[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.merci, odpowiedział i obszedł ją.i 1-szy ślepysłyszy, że to jego towarzysz niedoli, i woła: halo, jean, co u ciebie? Aprzechodzący drugi ślepy odkrzykuje: ha, tak jak.tak jak.i nagleuświadamia sobie, kto do niego mówi, 1 kończy: tak jak słyszysz, stary.Iw chwilę potem zza węgla wychodzi sama wdowa proust i patrzy na swoją fasadę i opowiadacałe swoje życie: że chodzi sprzątać i czyścić parkiety u ludzi bogatych,żeby trochę zarobić i żeby za te zarobione pieniądze pomalować swójdom  więc nigdy jej nie ma w domu, żeby o niego zadbać  i opowiadami, że ludzie są strasznie fałszywi, bo widziała dzisiaj kogoś, jakwchodził do jednej znanej czarnej, inną szowinistycznie nastrojoną damę,i ona, madame proust, zawołała: hej, madame, żeby pokazać, że widziała,jak ta madame wchodziła do tej czarnej.I opowiada mi, że jej matkanigdy nie jechała autem i na łożu śmierci poprosiła, żeby zawiezć ją nacmentarz autem: przynajmniej jeden raz sobie pojadę.I opowiada mi, żeona sama sporządziła już swój testament i zaznaczyła w nim, że życzysobie być spaloną w krematorium.wszystkie niezbędne formalnościzostały już załatwione, + wypełniony i podpisany telegram, który ma byćwysłany, gdy tylko ona umrze.I gdy wszystkie formalności zostałyzałatwione, powiada, to taka byłam szczęśliwa, że pomyślałam sobie:chciałabym teraz szybko umrzeć.Bo nie podoba jej się, powiada, byćpochowaną przez księdza, który kropi-wodą święconą trupa, który jużzaczyna śmierdzieć i gdy wokoło stoją ludzie, którzy 1 okiem płaczą, adrugim się śmieją, i którzy mówią: wiesz, ten też umarł i to, i tamto!.omnie nie muszą wiedzieć, powiada, jestem martwa i przyjeżdża po mnieauto z krematorium: dopiero się będą ludziska dziwować, jak mnie więcejnie zobaczą na ulicy.będą się zastanawiać: gdzie ona się podziała?.cha! cha!Cha! cha!.i johan janssens zamyka swój notatnik i gapi się na gałganekna swoim doszczętnie zamalowanym palcu. PODZIAA GODZIN MALARZA FASADWłaściwie okłamałem cię.powiada johan janssens, poeta i malarzfasad.gdy oświadczyłem, że będę czytał z mojego notatnika nie dodającliterackich ozdobników.ładne pisanie siedzi jeszcze byłemu dzienni-karzowi z gazety codziennej we krwi, wstydzę się tego.pozwól mi więcjeszcze raz to powtórzyć, ale tak, jak to jest zapisane w moim notatniku, anie inaczej:poniedziałek: 28-my albo 29-ty, pomalowana fasadka u ślepego.ojczulek wygląda na 7-godzinnego wyrobnika i już 3 razy miałoperowane oczy.na błony, które na nie zachodzą.a syn ma 30 łat i jestślepy, pamiętam go jeszcze, jak razem chodziliśmy do szkoły:widywałem cię, jeśli dobrze pamiętam, jeszcze w szkole? pytam go.Tak,to możliwe, odpowiada, chodziłem trochę do szkoły, ale tylko po to, żebynie siedzieć cały czas na ulicy.I interesuje go wszystko, i farba, i werniks,i mastyka, i ile zużyłem pędzli, i jaki włos jest najlepszy na pędzle,wszystkie takie rzeczy, których ja sam nie wiem  a tymczasem na ulicęwychodzi Inny ślepy i staje 1 metr od naszej wysokiej drabiny, tak jakbywyniuchał, że coś mu stoi na drodze, i wołam do niego: hej, stary, uważaj,tam stoi drabina.A ślepy pyta: czy to może jean przechodzi tamtędy?.hej, jean! A jean woła: ha, frans.jak ci leci? A frans, który chce udawaćjowialnego, odkrzykuje: ha, tak jak w.tak jak w.tak jak słyszysz, hej,dodaje ciszej [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •