[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Pod wieloma względami Jack wydawał się jejnadzwyczajny, pod wieloma zaś zupełnie zwyczajny, lecz był mę\czyzną, zewszystkimi męskimi zaletami i kilkoma wadami.Dziś miał jej dać trzecie dziecko.Zwykle umiała dokładnie przewidzieć swojedni płodne, a ostatnio dopomagała sobie jeszcze termometrem.Wiedziała, oczywiście,\e nie ma gwarancji, jedynie statystyczną szansę poczęcia, w jej przypadku szansęcałkiem sporą.Skarciła się za kliniczną obiektywność.Nie pora na takie rachunki, nieteraz, nie przy Jacku.Poczuła, \e parzy ją skóra.Jack był naprawdę taki świetny! W jegopocałunkach czuło się zarazem namiętność i delikatność, jego ręce nieomylnie trafiałytam, gdzie chciała.Burzył jej teraz fryzurę, lecz nie było się czym przejmować: czepkichirurgiczne zmieniały trwałą ondulację w marnowanie czasu i pieniędzy.Przez wońpachnącego pudru zaczął teraz przebijać aromat kobiety, która jest prawie gotowa dokochania.Cathy zwykle aktywniej włączała się do pieszczot, lecz dziś pozwalała, bymą\ całkowicie przejął inicjatywę i sam szukał na jej ciele miejsc.ciekawych miejsc.Jack lubił czasem taki układ ról, choć nie sprzeciwiał się wcale, gdy inicjatywęprzejmowała \ona.Wykazywał te\ du\ą fantazję w łó\kowych sytuacjach. Podniecenie ogarnęło ją niespodziewanie i Cathy po prostu wyprę\yła plecy ikrzyknęła.Nie powiedziała nic, bo nie widziała powodu.Byli zresztą razem od takdawna, \e rozpoznawała wszystkie sygnały mę\a.Pocałowała go teraz, mocno izachłannie, wbijając mu paznokcie w ramię.Sygnał ten oznaczał oczywiście: - Ju\!Nic się jednak nie stało.Cathy pocałowała dłoń Jacka i popchnęła ją ni\ej, by nie pozostawićwątpliwości, \e jest gotowa.Jack był dziwnie odrętwiały, jak gdyby się wstydził.Jej wina, niepotrzebnie gotak poganiała.Najpierw pozwoliła mu robić co chce, a teraz zmieniła rolę.Cathypodniosła więc dłoń mę\a z powrotem ku piersiom i nie rozczarowała się.Zwracałateraz baczną uwagę na ka\de jego poruszenie, a przynajmniej próbowała.Umiał jąpodniecić równie umiejętnie jak dawniej.Znów westchnęła głośno, pocałowała go,szepnęła, \e on, tylko on, \e na nim kończy się świat.Jack jednak nadal le\ałdziwnie skurczony i napięty.O co chodzi?Objęła go jeszcze raz, pogładziła po klatce piersiowej, targnęła \artobliwie zaczarne włosy.Zawsze bezbłędnie reagował na ten gest.Zwłaszcza jeśli ręce Cathyschodziły potem jeszcze ni\ej, tam gdzie.Co?!- Jack, co z tobą jest? - zapytała wreszcie.Nim odpowiedział, upłynęła caławieczność.- Nie wiem.- Jack przetoczył się na bok, zostawiając Cathy samą, i wbił oczyw sufit.- Zmęczony jesteś?- Tak, to pewnie dlatego - wymamrotał.- Przepraszam, kochanie.Jak on mógł!Zanim Cathy zdą\yła coś powiedzieć, Jack zamknął oczy.Wszystko dlatego, \e tylepracuje.I tyle pije.Ale jak mógł! Dziś miał być jej dzień, jej chwila.Nie bądz samolubem - powiedziała sobie Cathy.Wstała z łó\ka, podniosła z podłogi przezroczysty peniuar i odwiesiła gostarannie do szafy, skąd wyjęła zwyczajną nocną koszulę.Człowiek nie jest maszyną, pomyślała w łazience.Jack jest taki przemęczony.Cholera, za du\o pracuje.Ka\demu mo\e się trafić zły dzień.Czasem to on namawia,i nic, więc się nie wściekaj, chocia\ to nie twoja wina, ani jego.Masz cudownemał\eństwo, ale nie pod ka\dym względem.Jack to najlepszy mą\ na świecie, co nieznaczy, \e doskonały. Dobrze, ale ja chciałam.Chciałam nowego dziecka, dziś, bo właśnie dziś jest pora!Cathy poczuła w oczach łzy rozczarowania.Wiedziała, \e gniewa sięniesłusznie, lecz i tak czuła rozczarowanie.I gniew.- Nieee, komandorze, nie będę oskubywał naszej marynarki!- Wsiadaj, wsiadaj, Ron.Myślisz, \e starego kolegę z okrętu zostawię wtaksówce?- Tak pomyślałem, owszem.Mancuso prychnął tylko.Kierowca umieścił baga\e w sztabowym plymousieMarynarki Wojennej.Mancuso i Ron Jones usadowili się na tylnym siedzeniu.- Jak tam rodzina?- Pysznie, komandorze, dziękuję.- Teraz mo\esz mi ju\ mówić Bart, doktorze Jones.A w ogóle, to niekomandorze, zatwierdzili mi ju\ admirała.- Ho, ho! - ucieszył się Ron Jones.- Proszę, proszę.Bart? Zwietnie.Tylko nienazywaj mnie Indiana.Powiadasz, rodzina? Kim wróciła na uniwersytet, robidoktorat.Dzieciaki w szkole, czy tam przedszkolu, a ja bawię się w biznes.- Prywatny przedsiębiorca, zdaje się, za tak się to nazywa? - sprostowałMancuso.- Prywatny czy siaki.Zgoda, wykupiłem większość akcji jednej takiej firmy,ale sam siadam jeszcze do projektów, bez obawy.Kupiłem takiego gościa, \eby się zamnie babrał w księgowości, a sam odwalam uczciwą robotę.W zeszłym miesiącumiałem inspekcję na USS  Tennessee , sprawdzałem, jak działa ten ich nowysystem.- Jones podniósł wzrok na kierowcę.- Mogę spokojnie mówić?- Bosman Vincent ma dostęp do jeszcze bardziej tajnych spraw ni\ ta.Prawda,Vincent?- Tak jest.Admirał ma zawsze rację - odpowiedział kierowca, skręcając wkierunku Bangor.- Będziesz miał kłopot, Bart [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •