynybez przerwy robią takie rzeczy, chociaż babcia uważa, że nie wypada. Wiecie. Dianne nerwowo szukała jakiegoś wyjścia.Oczywiście, nieznalazła. Tu jest jego wizytówka  Jason wyjął kartonik zza kalendarza. Dzwoń.Dianne patrzyła na wypukłe, czerwone litery.Pomoc Drogowa PortBlossom, poniżej numer telefonu.W rogu mniejszą, skromniejszą czcionkąwypisane nazwisko Steve a i jedno słowo: właściciel.Serce zabiło jak oszalałe.Dianne zamknęła oczy.Nie kłamał mówiąc, żeprzecież nie chciał jej oszukiwać.Zakładał, że wie.Miał powody.Dał jejwizytówkę, gdzie wszystko było wyraznie napisane, tylko ona nie zauważyła. Mamo  głos Jasona przerwał zadumę.Otworzyła oczy.Syn i córkaprzyglądali się jej z troską. Co zrobisz?  chciała wiedzieć Jill. Poćwiczę. Aerobik?  zdziwił się Jason. Po co? Potrzebuję czegoś takiego  odparte.Naprawdę.Już dawno odkryła, żekiedy miała jakieś problemy, wyczerpujące ćwiczenia fizyczne pomagałyuspokoić umysł.Nie przepadała za tym  nie lubiła bólu.Ale zajęcia aerobiku wCentrum przeprowadziły ją już przez niejeden kryzys emocjonalny.Jeśli siępospieszy, zdąży jeszcze na ostatnią popołudniową grupę. Dzieci, rozpakujcie zakupy, dobrze?  rzuciła, ruszając po schodach nagórę.W biegu zerwała sweter.Guziki bluzki zajmowały za dużo czasu, więc gdytylko znalazła się w sypialni, ściągnęła ją przez głowę.Zatrzasnęła nogą drzwi.W ciągu pięciu minut założyła kostium, ucałowała dzieci i wybiegła nadwór.Wyjeżdżając na ulicę poczuła się lekko winna, gdy obejrzawszy sięzobaczyła na werandzie wyraznie przygnębionych Jasona i Jill.Kiedy weszła na salę, trwała rozgrzewka.Przez następną godzinę skakała,kopała, robiła skłony i wymachy, starając się dotrzymywać kroku pozostałym.Pod koniec zajęć była wykończona, ale ani na krok bliższa decyzji, czyzadzwonić do Steve a.Z ręcznikiem na szyi podeszła do samochodu.Układ krążenia miała widealnym stanie, ale niestety, nic poza tym.Sięgnęła do torebki po kluczyki.Potem sprawdziła w kieszeniach płaszcza.Nic.Przerażona, osłoniła oczy dłońmi i zajrzała przez szybę.Tam, sterczącniewinnie ze stacyjki, wisiały kluczyki. ROZDZIAA DZIESITY Jason. Dianne zamknęła oczy, dziękując w duchu, że to syn odebrałtelefon.Jill zasypałaby ją pytaniami i udzieliła więcej rad, niż rubryki listów wdziewczęcych tygodnikach. Cześć, mamo.Myślałem, że poszłaś ćwiczyć. Owszem.I jeszcze długo nie wrócę, jeśli mi nie pomożesz  nabrała tchu. Chcę, żebyś poszedł do mojego pokoju, otworzył szufladę z bielizną i poszukałzapasowego kompletu kluczyków do samochodu. Są w szufladzie z bielizną?  Tak.To był rozpaczliwy plan zrozpaczonej kobiety.Nie miała odwagitelefonować do auto-klubu  bała się, że przyślą jej Pomoc Drogową PortBlossom w osobie niejakiego Steve a Creightona. I naprawdę się spodziewasz, że będę grzebał w twoich, no, rzeczach? Posłuchaj uważnie, Jason.Zatrzasnęłam kluczyki i nie mam innegowyjścia. Zatrzasnęłaś kluczyki? Znowu? Co się z tobą dzieje, mamo? Musimy do tego wracać?  spytała.Syn powtarzał tylko to, co w ciąguostatnich kilku minut powiedziała sobie przynajmniej ze sto razy.Była takzdenerwowana, że jedynie najwyższym wysiłkiem powstrzymywała szloch. Poproszę, żeby Jill poszukała tych kluczyków  zgodził się Jason.Westchnienie było dowodem, że spełnienie prośby matki wymaga straszliwegosamozaparcia, nie wspominając już o harcie ducha. Dziękuję ci  Dianne odetchnęła z ulgą. Teraz dalej.Musisz wyciągnąćrower z garażu i przyjechać tutaj, do Centrum Kultury. To znaczy, że sam mam ci przywiezć te kluczyki?  Tak. Przecież pada! To tylko mżawka. Była to prawda, chociaż w zasadzie Dianne niepozwalała Jasonowi zimą jezdzić na rowerze. Ciemno się robi  nie ustępował Jason.To był prawdziwy problem i Dianne trochę się zmartwiła. Masz rację.W takim razie najlepiej będzie, jeśli zawiadomisz babcię.Niech podjedzie do was, zabierze kluczyki i przywiezie je tutaj. Mam dzwonić do babci? Jasonie, masz kłopoty ze słuchem? Tak, zadzwoń do babci.Jeśli jej niebędzie, zawiadomisz mnie.Czekam w Centrum Kultury przy telefonie  podałamu numer. I jeszcze jedno.Jeśli nie znajdziesz kluczyków w szufladzie zbielizną, niech babcia przywiezie druciany wieszak.Zrozumiałeś? Tak, mamo  potwierdził z wahaniem.Westchnął ponownie. Na pewnodobrze się czujesz?  Oczywiście.Zapamięta mu to, kiedy następnym razem poprosi, żeby puściła go na obóz.Miała wrażenie, że czeka przez całą wieczność [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •