[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Możliwe, że kilka razy poszłam, by z nimporozmawiać, ale to były czysto sąsiedzkie pogaduszki.Co mogęporadzić na to, że ta jędza od razu myśli tylko o jednym? Owszem, Mathilde, możesz! Dlaczego po prostu niezostawisz go w spokoju? Przecież nic dla ciebie nie znaczy.Możesz mieć, kogokolwiek zechcesz i kiedy tylko zechcesz, a jacałe życie marzyłam tylko o Benoit! Całe życie! I nigdy go niedostanę! Nigdy. A więc to cię tak wkurza!  parsknęła Mathilde. Cóż, napoczątek powiem ci, że to kompletna bzdura.I pozwolę sobiedodać, że gdybyś tylko chciała, bez trudu mogłabyś go zabrać tejstarej wiedzmie. Nie mogłabym!  wrzasnęła Clementine. Nie mogłabym.Widzisz? Po prostu nic nie rozumiesz.Nie możesz nawet pojąć, żeinni nie mają tego, co ty.%7łe nie każdemu wszystko przychodzi takłatwo, jak tobie.%7łe niektórzy ludzie żyją w rozpaczy, pełniwątpliwości i żalu.%7łalu! Wiesz, jak to jest, Mathilde? Siedzieć tu,patrzeć na twoje szczupłe, długie nogi, ten.ten rowek międzypiersiami i wyczuwać ohydny, emanujący z ciebie seksapil? Szczerze? Nie, nie wiem  odparła chłodno Mathilde. Aleteż nie spędzam całych dni, taplając się w błocie niczymhipopotam i użalając się nad sobą.Nie wiń mnie za to, żepozwoliłaś, by Benoit wyślizgnął ci się z rąk czy też kopyt.Jesteśwystarczająco dorosła i brzydka, by znieść z honorem takąporażkę.Clementine rzuciła się przez kuchnię i byłaby udusiła Mathilde,gdyby nie Sophie, która stanęła między nimi. Przestań, Mentine  jęknęła błagalnym tonem. Tak, zmierz się z kimś o podobnych gabarytach, jeśliznajdziesz kogoś, kto wygląda jak stodoła  warknęła Mathilde,chwytając najmłodszą siostrę za biodra i zasłaniając się nią.Wściekła Sophie wyrwała się z jej uścisku.  Dlaczego zawsze wszystko psujesz?  spytała. Nie widzisz,jakie to dla niej trudne? Nie obchodzi cię, jak bardzo ją ranisz? Czym?  spytała Mathilde. Tym, że sto lat temu zabawiłamsię z chłopakiem z sąsiedztwa, kiedy potrzebowałamtowarzystwa? To nie przestępstwo.Naprawdę nie wiem, o co taksię wściekacie.Sophie odsunęła się, objęła Clementine szczupłym ramieniem ipoprowadziła ją w kierunku krzesła.Zmusiła siostrę, by usiadła iklęknąwszy obok niej, zaczęła gładzić niesforne, rude loki. Ona naprawdę nie wie, jak to jest, Mentine  tłumaczyłakojącym głosem. Dlatego wciąż tak robi.To nie jej wina, alewłaśnie dlatego może ranić ciebie i Edie.Ona nie ma pojęcia, jakto jest. Och, na litość boską, przestań gadać bzdury  warknęłaMathilde. Ranić Clementine? Ranić Edie? Nikogo nie ranie.Pilnujętylko swoich interesów.Naszych interesów.Nie wiem, o co wamchodzi, do cholery.Sophie przestała gładzić włosy Clementine. Skrzywdziłaś Clementine, tak jak skrzywdziłaś Edie. Jejgłos brzmiał nadspodziewanie silnie. Uwierz mi, moja matka teżmnie porzuciła i to cholernie bolało. Wielkie mi co!  syknęła Mathilde. Czas się otrząsnąć. Tak jak ty otrząsnęłaś się z tego, co ci robiła twoja matka? Sophie powoli dzwignęła się z podłogi i spojrzała Mathilde prostow oczy. I jak tego dokonałaś, Mathilde? Może nie jesteś tą samąnieszczęśliwą dziewczynką, którą byłaś, kiedy przyjechałaś tu poraz pierwszy, ale patrząc na ciebie, mam wrażenie, że wciąż przedczymś uciekasz. Jak śmiesz, ty mała gówniaro?  wycedziła przez zębyMathilde. Gdybyś przeżyła to, co ja, wiedziałabyś, jak sobie z tymporadziłam, ale lepiej zachowaj tę swoją niewydarzonąpsychogadkę dla siebie.Moja matka podrzucała mnie komupopadło, za każdym razem gdy tylko zwęszyła nowego kochasia. Kiedyś zniknęła na cały cholerny rok, więc nie mów mi, że niewiem, jak to jest.Po prostu nie jestem tak słaba i żałosna, żebymmusiała o tym trąbić. Ale okazywanie uczuć nie jest niczym żałosnym aniułomnym. Sophie buntowniczo oparła ręce na biodrach iwyglądała teraz jak rozczochrany Piotruś Pan. To ludzkie.Normalne.Najlepsze, co mogłabyś zrobić dla Edie, to okazać jejuczucie; nie ignorować jej i unikać, tak jak unikała cię własnamatka.Nie widzisz tego? Właśnie to próbowała powiedzieć namLa Petite. Ta stara wiedzma!  wrzasnęła Mathilde, choć jej głos nie byłani tak silny, ani stanowczy jak głos Sophie. To stek bzdur.Nieunikam. Zaczynała tracić panowanie nad sobą. Ona nie wie.Próbowałam.Chodzi o to, że ja. Każdy kolejny oddech byłpłytszy od poprzedniego.Mathilde wykrzywiła się i cała zapadław sobie.Rozklejała się na ich oczach. Kiedy myślę o Edie,czuję.och, nawet nie.ale wiem, że to tylko.Wy, idiotki, i taktego nie zrozumiecie, ale dla mnie to coś innego.Uważam, że towszystko jest zupełnie. rozpłakała się jak dziecko  nie dozniesienia.Czasami, kiedy na nią patrzę, robi mi się niedobrze namyśl, że jestem taka, taka, taka. Kolejne słowa utonęły pośródurywanych szlochów. I co z tego?  spytała łagodnie Sophie, zdejmując ręce zbioder. Boję się!  ryknęła Mathilde. Jestem cholernie przerażona! Przerażona czym? Nie wiem.Po prostu się boję.Boję się jak cholera! Ale Mathilde  szepnęła uspokajająco Sophie  to właśniejest miłość. Nieprawda!  wrzasnęła Mathilde. Miłość nie sprawia, żemasz ochotę ukryć się przed całym światem albo wyrwać sobieserce i je podeptać.Nie jest aż tak przerażająca.Nie jestnieokiełznana.Nie przynosi tylu pieprzonych rozczarowań. Właśnie, że tak  szepnęła jakby do siebie Clementine, niemogąc przestać myśleć o Benoit i Amelie. Właśnie, że tak.  Jest trudna, Mathilde, ponieważ gdy bardzo ci na kimś zależy,masz wiele do stracenia.To właśnie boli najbardziej  dodałaSophie. Ale dlaczego?  zawodziła Mathilde. Jak to możliwe? Ktomógłby chcieć znosić coś takiego?  Cała roztrzęsiona, głośnochwytała powietrze, jednocześnie próbując odzyskać panowanienad sobą. Co się, do cholery, ze mną dzieje?  szlochała [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •