[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Jednak byłem w błędzie - kontynuował, tym razem już nieco mocniejszym głosem.-Po tych wszystkich latach spędzonych w Aerie wiem tyle samo, ile na samym początku, kiedy postanowiłem dołączyć do Porannej Gwiazdy.Upadły anioł skłonił się, po czym rozwinął skrzydła - po raz pierwszy od wygnania z Nieba.Zpoczątku bolało, ale szeryf zacisnął zęby i pozwolił skrzydłom na jego plecach przebić się przezskórę.- Chcę powiedzieć, że żałuję tego, co zrobiłem w przeszłości, i tego, co czeka mnie w przyszłości - ajeśli zginę w bitwie, mam nadzieję, że Ty znajdziesz w swoim sercu tyle żalu, żeby mi przebaczyć.Anioł wyciągnął z kabur pistolety i skrzyżował je na piersiach, rozpościerając skrzydła tak szeroko,jak tylko potrafił.- Jeśli jednak uznasz, że nie zasłużyłem na Twoje przebaczenie, zrozumiem.Bo za to, co mam zamiarzrobić Werchielowi i jego psom gończym, sam nie wpuściłbym siebie z powrotem do Nieba.Drzwi do kościoła otworzyły się na oścież.Lehahiasz błyskawicznie powstał z kolan i zwinąłskrzydła, które od tysiącleci nie szybowały po niebie.- Mówiłem przecież, że nie życzę sobie, aby mi przeszkadzano - warknął, zanim zorientował się, żeto Belfegor zmierza w jego kierunku główną nawą.- Och, przepraszam -zreflektował się, sięgając po kapelusz, który upuścił na ziemię.- Nic się nie stało - uspokoił go Belfegor, spoglądając na malowidło nad ołtarzem.-Czy znalazłeś to, czego szukałeś?Szeryf zamyślił się na chwilę.Nie miał pojęcia, czy Stwórca w ogóle go wysłuchał, ale po razpierwszy od dłuższego czasu - właściwie, odkąd sięgał pamięcią - czuł przypływ nadziei.- Wydaje mi się, że tak - przyznał.- To dobrze - odparł Belfegor i na tym ich rozmowa się skończyła.Lorelei przeglądała się w wysokim, popękanym lustrze, które wisiało na drzwiach jej szafy.Poziomepęknięcie w tafli szkła przecinało ją dokładnie na pół, a obydwie połówki wydawały się nie dokońca do siebie dopasowane.Lorelei często myślała o wymianie lustra, ale nigdy jakoś nie znalazłana to czasu.Co więcej, ten wymuszony dualizm wydawał się pasować do rzeczywistości, w którejżyła.Od kiedy odkryła, że jest Nefilimem, całe jej życie stało się niekończącą się walką - dwóchnatur, dwóch połówek.Lorelei przeczesała szczotką długie, śnieżnobiałe włosy, zastanawiając się, co tak naprawdę jąmartwi.Powinnam chyba przed rzezią zrobić się na bóstwo - pomyślała sarkastycznie.Odkądzjawiła się w Aerie, wiedziała, że ten dzień kiedyś nadejdzie.Dzień, w którym Potęgi spróbujązetrzeć ich w proch.Na myśl o tym jej ciało przeszył zimny dreszcz i Lorelei zadrżała.Widziała już,do czego zdolny był Werchiel i jemu podobni.Perspektywa stawienia im czoła w walce napawała jąprzerażeniem. Rzuciła szczotkę do włosów na łóżko i popatrzyła na swoje drżące dłonie.Bała się tego, co miałonadejść.Jakaś jej część - prymitywna i egoistyczna - chciała uciec, skryć się.Ale ta część nie dbała w ogóle o przyszłość ani o przeznaczenie.Zależało jej tylko na przeżyciu.Lorelei wzięła kilka głębokich wdechów i spróbowała uspokoić ten zwierzęcy obszar swojej natury.Wtedy przez głowę przeleciała jej jedna myśl.Jestem Nefiilmem i imam do wypełnienia misję.Dziewczyna sięgnęła po leżącą na łóżku kurtkę i założyła ją.- Jak myślisz? - spytała swoje przepołowione odbicie w lustrze.- Czy twoim zdaniem to naprawdęWybraniec?Sama nie wiedziała i nie sądziła też, by postać spoglądająca na nią z lustra miała w tej kwestiiwięcej do powiedzenia.Lorelei słyszała tylko, że Aaron jest kimś szczególnym i daje Aerie szansęna przetrwanie.Miała nadzieję, że odnajdzie w sobie wystarczająco dużo siły, żeby mu pomóc.Wychodząc z domu na miejsce zbiórki, Lorelei zatrzymała się jeszcze na moment w salonie, żebyzobaczyć, jak się miewa jej pacjentka.Usiadła na skraju kanapy, obok śpiącej Vilmy, i ostrożniezajrzała pod bandaże na jej brzuchu.To, co zobaczyła, usatysfakcjonowało ją.Werchiel bardzoskrzywdził tę dziewczynę, ale wyglądało na to, że wraca do zdrowia.Musiała jeszcze tylko przeżyć proces przeobrażenia się w Nefilima.Delikatnie położyła dłoń na spoconym czole Vilmy.Wtedy chora otworzyła wielkie, orzechowe oczy.Rozglądała się przez chwilę po pokoju, po czym skupiła wzrok na Lorelei.- Jestem bezpieczna? - spytała półprzytomnie.- Tak - Lorelei odparła uspokajającym tonem.- Już nikt więcej cię nie skrzywdzi.-Miała nadzieję, że mówi prawdę, biorąc pod uwagę mającą się dopiero odbyć bitwę.Na twarzy młodej kobiety pojawił się uśmiech.- On mnie ocalił - powiedziała, mając pewnie na myśli Aarona.- Myślę, że on ocali nas wszystkich - odparła Lorelei, nagle nabierając pewności, że dożyją jutra.Aaron i Gabriel zbliżyli się do tłumu stojącego przed kościołem.- Wygląda na to, że są tutaj wszyscy - mruknął Gabriel, rozglądając się wokół.W powietrzu wyczuwało się nerwowe napięcie.Upadli aniołowie i Nefilimowie stali, ramię wramię, ocierając się o siebie łokciami w gęstniejącym z minuty na minutę tłumie.Aaron chyba po raz pierwszy zorientował się, czym tak naprawdę jest Aerie.Chodziło o zmianę -aniołowie mieli wrócić z powrotem do Nieba, a Nefilimowie zająć właściwe im miejsce na Ziemi. Taka zmiana warty - pomyślał.Stojący w tłumie zauważyli jego przybycie i zaczęli się rozstępować, kłaniając mu się w pas.Drogado schodów kościoła stanęła otworem [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elanor-witch.opx.pl
  •