[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Boże, proszę cię,spraw, żeby nie było to zbyt okropne.Miała rodzić 23 kwietnia, za niecałe dwatygodnie, więc nocowałam u niej, na wypadek gdyby wszystko rozpoczęło się wśrodku nocy.- Spójrzmy prawdzie w oczy, to konieczne - mówiła.-Wydaje się, że żadnakobieta nie rodzi w dogodnym terminie, jakim byłaby godzina dziesiąta czter-dzieści pięć w sobotę rano.Zawsze jest to jakaś okropna godzina w środku nocy.Jej ukochana walizeczka na kółkach stała przy drzwiach, kryjąc w sobie sa-szetkę kąpielową Lulu Guinnness, dwie zapachowe świece Jo Malone, iPod, kil-ka nocnych koszul Mari-mekko, aparat fotograficzny, lawendową maseczkę dooczu, lakier do paznokci na wypadek, gdyby jej mani-pedi popękał,  kiedy bę-dzie przeć", przyrząd do wybielania zębów, żeby wypełnić czas, ponieważ  byćmoże będzie musiała trochę go tam spędzić", trzy dziecięce ubranka Versacego inajnowszy obrazek z badania USG.Inne wisiały na ścianie.To mi o czymś przy-pomniało.Przed wypadkiem byłam prawdziwą hipochondryczką.Nie udawałam, że je-stem chora, ale kiedy zdarzało się, że chorowałam, byłam tym bardzo zaintere-sowana i próbowałam wciągać Aidana w ten  dramat".Jeśli bolał mnie ząb,zdawałam mu regularne sprawozdania z przebiegu tej dolegliwości. Teraz czujęinny rodzaj bólu" relacjonowałam. Pamiętasz, jak mówiłam, że to ból ćmiący?Teraz się zmienił.Jest ostrzejszy".Aidan, przyzwyczajony do mnie i mojegodramatyzowania, mówił:  Ostrzejszy? To coś nowego".RL Mniej więcej półtora roku temu nawet złamałam sobie kość.Szukając czegoś,szperałam w szafkach i odwracając się zbyt szybko, uderzyłam palcem o szufladęi złamałam go.- O Jezu! O Boże! Mój palec! To okropne! - zaczęłam jęczeć.- Usiądz - powiedział Aidan.- Pokaż, który?Wziął mój palec i - wiem, że zabrzmi to trochę dziwacznie - włożył go sobiedo ust.Jego mama postępowała tak zwykle z nim i Kevinem, kiedy byli mali, iteraz Aidan postępował tak ze mną, ilekroć skaleczyłam sobie jakąś część ciała.(Zdaje się, że miałam bardzo podatne na wszelkie wypadki krocze).Zamykałamoczy i czekałam, aż żar jego ust przyniesie skutek w postaci ustąpienia bólu.- Lepiej?- Prawdę mówiąc, nie.Dziwne, bo zwykle działało.- To niedobrze, trzeba będzie uciąć.Na naszych oczach palec puchł i pęczniał jak rosnący bochenek chleba naprzyspieszonym filmie.Jednocześnie jego kolor zmienił się z czerwonego na taksiny, że niemal czarny.- Chryste - rzeki Aidan - naprawdę jest zle.Chyba jednak trzeba będzie gouciąć.Lepiej zawiozę cię do szpitala.Wskoczyliśmy do taksówki.Moja dłoń leżała na kolanach jak chory króli-czek.W szpitalu zabrano mnie na prześwietlenie i byłam zachwycona - tak,przyznaję - zachwycona, gdy lekarz, oglądając kliszę, powiedział:- Tak.złamanie linijne drugiego kłykcia.Chociaż nie włożono mi go w gips, tylko w coś łupkowate-go, przyjemne by-ło to, że nie zlekceważono mnie jako symu-lantki.Miałam złamanie.Nie był tozwykły siniak ani nawet zwichnięcie (czy wybicie - nie jestem pewna, czy tooznacza to samo, a jeśli nie, to co jest poważniejsze), ale złamanie!RL Pózniej, gdy wszyscy patrzyli na moje łupki i pytali, co się stało, Aidan zaw-sze odpowiadał w moim imieniu: slalom narciarski, ścięła jeden ze słupków; al-bo: wspinaczka wysokogórska, mała lawina uderzyła ją w rękę.Do mnie zaśmówił:  Cóż, to brzmi lepiej niż odpowiedz: szukałam swoich niebieskich bu-tów".W szpitalu dano mi dwie klisze rentgenowskie, które zabrałam do domu i, bę-dąc hipochondryczką, studiowałam uważnie.Unosiłam je do światła i zachwyca-łam się długością i smukłością swoich palców pod mięśniami i skórą, czemuAidan przyglądał się z pobłażaniem.- Widzisz tę cienką linię na moim palcu? - powiedziałam, zbliżając kliszę dotwarzy.- Wygląda jak włos, a powoduje tyle bólu.- Nagle zaniepokojona, doda-łam: - Nie opowiadaj o tym nikomu.Kilka dni pózniej wrócił z pracy przede mną, co było niezwykłym wydarze-niem, wnosząc atmosferę tłumionej ekscytacji.- Niczego nie zauważyłaś? - zapytał.- Uczesałeś się?Potem to zobaczyłam.A właściwie: zobaczyłam je.Moje klisze rentgenow-skie.Wiszące na ścianie.W ramach.Pięknych, sztucznie postarzanych złotychramach, jakby miały zawierać dzieła dawnych mistrzów zamiast moich upiornieczarno-białych, patykowatych palców.Chwyciłam się za brzuch i padłam na kanapę.Nie miałam siły, żeby stać.By-ło to takie śmieszne, że nawet nie mogłam się śmiać.Wreszcie jakiś dzwiękprzedarł się przez mój trzęsący się ze śmiechu żołądek i falujący tors, by wyrwaćsię w formie wysokiego pisku.Spojrzałam na Aidana, który trzymał się ściany;śmiał się tak, że łzy płynęły mu z oczu.- Ty cholerny draniu - zdołałam wreszcie wykrztusić.- Ale to nie wszystko - wysapał.- Anno, to nie wszystko.Spójrz, spójrz [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •