[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– Myślcie sobie, co chcecie.– Solomon najwyraźniej chciał odwrócić głowę, ale nie miałdość sił, by wykonać taki gest.– Moim celem nie jest osądzanie was, nawet gdybym sobie uzurpował prawo do osądzania kogokolwiek.Pragnę jedynie poznać prawdę.– Jedynie.– zaszeleścił Grien.– Niewielkie macie wymagania, nie ma co.Löwefell nie poznałby ironii po tonie jego głosu, lecz, rzecz jasna, poznał ją po słowach.Oczywiście Grien miał rację.Prawda stała się towarem deficytowym i mówienie, iż „jedynie”jej się żąda, było tak samo zuchwałe, jak chęć posiadania „jedynie” złota oraz diamentów.– Naprawdę lubiłem tę dziewczynę – powtórzył Grien.– Ale nawet gdybym chciał jej pomóc, nie byłem już w stanie.Wierzcie mi.Od kiedy czarne płaszcze wzięły się do roboty.– W to akurat szczerze wierzę – odparł Löwefell.– A skoro twierdzicie, że to wina dziewki – dodał – może wiecie jeszcze, co się z nią stało?– Cóż mnie to obchodzi? Każę sprawdzić, jeśli chcecie.– Będę wam wielce zobowiązany.– To wszystko, czego chcieliście? – Znowu zamknął oczy.– Uprzejmie wam dziękuję, panie Grien.– Löwefell ruszył ku drzwiom.– Życzę powrotu do zdrowia.– Ona była czarownicą – na progu dobiegł go jeszcze szept oszusta.– Skąd to możecie wiedzieć?Solomon Grien rozkaszlał się spazmatycznie, więc zaniepokojony inkwizytor wezwałmedyków, by pomogli starcowi dojść do siebie i opanowali ten atak duszności.Dopiero kiedy znalazł się za drzwiami, zdał sobie sprawę, iż to, co słyszał, było chyba śmiechem.* * *Ludzie Griena spisali się doskonale.Stary oszust może i utracił z powodu wyniszczającej choroby wiele na znaczeniu, jednak zachował wpływy na tyle, by w ciągu jednego dnia wyśledzić, gdzie mieszka i czym się zajmuje dawna służąca Katarzyny.Do domu, w którym mieszkała, zaprowadził Löwefella jeden z podwładnych Griena.– To dzielnica, którą ufundował Tybald Krankl – wyjaśnił, kiedy weszli pomiędzy czynszowe domy.– Nazywają ją u nas Tybaldią.Patrzcie, panie.– Wskazał na fasadę.Na ścianie pierwszego z identycznie wyglądających budynków umocowano kamienną tablicę, na której wyryty napis głosił: Tybald Krankl z Koblencji, narodzony ku dobru miasta, z pobożności i wdzięczności dla dobroci Bożej za swój majątek, jako wzór szczególnej szczodrości sprezentował, podarował i poświęcił swym współmieszkańcom sprawiedliwym, ale prześladowanym nędzą sto mieszkań wraz z ich budową i wyposażeniem.– Bardzo zacnie z jego strony – stwierdził inkwizytor.– Taka tu hałastra mieszka – powiedział człowiek Griena – ale z tego, co się wywiedziałem, dziewczyna jest porządna.Nie pije, nie kurwi się, nie przestaje ze studentami ani z klerykami.Z pomocą dobrych ludzi coś tam zarobi i tak bieduje od zimy do zimy.– Przecież była służącą u możnej pani.Człowiek Griena parsknął.– Jak sami ją zobaczycie, to powiecie, czy ktokolwiek chciałby taką na służbę.Chyba żeby dzieci mu straszyła.Jeszcze możny w dodatku.Doprowadził Löwefella pod sam dom, skinął mu głową i bez słowa odszedł w swoją stronę.Inkwizytor znalazł dziewczynę w maleńkim, lecz zdumiewająco czystym i zadbanym mieszkaniu.Kiedy ją zobaczył, nie dziwił się już słowom swego przewodnika.Bowiem Irmina może nie wyglądała aż tak źle, by nadawać się do straszenia dzieci, ale któżby chciałmieć za służącą dziewczynę, której jeden policzek zakrywała niemal w całości blizna po oparzeniu? Kto by chciał mieć za służącą niezdarnie chodzącą dziewczynę, przy każdym kroku kolebiącą się niczym kaczka (najwyraźniej złamano jej kość biodrową, która potem źle się zrosła).I wreszcie któżby chciał mieć za służącą dziewczynę, której palce dłoni były tak pokrzywione, jakby od lat chorowała na reumatyzm.Irmina zobaczyła Löwefella, przestraszyła się i cofnęła o krok.– Witaj, Irmino – rzekł inkwizytor ciepłym głosem i przywołał na twarz przyjacielski uśmiech.– Nazywam się Arnold Löwefell i jestem prawnikiem wynajętym przez rodzinę twojej dawnej pani.– Pani Katarzyny? – szepnęła dziewczyna.– Właśnie tak – odparł.– Polecono mi przekazać ci tę niewielką sumę.Wyciągnął sakiewkę z kilkunastoma srebrnymi monetami, bo nawet nie miał przy sobie nic więcej, i położył ją na stole.Irmina przez długą chwilę wpatrywała się w sakiewkę, jakby nie wiedziała, co to w ogóle jest, po czym rozpłakała się głośno.– Och, moja pani.Dziękuję, dziękuję.– Polecono mi też, bym poprosił cię o odpowiedź na kilka pytań dotyczących wiadomej, smutnej sprawy.Jeśli tylko zechcesz mi na nie odpowiedzieć.Służąca uniosła głowę i spojrzała na niego załzawionymi oczyma.– Pytajcie.Jeśli to coś komuś pomoże.– Bądź pewna, że pomoże – stwierdził Löwefell, zresztą najzupełniej zgodnie z prawdą.–Co się wtedy wydarzyło, Irmino? Tego ranka, kiedy aresztowano twoją panią.– Sprzątałam – powiedziała cicho.– Jak dziś pamiętam, że układałam poduchy.I wtedy weszli do sypialni.Moja pani i za nią czarne płaszcze.– Zamknęła oczy i tylko łzy spływały jej po policzkach.Löwefell spokojnie czekał.– Krzyknęłam: „Zostawcie moją panią!Wynoście się! Ona jest niewinna!”.Inkwizytor uśmiechnął się w myślach, gdyż tę część opowieści można było włożyć między bajki.Ale może Irmina już sama wierzyła w to, iż wrzeszczała na funkcjonariuszy Świętego Officjum?– Chciałam rzucić się na jednego.– Zacisnęła dłonie w pięści i syknęła, gdyż ten ruch najwyraźniej sprawił jej ból.– Lecz pani kazała, żebym przyniosła wino.Taka była spokojna ta moja pani.To była wielka dama, wie pan?– Tak właśnie mi o niej opowiadano – odparł Löwefell.– Czy zapamiętałaś nazwisko któregoś z inkwizytorów?– Nazwisko? – powtórzyła dziewczyna.– Tak, moja pani powiedziała do jednego po nazwisku.Rzekła: „Nie wolno wam tego robić, mistrzu Ijdof”, czy jakoś tak.Zeedorf, pomyślał Löwefell, który znał nazwiska wszystkich inkwizytorów z Koblencji.Ruprecht Zeedorf, mianowany niedawno przełożonym Inkwizytorium w Kaiserburgu.Jeszcze nie opuścił miasta, ale szykował się do przeprowadzki.– Potem odkryli pokoik.Nawet nie wiedziałam, że coś takiego jest w domu.– Irmina bezradnie wzruszyła ramionami, jak gdyby ufała, że wiedząc o skrytce, mogłaby coś zaradzić.– Za ścianą szafy było do niego wejście.Taaak, sprytna była ta moja pani.Zawsze chciałam być taka jak ona.– Spojrzała na opuchnięte dłonie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl